Niemiecka prezydencja w Radzie UE: Jak ułożyć relacje z Chinami?

Chiny zawieszają traktaty ekstradycyjne Hongkongu z Australią, Kanadą i Wielką Brytanią

Przywódca ChRL Xi Jinping, fot. Paul Kagame [Flickr]

1 lipca Niemcy przejęły prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Wśród najpoważniejszych zadań Berlina na najbliższe pół roku będzie określenie, w jakim kierunku powinny zmierzać relacje UE z Chinami. Jak Niemcy wykorzystają ten czas?

 

Spośród wszystkich wyzwań, przed którymi stoi dziś unijna polityka zagraniczna, to znalezienie swojego miejsca w rywalizacji chińsko-amerykańskiej przyprawia europejskich przywódców o największy zawrót głowy. Największą rolę mają na tym polu do odegrania Niemcy – najpotężniejsze państwo w Europie, które  powoli wychodzi z cienia i coraz częściej zaznacza swoją obecność na globalnej scenie. To właśnie Berlin musi w najbliższym czasie wytyczyć kierunek, w którym mają się rozwijać relacje UE z Chinami.

Relacje z Chinami są tematem wrażliwym dla całej UE, ale jeszcze bardziej dla Berlina, który stara się nie opowiadać jednoznacznie przeciwko Pekinowi. I dlatego nawet jeżeli w czasie niemieckiej prezydencji w Radzie nie zapadną przełomowe decyzje na temat relacji z Chinami, warto pilnie obserwować, do jakich działań Europę będą popychać Niemcy.

Podsumowanie chorwackiej prezydencji w Radzie UE. Co udało się osiągnąć?

Prezydencja najmłodszego członka Unii Europejskiej była wyjątkowa. Z powodu wybuchu pandemii koronawirusa Chorwacja musiała całkowicie zmienić priorytety w swoim programie.

Stan gry

W relacjach UE-Chiny występują w ostatnim czasie spore napięcia – głównie za sprawą pandemii koronawirusa SARS-CoV-2, która zaczęła się właśnie w Chinach (a pozostaje wiele wątpliwości czy Pekin nie za późno powiadomił świat o powadze zagrożenia). Później zaś Chiny wykorzystywały swoje możliwości w produkcji sprzętu medycznego, aby rozgrywać politycznie państwa europejskie (tzw. dyplomacja maseczkowa).

UE boli też stosowanie przez stronę chińską dezinformacji, a przede wszystkim próba zacierania w zagranicznej przestrzeni medialnej informacji o początkach pandemii. W niedawnym raporcie podlegającego KE zespołu ds. dezinformacji wprost wskazano na wspieranie przez rząd w Pekinie fake newsów.

Kolejna kość niezgody to sytuacja wokół Hongkongu, którego autonomię chińskie władze centralne po kawałeczku okrajają, mimo że zawarta z Wielką Brytanią umowa gwarantowała dawnej brytyjskiej kolonii pełną niezależność przez przynajmniej 50 lat pod 1997 r.

Jeszcze w styczniu 2019 r. w unijnych dokumentach można było przeczytać o Chinach jako o „strategicznym partnerze”, ale już w kolejnych miesiącach nastąpiło przyspieszenie i retoryka się zmieniła – Pekin stał się „systemowym rywalem”. Mając w tyle głowy chińskie przejęcia, Niemcy ogłosiły, że będą zapobiegać przejmowaniu spółek ważnych dla bezpieczeństwa narodowego, Komisja Europejska przedstawiła w marcu 2019 r. plan relacji z Chinami, w którym domagała się większej wzajemności w dwustronnych relacjach, a w tym samym czasie Parlament Europejski uznał, że Chiny stanowią dla Europy zagrożenie w kwestiach cyberbezpieczeństwa.

W odpowiedzi, pod koniec marca 2019 r. chiński przywódca Xi Jinping odwiedził Europę, a UE i Chinom udało się podpisać wspólną deklarację, w której zobowiązały się do przestrzegania zasad równorzędnego partnerstwa we wzajemnych relacjach gospodarczych. Pekin zobowiązał się w niej m.in. do znoszenia subsydiów dla swojego przemysłu. Wizyta i deklaracja nie zmieniły jednak ambiwalentnego podejścia Europy do Chin. Współpraca miesza się z rywalizacją, m.in. w sprawie metali ziem rzadkich czy rozwoju infrastruktury 5G w Europie. W dodatku Parlament Europejski domaga się sankcji na Chiny za represję mniejszości ujgurskiej, a Stany Zjednoczone regularnie naciskają na Europejczyków, aby możliwie dotkliwie ograniczyli współpracę z Pekinem, szczególnie w kwestiach handlowych i cyfrowych.

Niemcy przejmują prezydencję w Radzie UE. Jaki mają plan na najbliższe pół roku?

Niemcy przejmują 1 lipca rotacyjną prezydencję w Radzie UE. Czy to dobrze dla Europy, że niemiecka prezydencja wypada akurat teraz?

