Ostrzał miasta w Azerbejdżanie i śmierć cywilów. Koniec rozejmu na Zakaukaziu?

Miejsce ostrzału w Gandży, źródło: Twitter/Andrew Hopkins (@achopkins1)

Miejsce ostrzału w Gandży, źródło: Twitter/Andrew Hopkins (@achopkins1)

Co najmniej 7 osób zginęło, a 39 zostało rannych po nocnym bombardowaniu drugiego co do wielkości miasta w Azerbejdżanie – Gandży. Azerbejdżańskie władze oskarżyły o ten ostrzał Armenię.

 

Jak poinformowała kancelaria prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa, trafione zostały trzy budynki mieszkalne. Według obecnych na miejscu dziennikarzy telewizji Al-Dżazira wciąż trwa akcja ratunkowa, więc bilans ofiar może wzrosnąć.

Armenia do tej pory nie odpowiedziała na azerbejdżańskie oskarżenia. Do ostrzału terytorium Azerbejdżanu dochodziło już w ubiegłym tygodniu. Pociski spadły w okolicy wojskowego lotniska w Gandży, a także na czwarte co do wielkości azerbejdżańskie miasto – Mingeczaur oraz na przygraniczne miast Terter.

W tamtych ostrzałach nie było jednak aż tylu ofiar wśród cywilów, a pociski spadały z dala od dzielnic mieszkalnych. We wszystkich tych przypadkach pociski wystrzelono z obszaru separatystycznego Górskiego Karabachu, a nie z terytorium Armenii.

Potwierdziły to same władze w stolicy tej samozwańczej republiki – Stepanakercie. Z drugiej strony, azerbejdżańskie pociski spadały także właśnie na Stepanakert, a karabaskie władze oskarżyły nawet stronę azerbejdżańską o użycie zakazanej międzynarodowymi traktatami amunicji kasetowej, czemu z kolei Azerbejdżan zaprzeczał.

Zawieszenie broni w Górskim Karabachu. Jakie są szczegóły porozumienia?

Do porozumienia doszło po 10-godzinnych rozmowach szefów dyplomacji Armenii i Azerbejdżanu z udziałem strony rosyjskiej w Moskwie.

W Gandży były tureckie myśliwce?

Na razie nikt oficjalnie nie przyznał się do ostrzelania Gandży. To 300-tysięczne miasto leży około 100 kilometrów na północ od Stepanakertu i niespełna 80 kilometrów od armeńskiego miasta Wardenis. Na Wardenis spadły zaś dwa tygodnie temu azerbejdżańskie pociski.

Gandża jest nie tylko drugim co do wielkości miastem Azerbejdżanu, ale także ważnym ośrodkiem przemysłowym. Znajduje się tu również wojskowe lotnisko, które wykorzystywano latem do turecko-azerbejdżańskich ćwiczeń wojskowych.

Armenia od początku obecnej odsłony konfliktu o Górski Karabach oskarża Turcję o to, że pozostawiła w Gandży swoje samoloty F-16, które potem atakowały karabaską obronę przeciwlotniczą. Ujawnione w tym tygodniu zdjęcia satelitarne wskazują na to, że rzeczywiście co najmniej dwa tureckie myśliwce jeszcze niedawno znajdowały się w Gandży.

Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez portal Middle East Eye wynika jednak, że tureckie F-16 miały nie brać bezpośredniego udziału w walkach, a jedynie stanowić element odstraszający przed armeńskimi atakami na lotnisko i jego okolice. Po pierwszym ostrzale Gandży miały zostać wycofane.

Co z sobotnim rozejmem?

Nocny ostrzał Gandży stawia pod znakiem zapytania trwało rozejmu humanitarnego, jaki obowiązuje w regionie od soboty. Wynegocjowano go podczas 10-godzinnych rozmów jakie prowadzili w Moskwie ministrowie spraw zagranicznych Armenii i Azerbejdżanu – Zohrab Mnacakanian i Dżejhun Bajramow pod patronatem ich rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa.

Walczące strony mają wykorzystać rozejm, aby przy pomocy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża przeprowadzić wymianę jeńców i ciał zabitych. Szef rosyjskiej dyplomacji powiedział też, że Armenia i Azerbejdżan zgodziły się na rozpoczęcie zasadniczych negocjacji w celu rozwiązania konfliktu o Górski Karabach.

Z późniejszych wypowiedzi ministrów Mnackaniania i Bajramowa wynikało jednak, że do porozumienia jest bardzo daleko. Strona armeńska miała się domagać uznania Górskiego Karabachu za niepodległe państwo zaś strona azerbejdżańska przedstawienia przez Ormian harmonogramu wycofywania się ze spornego regionu, który miałby wrócić pod zarząd Azerbejdżanu.

Turcja natomiast oświadczyła, że rozejm to „ostatnia szansa dla Armenii, aby wycofać się z Górskiego Karabachu”.