Narastają protesty społeczne na Ukrainie

Początek protestów społecznych

W niepodległej Ukrainie nie dochodziło dotychczas do masowych protestów na tle ekonomicznym, a w trakcie protestów politycznych tylko wyjątkowo zdarzały się akty przemocy, za każdym razem wszczynane przez paramilitarne bojówki skrajnej prawicy. Nigdy nie miały też miejsca akty masowego wandalizmu. Inna jest sytuacja na Krymie, gdzie odbywają się stałe protesty, dochodzi też do sporadycznych incydentów, związanych z rywalizacją wspólnot tatarskiej i rosyjskiej o działki budowlane.
Lokalne akcje protestu dotychczas uchodziły uwadze obserwatorów przede wszystkim dlatego, że media ukraińskie poświęcają mało uwagi temu, co dzieje się poza Kijowem i ewentualnie Lwowem. Jednak od kilku tygodni mamy do czynienia z eskalacją protestów, o których media informują coraz szerzej, co z kolei popularyzuje protesty i może zachęcać do ich podejmowania. Ich powodem jest gwałtowne pogarszanie się sytuacji gospodarczej: załamanie się kursu hrywni, wzrost cen, opóźnienia wypłat wynagrodzeń oraz powszechne oczekiwanie masowych zwolnień.
2 lutego we Lwowie, Łucku, Charkowie i kilku innych miastach rozpoczęła się zorganizowana przez Związek Przewoźników Samochodowych pięciodniowa akcja protestacyjna, mająca na celu przyznanie przewoźnikom półrocznych wakacji kredytowych. Kilka dni wcześniej w Łucku odbyła się pikieta, której uczestnicy domagali się interwencji rady obwodowej przeciw bankom podejmującym działania niekorzystne dla klientów. To tylko przykłady akcji protestacyjnych z ostatnich tygodni.
Wreszcie 5 lutego doszło w Kijowie do masowego protestu kierowców, blokujących m.in. dojazd do gmachów parlamentu i rządu. Protestujący żądali cofnięcia podwyżki opłaty drogowej. Ogłoszenie w parlamencie w trakcie tej akcji, że rząd zamierza zrewidować tę podwyżkę (decyzja zapadła poprzedniego dnia) zostało odczytane jako ustępstwo rządzących i może stanowić zachętę do dalszych protestów.
Na razie do protestów w niewielkim stopniu włączają się robotnicy wielkoprzemysłowi. Sytuacja ta może jednak zmienić się, gdy rozpoczną się masowe zwolnienia.

Wzrost gotowości do protestów

Badania opinii publicznej wskazują na szybki wzrost gotowości Ukraińców do udziału w akcjach protestacyjnych. W grudniu 2008 roku deklarowało ją zaledwie 16% respondentów, pod koniec stycznia – już 36%. Jednocześnie ponad połowa badanych uważa, że kryzys dopiero się rozpoczyna, 63% obawia się poważnego spadku poziomu życia, a prawie 30% wręcz głodu. Powstaje więc pytanie, kto będzie w stanie politycznie "zagospodarować" ten potencjał protestu, jeśli akcje protestacyjne przybiorą większe rozmiary, co wydaje się wysoce prawdopodobne.
Bardzo niski poziom zaufania do "świata władzy" w szerokim rozumieniu (do partii politycznych – zaledwie 4,6%) oraz fakt, że główne ugrupowanie populistyczne (Blok Julii Tymoszenko) pozostaje u władzy, zaś główna siła opozycji, Partia Regionów, jest reprezentacją przedsiębiorców, którzy będą dokonywać masowych zwolnień, sprawia, że trudno oczekiwać, by na czele protestów stanęła któraś z głównych partii politycznych (choć Partia Regionów będzie je wykorzystywać w celu dalszej dyskredytacji rządu). Otwiera to pole do działania dla nowych struktur – czy to powstających spontanicznie, czy funkcjonujących dotychczas na marginesie życia politycznego.
W tym kontekście na szczególną uwagę zasługuje powołanie 31 stycznia Narodowego Komitetu Ocalenia Przedsiębiorczości, reprezentującego mały i średni biznes. Na jego zjeździe jedynym politykiem, którego zebrani dopuścili do głosu, był Ołeh Tiahnybok, lider skrajnie prawicowej partii Swoboda, która traktuje obecny kryzys jako szansę budowy ogólnokrajowego ruchu politycznego i wejścia do parlamentu.