Prawnik Trumpa miał zarobić na gazociągu Polska – Ukraina

Rudy Giuliani, fot. Gage Skidmore [Flickr]

Amerykańscy śledczy sprawdzą, czy osobisty prawnik Donalda Trumpa Rudy Giuliani mógł zarobić na projekcie gazociągu z Polski na Ukrainę, jaki rzekomo szykowali jego współpracownicy.

 

Według dziennika „The Wall Street Journal” (WSJ) prokuratura federalna z Nowego Jorku postanowiła sprawdzić, czy Rudolph Giuliani – osobisty prawnik prezydenta USA Donald Trumpa – miał zarobić na gazowym interesie z Ukrainą, promowanym przez współpracujących z Giulianim przedsiębiorców – Lwa Parnasa i Igora Frumana.

To właśnie oni pomagali Giulianiemu w próbach namówienia władz Ukrainy do wszczęcia dochodzenia w sprawie działalności Huntera Bidena, syna byłego wiceprezydenta USA Joe Bidena, który był dyrektorem ukraińskiej prywatnej firmy gazowej Burisma Holding. To uderzyłoby w Joe Bidena, który jest rywalem Trumpa w przyszłorocznych wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.

Doniesienia, że Trump w rozmowie telefonicznej osobiście naciskał na nowego prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, aby podjął dochodzenie w sprawie syna Joe Bidena, doprowadziły w zeszłym miesiącu do wszczęcia w Kongresie USA procedury impeachmentu Trumpa przez polityków z opozycyjnej partii Demokratów.

Gazowy interes z Ukrainą?

Według anonimowych informatorów „WSJ” Parnas i Fruman chcieli też zaaranżować dla siebie lukratywny interes na Ukrainie. Kilka miesięcy temu ci przedsiębiorcy mieli  rozmawiać o zakupach przez Ukrainę skroplonego gazu z USA. Surowiec byłby dostarczany gazociągiem z Polski na Ukrainę, wybudowanym przez spółkę Global Energy Producers, założoną przez Parnasa i Frumana. Przedsiębiorcy mieli też informować władze Ukrainy, że wspólnikiem ich spółki jest Rudy Giulianini, a projekt cieszy się poparciem administracji Trumpa. Inny rozmówca „WSJ” twierdził, że Parnas i Fruman przedstawiali Giulianiego jako inwestora ich spółki.

Rudy Giuliani w rozmowie z „WSJ” zaprzeczył, by był udziałowcem spółki Parnasa i Frumana. „Osobiście nie mam interesu w żadnym biznesie na Ukrainie” – podkreślił Giuliani i dodał, że nie ma sygnałów, by prowadzono w tej sprawie jakieś dochodzenie.

Nierealne wizje

Można zwrócić uwagę na iluzoryczność interesu, jaki według „WSJ” mieli oferować w Kijowie Parnas i Fruman. Przede wszystkim za budowę i eksploatację gazociągów przesyłowych w Polsce i na Ukrainie odpowiadają państwowe firmy. W praktyce prywatna spółka z USA nie może więc zbudować transgranicznego gazociągu z Polski na Ukrainę.

Polska państwowa firma Gaz-System i ukraińska Ukrtransgaz jeszcze pod koniec 2014 r. – gdy w USA rządził prezydent Barack Obama – podjęły pracę nad studium wykonalności nowego transgranicznego gazociągu między Polską a Ukrainą. Studium to zostało wykonane, ale budowa gazociągu dotąd się nie zaczęła.

Także dodatkowe dostawy gazu z USA do dostaw na Ukrainę za pośrednictwem Polski wymagałyby dodatkowych uzgodnień z gazoportem w Świnoujściu i z PGNiG. We wtorek do polskiego gazoportu ma przypłynąć statek ze skroplonym gazem z USA, kupionym przez PGNiG dla ukraińskiej firmy gazowej ERU. Jednak w najbliższych latach dostawy na dużą skalę amerykańskiego LNG do dostaw na Ukrainę za pośrednictwem Polski są nierealne, bo przepustowość terminala w Świnoujściu jest na to za mała.

Dziwni partnerzy Giulianiego

Zagadką pozostają związki osobistego adwokata Trumpa z Lwem Parnasem i Igorem Frumanem, którzy urodzili się w Związku Sowieckim, a po jego rozpadzie zrobili karierę przedsiębiorców w USA.

W połowie października Parnas i Fruman zostali aresztowani w Stanach Zjednoczonych pod zarzutem łamania przepisów o finansowaniu kampanii wyborczych. W zeszłym roku przedsiębiorcy ci przekazali za pośrednictwem fasadowej spółki 325 tys. dol. komitetowi America First Action, który wspiera politykę Donalda Trumpa i uczestniczył w jego kampanii wyborczej trzy lata temu. Ta wielka dotacja dla America First Action przez wiele miesięcy budziła sensację w USA.

Parnas i Fruman zostali też oskarżeni o to, że obiecali zebrać 20 tys. dol. na fundusz wyborczy byłego kongresmena Pete’a Sessionsa w zamian za wsparcie zabiegów o odwołanie z Ukrainy amerykańskiej ambasador Marie Yovanovitch. Została ona odwołana wiosną tego roku, a obecnie jest jednym ze świadków w postępowaniu o impeachment Trumpa.

Oprócz Parnasa i Frumana władze USA zatrzymały też Andrieja Kukuszkina, innego przedsiębiorcę wywodzącego się ze Związku Sowieckiego, i Amerykanina Davida Correia. Całej tej czwórce zarzucono, że przekazali dwóm kandydatom do władz stanu Nevada po 10 tys. dol. dotacji na kampanię wyborczą od przedsiębiorcy z Rosji w zamian za wsparcie jego zabiegów o legalizację handlu marihuaną w tym stanie. Ów przedsiębiorca z Rosji, którego tożsamości nie ujawniono, miał przekazać 1 mln dol. na lobbowanie swoich interesów w różnych stanach USA. A finansowanie kampanii wyborczych z zagranicy jest w USA zakazane.

Cień partnera Gazpromu

Rudy Giuliani twierdzi, że poznał Parnasa i Frumana, kiedy ci przedsiębiorcy zostali klientami jego kancelarii w sprawach związanych z działalnością ich amerykańskich firm, niemających nic wspólnego z gazem LNG i Ukrainą.

Po zatrzymaniu Lwa Parnasa agencja Reuters ujawniła, że pracował on jako tłumacz dla prawników Dmytro Firtasza, głównego w przeszłości partnera Gazpromu na Ukrainie i sojusznika byłego prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza.

W marcu 2014 r. Firtasz został zatrzymany w Wiedniu na wniosek Departamentu Sprawiedliwości USA, który oskarżył przedsiębiorcę, że przekupił urzędników w Indiach, aby pozbawić amerykańskiego biznesmena koncesji na eksploatację złóż i samemu ją przejąć.

Po ciągnących się cztery lata procesach w czerwcu tego roku minister sprawiedliwości Austrii zezwolił na ekstradycję Firtasza do USA. Ale adwokatom przedsiębiorcy do tej pory ją blokują.