Rosyjski dyplomata: Zatrzymanie Rosjan na Białorusi to „tylko pretekst”

W związku z zatrzymaniem Rosjan, których władze białoruskie uważają za najemników z tzw. grupy Wagnera, ambasador Białorusi został wezwany do MSZ w Moskwie.

W związku z zatrzymaniem Rosjan, których władze białoruskie uważają za najemników z tzw. grupy Wagnera, ambasador Białorusi został wezwany do MSZ w Moskwie. Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Andriej Rudenko (na zdj.)./ Foto via twitter @mfa_russia

„Obywatele Rosji zatrzymani na Białorusi byli tam tranzytem, zmierzając do jednego z krajów Ameryki Południowej”, oświadczył w poniedziałek konsul Rosji w Mińsku.

 

 

W związku z zatrzymaniem Rosjan, których władze białoruskie uważają za najemników z tzw. grupy Wagnera, ambasador Białorusi został wezwany do MSZ w Moskwie.

O zatrzymaniu przez białoruskie służby 32 pracowników (1 dodatkową osobę zatrzymano na południu kraju) prywatnej rosyjskiej firmy wojskowej Wagnera, poinformowała w środę (29 lipca) rządowa agencja Biełta.

Zdaniem władz w Mińsku celem około 200 najemników (taka miała być ich docelowa liczba) z grupy Wagnera miało być zdestabilizowanie sytuacji w kraju tuż przed zaplanowanymi na 9 sierpnia wyborami prezydenckimi.

Rosja: „To tylko tranzyt”

Według konsula Rosji w Mińsku Kiriłła Pletniewa, 25 lipca zatrzymani przez białoruskie służby mężczyźni mieli wylecieć z lotniska w Mińsku do Stambułu, a następnie – „do kraju trzeciego”. „Punktem docelowym było jedno z państw w regionie Ameryki Łacińskiej” oznajmił w poniedziałek wieczorem Pletniew.

Dyplomata dodał, że zatrzymani Rosjanie są zaskoczeni stawianymi im zarzutami i nie rozumieją, dlaczego „sugeruje im się związki z liderami opozycji na Białorusi, których nazwisk wcześniej większość z nich nie słyszała”.

Białoruś: Zatrzymano Rosjan z grupy Wagnera. Destabilizowali sytuację czy tylko "przejeżdżali"?

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka oczekuje odpowiedzi od Rosji w sprawie zatrzymania 33 obywateli tego kraju.

Ambasador się tłumaczy

W poniedziałek (3 sierpnia) rosyjskie MSZ wezwało ambasadora Białorusi Uładzimira Siamaszkę. Spotkał się on tam z wiceministrem Andriejem Rudenką. Wiceszef rosyjskiej dyplomacji oświadczył, że Rosjanie zostali zatrzymani „pod bezpodstawnym i zmyślonym pretekstem”.

W komunikacie MSZ podkreślono, że celem spotkania była „rzeczowa rozmowa na temat stanu i perspektyw stosunków rosyjsko-białoruskich”. Zatrzymanie obywateli rosyjskich „jest niezgodne z duchem bratnich i sojuszniczych stosunków pomiędzy dwoma krajami i narodami”, napisano w oświadczeniu.

Strona rosyjska raz jeszcze zapewniła, że „nigdy nie ingerowała i nie zamierza ingerować w wewnętrzne procesy w innych państwach, a tym bardziej na Białorusi”. „Moskwa oczekuje szybkiego zwolnienia zatrzymanych”, podano w komunikacie.

Białoruś: Niedoszły kandydat na prezydenta wyjechał z kraju. Łukaszenka przestraszył się jego żony?

Walery Capkała, jeden z dwóch polityków niedopuszczonych do sierpniowych wyborów prezydenckich na Białorusi wyjechał z kraju. Wraz z żoną i dziećmi przebywa w Moskwie. Inny niedopuszczony do startu polityki – Wiktar Babaryka – trafił zaś do aresztu.

Ukraina domaga się ekstradycji

„Mężczyźni mieli wprawdzie bilety na samolot, ale nie zamierzali lecieć do Stambułu”, powiedział w piątek (31 lipca) wieczorem przedstawiciel białoruskiego Komitetu Śledczego. Według śledczych bilety – żelazne alibi strony rosyjskiej – były tylko przykrywką dla rzeczywistych działań.

W czwartek (30 lipca) ambasador Rosji na Białorusi Dmitrij Mieziencew oświadczył, że zatrzymani Rosjanie zmierzali do Turcji, jednak „nie zdążyli na samolot i zatrzymali się w sanatorium Biełorusoczka pod Mińskiem”.

Tymczasem Ukraina domaga się ekstradycji 28 z 33 zatrzymanych na Białorusi obywateli Rosji, poinformowała agencja Interfaks, powołując się na źródła w prokuraturze generalnej w Kijowie. Według agencji prokuratura chce postawić Rosjan przed sądem w związku z domniemanym ich udziałem w konflikcie zbrojnym w Donbasie.

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka powiedział, „to była dopiero pierwsza grupa ze 180 lub 200 osób”. „Przeczytałem raport, to są dokładne dane. I próba ukrycia tych powiązań z Rosją i mówienia, że to niemalże z nami ustalono przyjazd tej grupy, to niepoważne” podkreślił prezydent Białorusi.