Rosja: Nawalny nagrał rozmowę z funkcjonariuszem FSB. Dowód na udział rosyjskich służb w otruciu?

Aleksiej Nawalny, fot. Ilja Isajew [Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0]

Aleksiej Nawalny, fot. Ilja Isajew [Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0]

Aleksiej Nawalny opublikował w mediach społecznościowych nagranie rozmowy telefonicznej z jednym z członków Federalnej Służby Bezpieczeństwa, którzy mogli mieć związek z otruciem polityka. Opozycjonista rozmawiał z funkcjonariuszem, podając się jako doradca byłego szefa FSB.

 

W nagranej rozmowie funkcjonariusz Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Konstantin Kudriawcew, z którym udało się połączyć Nawalnemu, wyraził przekonanie, że „Aleksiej Nawalny umarłby na skutek otrucia, gdyby nie awaryjne lądowanie jego samolotu w Omsku i atropina, którą podały mu służby ratunkowe”.

Jak podaje portal śledczy Bellingcat, Kudriawcew nie mógł zdawać sobie sprawy, z kim rozmawia, gdyż Nawalny użył specjalnej aplikacji, wykorzystywanej m.in. przez rosyjskich pranksterów, dzwoniących do sławnych osób i podających się za kogoś innego. Korzystając z aplikacji, politykowi udało się zmienić numer na taki, z którego mogliby dzwonić funkcjonariusze FSB.

W ten sposób udało mu się oszukać kilku członków formacji, przekonanych, że odbierają telefony służbowe. Wyjaśniwszy rozmówcy, że nazywa się Maksim Ustinow, jest doradcą byłego szefa FSB Nikołaja Patruszewa i przygotowuje raport dla zwierzchników i chce skonsultować kilka szczegółów, opozycjonista wdał się w trwającą niecałe 50 minut rozmowę.

„Gdyby potrwało to dłużej, mogłoby skończyć się inaczej”

Kudriawcew miał jasno zasugerować, że celem akcji było pozbawienie życia Aleksieja Nawalnego. Przyznał, że plan ten uniemożliwiło awaryjne lądowanie w Omsku, a także szybka pomoc lekarska, która zapobiegła śmierci polityka. „Gdyby to trwało trochę dłużej, być może skończyłoby się inaczej. Widzisz, to właśnie zbieg okoliczności jest najgorszym czynnikiem, z jakim spotykamy się w naszej pracy”, stwierdził Kudriawcew.

Konstantin Kudriawcew to specjalista z zakresu obrony chemicznej, który wiedział, jak usuwać ślady trucizny. W nagranej rozmowie poinformował, że truciznę umieszczono na wewnętrznej stronie bielizny opozycjonisty. Przyznał też, że otrzymał polecenie dwukrotnej podróży do Omska, by zlikwidować ślady trucizny na ubraniach opozycjonisty. Jak podaje Bellingcat, Nawalny do tej pory nie otrzymał od rosyjskich władz swoich ubrań, których zwrotu domagał się pod koniec września.

Aleksiej Nawalny dodzwonił się także do mężczyzny przedstawionego jako Michaił Jewdokimow, który miał zostać sfotografowany w grupie ludzi ubranych po cywilnemu w gabinecie lekarza naczelnego szpitala w Omsku.

Rosja: Nawalny był otruty dwukrotnie? Do drugiej próby miało dojść w szpitalu w Omsku

Zdaniem informatorów brytyjskiego „Timesa”, drugie otrucie była tak zaplanowane, by polityk dotarł do berlińskiego szpitala już martwy.

Otrucie Aleksieja Nawalnego

20 sierpnia tego roku Nawalny poczuł się źle w samolocie lecącym z Tomska do Moskwy i stracił przytomność. Po awaryjnym lądowaniu natychmiast trafił do szpitala w Omsku. Lekarze twierdzili, że w pobranych z jego organizmu próbkach nie było śladów trucizny. Pomoc w leczeniu Rosjanina zaoferowały Niemcy, dokąd po kilku dniach oporu ze strony kierownictwa omskiej placówki udało się przetransportować chorego.

2 września niemiecki rząd przekazał, że Nawalny został otruty środkiem bojowym z grupy nowiczoków, czyli tą samą trucizną, której użyto ponad dwa lata wcześniej wobec Siergieja Skripala. Pięć dni później opozycjonista został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej, a w drugiej połowie września wypisany ze szpitala. Diagnozę o otruciu nowiczokiem potwierdziły laboratoria we Francji i Szwecji, a także Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW).

Aleksiej Nawalny wypisany ze szpitala

W komunikacie przekazanym prasie lekarze uważają, że całkowity powrót do zdrowia Aleksieja Nawalnego jest możliwy.

Dziennikarskie śledztwo

Przeprowadzone przez Nawalnego rozmowy miały się odbyć, nim jeszcze portale śledcze opublikowały nazwiska domniemanych sprawców otrucia ikony rosyjskiej opozycji. Tydzień temu portale Bellingcat i The Insider przekazały, że w próbę zamachu na życie polityka zamieszani byli eksperci FSB ds. broni chemicznej, którzy podążali za nim w czasie jego podróży do Tomska.

Według ustaleń dziennikarzy grupą miał kierować płk Stanisław Makszakow. Wcześniej pracował on w zamkniętym mieście Szychany-1, gdzie pracowano nad bronią chemiczną z grupy Nowiczok. Dzień wcześniej gazeta „The Times” powołując się na źródła w służbach specjalnych Niemiec przekazała, że trucizna mogła zostać Nawalnemu podana dwukrotnie.

Odnosząc się do ustaleń dziennikarskiego śledztwa podczas ubiegłotygodniowej dorocznej konferencji prasowej, prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził, że jest to świadoma prowokacja amerykańskich służb. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow określił je natomiast jako „zabawną lekturę”.

15 października Unia Europejska wprowadziła sankcje na osoby i organizację, którym przypisywano związek z otruciem Aleksieja Nawalnego: dyrektora FSB Aleksandra Bortnikowa, wiceministrów obrony Pawła Popowa i Aleksieja Kriworuczkę, szefa Dyrekcji ds. Polityki Krajowej Prezydenta w Biurze Wykonawczym Prezydenta Andrieja Jarina, pierwszego zastępcę szefa sztabu Biura Wykonawczego Prezydenta Siergieja Kirijenkę oraz pełnomocnika prezydenta na Dystrykt Federalny Syberia Siergieja Mieniajłę, a także Państwowy Instytut Naukowo-Badawczy Chemii Organicznej i Technologii (GosNIIOChT) w Moskwie.