Molly Montgomery będzie zarządzać relacjami USA-Europa. Co myśli o roli Polski?

Andrzej Duda, Donald Trump, USA, Stany Zjednoczone, Polska, prezydent

„Po brexicie Polska mogłaby pełnić ważną rolę przedstawiciela stanowiska USA w Brukseli, jeśli tylko uzdrowiłaby swoją demokrację. Silne, pozytywne stosunki z Warszawą pozostają w interesie Waszyngtonu”, uważa Molly Montgomery, nowa członkini administracji Joego Bidena. / Zdjęcie: Trump White House Archived [Flickr, Public Domain]

Molly Montgomery zostanie zastępczynią asystenta sekretarza stanu USA ds. Europejskich i Euroazjatyckich. W ubiegłym roku wyraziła ona pogląd, że Polska mogłaby stać się pośrednikiem między Waszyngtonem a Brukselą… gdyby tylko odwróciła negatywny trend w kwestii praworządności i demokracji.

 

Nowa doradczyni sekretarza stanu (Deputy Assistant Secretary – DAS) do spraw Europy pracowała w przeszłości w Departamencie Stanu w biurze ds. Europy Wschodniej oraz w Sekretariacie Wykonawczym. Służyła także na placówkach w Sarajewie, Rydze, Kabulu i Dubaju.

W latach 2017-2018 Montgomery doradzała w sprawach relacji z Europą ówczesnemu wiceprezydentowi Mike’owi Pence’owi. Później pełniła funkcję wiceprzewodniczącej oddziału ds. Europy w Albright Stonebridge Group, firmy zajmującej się strategią biznesową, przewodzonej przez Madeleine Albright.

„To zaszczyt powrócić do służby publicznej i wielka radość być znów „w domu””, napisała Montgomery na Twitterze, odnosząc się do swojego powrotu do Departamentu Stanu. „Mamy przed sobą wiele pracy nad naprawą relacji (z Europą – red.) i zbudowaniem ich od nowa. Jestem bardzo podekscytowana”, dodała. Poinformowała, że zakres jej działań obejmie Europę Zachodnią, Unię Europejską, a także kwestie geopolityczne związane z Europą.

Montgomery: Duda rozgrywał Trumpa jak dziecko

Choć funkcja, jaką obejmuje Molly Montgomery jest obiektywnie mało znacząca, to jest ona ważna z perspektywy Europy Środkowej. Tym bardziej, że dzięki jej doświadczeniu związanym ze sprawami tej części Starego Kontynentu, Montgomery jest świetnie zorientowana w regionie.

W czerwcu ubiegłego roku, gdy zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce toczyła się kampania przed wyborami prezydenckimi, opublikowała ona analizę na łamach think-tanku Brookings o tym, dlaczego Donald Trump nie powinien przyjmować przed samymi wyborami w Polsce prezydenta Andrzeja Dudy. Rozważyła przy tym stosunki między oboma politykami i ich wpływ na relacje między Waszyntonem a Warszawą.

„Dobre relacje Dudy i Trumpa nie powinny nikogo dziwić. Duda jest konserwatywnym nacjonalistą, którego kadencję w roli prezydenta charakteryzowało pogorszenie stanu demokracji i negatywne tendencje w kwestii przestrzegania podstawowych praw i wolności. Na kampanijnym szlaku Duda atakował „ideologię LGBT”, którą porównał do „neobolszewizmu”, co było zabiegiem, mającym na celu przyciągnięcie konserwatywno-katolickiego elektoratu ze skrajnej prawicy”, napisała wówczas.

Zdaniem autorki „Duda rozgrywał Trumpa jak dziecko, odwołując się do jego próżności”. Montgomery przywołuje w tym kontekście wizytę ówczesnego amerykańskiego prezydenta w Warszawie w lipcu 2017 r., gdy polskie władze zgotowały mu huczne powitanie.

W ten sposób według niej Andrzejowi Dudzie udawało się ugrać dla Polski ważne korzyści (lub choćby obietnice takich korzyści, zwłaszcza w sferze obronności. Duda, jak przypomina ekspertka, „zaoferował 2 mld dolarów za stworzenie stałej bazy wojskowej USA na terenie Polski, dla której zaproponował nazwę „Fort Trump”).

Prezydent ratyfikował umowę o wzmocnionej współpracy obronnej Polska-USA

Zwiększenie liczby amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce i utworzenie w Poznaniu wysuniętego dowództwa V Korpusu Wojsk Lądowych USA przewiduje polsko-amerykańska umowa o wzmocnionej współpracy obronnej, którą ratyfikował wczoraj prezydent Andrzej Duda.

„Polska może być przedstawicielem stanowiska USA w UE”

Montgomery podkreśliła jednocześnie, że mimo krytyki pod adresem przywódców USA i Polski bynajmniej nie podważa roli wzmocnienia amerykańskiej obecności na ziemiach polskich dla wschodniej flanki NATO i całego Sojuszu.

Co więcej, wskazała także na Polskę jako na kluczowego sojusznika Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w obszarze bezpieczeństwa. Stwierdziła nawet, że Polska mogłaby pośredniczyć w relacjach między Waszyngtonem a Brukselą, gdyby nie problemy z praworządnością.

„Po brexicie Polska mogłaby pełnić ważną rolę przedstawiciela stanowiska USA w Brukseli, jeśli tylko uzdrowiłaby swoją demokrację. Silne, pozytywne stosunki z Warszawą pozostają w interesie Waszyngtonu”, uważa nowa członkini administracji Joego Bidena.

Dopóki jednak sytuacja się nie zmieni, Molly Montgomery wyklucza taki scenariusz. Jej zdaniem Donald Trump nie powinien był wspierać przywódcy, który „z nienawiścią wyraża się o społeczności LGBTQ, przyczynia się do ograniczania wolności mediów i paraliżu sądownictwa”. Uważa ona, że amerykański prezydent nie może akceptować „osłabiania od wewnątrz państwa swojego bliskiego sojusznika”.

Rutte: Holandia może zastąpić Wielką Brytanię w roli pośrednika między USA a UE

„Holandia to mniejszy kraj niż Wielka Brytania, ale mentalnie jesteśmy najbardziej transatlantyckim państwem w Europie”, uważa p.o. premiera Mark Rutte.

Do roli pośrednika aspiruje też Holandia

Słowa amerykańskiej analityczki i dyplomatki nie spotkałyby się zapewne z aprobatą w Hadze. W piątek (22 stycznia) ambicje zajęcia po brexicie należącą do Wielkiej Brytanii roli pośrednika w relacjach między USA a UE wyraził szef holenderskiego rządu Mark Rutte.

„Po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej Holandia chciałaby pełnić szczególną rolę w relacjach z Ameryką i stać się bramą dla USA do Europy, nie tylko w sensie dosłownym, ale również politycznym”, oświadczył Rutte podczas konferencji prasowej, cytowany przez agencję AFP.

„Jesteśmy o wiele mniejszym krajem niż Wielka Brytania, ale mentalnie jesteśmy najbardziej transatlantyckim państwem w Europie i Amerykanie także to widzą”, stwierdził.

Rutte wraz ze swoim gabinetem podał się tydzień temu do dymisji w związku z aferą dotyczącą bezprawnych działań urzędu skarbowego, dotyczących ścigania tysięcy holenderskich rodziców za rzekome próby wyłudzenia zasiłku na dzieci. Rząd pozostanie jednak u władzy do czasu wyborów parlamentarnych, które odbędą się w marcu.