Niemcy przejmują stery

W takich trudnych okolicznościach Niemcy przejmują stery w Radzie UE. Oznacza to, że w dużej mierze od nich zależeć będzie unijna agenda w relacjach z Chinami przez następne pół roku. To ważne, bowiem wzajemne obroty handlowe UE i Chin to średnio ponad 1 mld euro dziennie. Z wyliczeń KE wynika, że tylko USA są większym partnerem handlowym dla UE. Natomiast na liście zagranicznych partnerów Chin to UE zajmuje pierwsze miejsce.

„Stosunki z Chinami będą priorytetem polityki zagranicznej niemieckiej prezydencji w Radzie” powiedziała 27 maja Angela Merkel. Niemiecka kanclerz zaapelowała o zdecydowaną postawę Europy w dwustronnych relacjach, które w najbliższych latach będą się intensyfikować ze względu na „determinację Pekinu, by zająć wiodące miejsce w stosunkach międzynarodowych”.

Kulminacyjnym punktem niemieckiej prezydencji w kontekście z relacji z Pekinem miał być wrześniowy szczyt UE-Chiny w Lipsku, jednak ze względu na pandemię koronawirusa wciąż nie wiadomo czy i w jakiej formie dojdzie do spotkania, ale już wiadomo, że na pewno nie odbędzie się on w terminie.

W czerwcu odbył się za to wideoszczyt UE-Chiny, po którym nie został jednak opublikowany wspólny komunikat, a Chiny jedynie po raz kolejny przyjęły do wiadomości słowa unijnych przywódców o potrzebie większej wzajemności w dwustronnych relacjach. W dodatku strona unijna zwraca uwagę, że Chiny do tej pory nie otworzyły w pełni swojego rynku dla europejskich inwestorów i nie ograniczyły subsydiów dla podmiotów chińskich, co utrudnia uczciwą konkurencję. Umowa o inwestycjach – której podpisanie byłoby sukcesem niemieckiej prezydencji – powinna zostać podpisana najpóźniej do końca bieżącego roku, jednak nadal nie wiadomo, czy się to uda, również przez drastyczne różnice zdań m.in. na temat sytuacji w Hongkongu.

Ale to właśnie najbardziej Niemcom zależy na podpisaniu umowy. Berlin jest największym europejskim eksporterem do Chin, ale – jak w 2019 r. wskazywała niemiecka izba handlowa – inwestowałby więcej na chińskim rynku, gdyby ten był bardziej otwarty. W imieniu UE Niemcy będą chcieli uporać się możliwie szybko z tą sprawą. Zdają sobie bowiem sprawę, że z każdym miesiącem na sile przybiera konflikt chińsko-amerykański, a tym samym amerykańskie naciski, aby Europa opowiedziała się wyraźnie po stronie Waszyngtonu i ograniczyła inwestycje w Chinach. Niemcy na razie starają się jednak korzystać na współpracy z obiema stronami i do tego będą starały się namawiać resztę Europy, m.in. Francję, która mimo że coraz bardziej intensywnie współpracuje na Oceanie Indyjskim z rywalami Chin, to również szuka swoich szans w relacjach z Pekinem.

Co dalej?

Przed Niemcami, które z pandemii koronawirusa wychodzą relatywnie wzmocnione w stosunku do reszty unijnych partnerów, trudne zadanie. Z jednej strony muszą brać pod uwagę zaniepokojenie unijnych instytucji np. sytuacją w Hongkongu czy położeniem Ujgurów, a z drugiej strony zabezpieczać twarde interesy handlowe. Przede wszystkim jednak będą starały się jak najdłużej nie opowiadać się po jednej ze stron amerykańsko-chińskiej „zimnej wojny”.

Jest to świadoma gra motywowana dwoma podstawowymi kwestiami.

Po pierwsze, takie równoważenie pozwala czerpać korzyści z relacji zarówno Chinami, jak i z USA. Poprawia to pozycję negocjacyjną Berlina – a więc i UE jako całości – i niewykluczone, że taka polityka przyniesie wymierne efekty, jeżeli prezydentem USA zostanie w listopadzie Joe Biden. Nie zmieni się wówczas to, że Amerykanie stopniowo będą wycofywać się z Europy, ale na pewno będą bardziej skłonni pójść w wielu kwestiach na rękę Europejczykom w zamian za poparcie przeciwko Chinom – tego dotychczas nie robiła administracja Donalda Trumpa.

Po drugie, w stosunku do Chin Europa nie jest zjednoczona i są państwa, które – jak Włochy, Grecja czy Węgry – otwarcie sympatyzują z Chinami. Brak wyraźnego stanowiska Berlina za lub przeciw Chinom wynika więc z chęci utrzymania status quo w Europie i nieotwierania kolejnych frontów na i tak podzielonym w wielu sprawach kontynencie.

W najbliższym czasie być może dowiemy się, czy Niemcy zamierzają nadal kroczyć tą samą ścieżką. Bardzo prawdopodobne, że w stosunkach z Chinami druga połowa 2020 r. będzie dla Niemców czasem małych kroków i wyczekiwania – przede wszystkim na zakończenie pandemii i wyniki wyborów w USA, które odegrają niebagatelną rolę w podejściu Niemiec i UE do Chin.