Łukaszenka z nagłą wizytą u Putina. Białoruś i Rosja porozumiały się ws. ceny gazu i kredytów

Spotkanie Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina w Sankt Petersburgu, źródło: en.kremlin.ru (CC BY 4.0)

Spotkanie Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina w Sankt Petersburgu, źródło: en.kremlin.ru (CC BY 4.0)

Prezydent Białorusi bez wcześniejszych zapowiedzi udał się do Sankt Petersburga na spotkanie z prezydentem Rosji. Uzgodniono m.in. utrzymanie przyszłorocznej ceny rosyjskiego gazu na obecnym poziomie i przyznanie Białorusi kolejnych kredytów.

 

 

Spotkanie w Sankt Petersburgu nie widniało ani w oficjalnym kalendarzu Aleksandra Łukaszenki, ani Władimira Putina. Poinformowano o nim wczoraj (13 lipca) przed południem, na krótko przed tym, jak białoruski przywódca wyruszył do Rosji.

Ceny gazu i nowe kredyty

Spotkanie obu prezydentów trwało prawie pięć i pół godziny. Tradycyjnie nie zakończyło się ono konferencją prasową. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekazał jedyne mediom, że „ustalono, że ceny gazu dla Białorusi w 2022 r. pozostaną na obecnym poziomie, a ponadto Białoruś otrzyma wsparcie kredytowe w związku z tzw. manewrem podatkowym w Rosji”.

Chodzi w tym przypadku o zmiany w systemie opodatkowania wydobycia ropy naftowej w Rosji i wysokością ceł na eksport tego surowca. To wszystko prowadzi do wzrostu ceny ropy sprzedawanej Białorusi.

A od lat jest ona bardzo niska, na czym zresztą Mińsk zarabia dzięki przerabianiu jej na paliwa i odsprzedawaniu za granicę z dużym zyskiem. Wielu ekspertów od lat wskazuje, że jest to jeden z ważniejszych elementów dotowania białoruskiego reżimu przez Moskwę.

Białoruś od 2019 r. zabiegała w Rosji o jakąś formę rekompensaty „manewru podatkowego”, ale dotąd bezskutecznie. Teraz się to udało choć w zwrotnej formie. Ponadto, jak poinformował Pieskow, „postanowiono, że cena gazu nie będzie indeksowana w 2022 r. i zostanie utrzymana na poziomie bieżącego roku”. Oznacza to, że Mińsk dalej będzie płacić 128,5 dolara za tysiąc metrów sześciennych błękitnego paliwa.

Białoruś: Niezależna gazeta "Nasza Niwa" wstrzymuje pracę swojej redakcji w Mińsku

Serwis internetowy tygodnika został zablokowany, a w redakcji przeprowadzono rewizję. Zatrzymano też troje redaktorów i główną księgową.

Rozmowy o „presji sankcyjnej”

Ale przywódcy Białorusi i Rosji rozmawiali też o „kwestii presji sankcyjnej na Mińsk ze strony Zachodu”, a tym kontekście o dalszym zacieśnianiu białorusko-rosyjskiej współpracy w obszarach regulacji celnych i podatkowych oraz sektora energetycznego.

Od końca 2018 r. toczą się między Mińskiem a Moskwą rozmowy o pogłębieniu integracji w ramach wspólnego Państwa Związkowego. Dotąd jednak – głównie z powodu oporu władz białoruskich – nie doszło nawet do uzgodnienia mapy dalszej integracji.

To właśnie kwestia owej mapy drogowej zdominowała poprzednie spotkania Łukaszenki i Putina. Obaj przywódcy rozmawiali o tym m.in. w maju w Soczi nad Morzem Czarnym. W tym roku prezydenci Białorusi i Rosji spotkali się już cztery razy. Za każdym razem to Łukaszenka jechał do Putina.

Według komentatorów takie sytuacje (częste wizyty w Rosji) są zwykle związane z poważnymi problemami wewnętrznymi Łukaszenki na Białorusi, który potrzebuje wsparcia od sąsiedniego państwa, które często nazywa „starszym bratem”. Jednocześnie Rosja zawsze stara się coś na kłopotach Łukaszenki ugrać.

Białoruś: Miał być głównym rywalem Łukaszenki. Dziś został skazany na 14 lat kolonii karnej

Opozycjonista miał być głównym rywalem Aleksandra Łukaszenki w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich.

Łukaszenka zapowiada rozprawę z NGO

Białoruski przywódca miał się także skarżyć Putinowi na to, że „indywidualny terror stał się kolejnym etapem sterowanego z zewnątrz buntu i kolorowej rewolucji”. Łukaszenka od początku powyborczych protestów, jakie wybuchły w sierpniu ubiegłego roku utrzymuje, że są one organizowane przez zagranicę.

Już wcześniej zapowiedział, że „wszyscy sprawcy zostaną ustaleni i ukarani w poważny sposób”. Dodał też, że „władze rozpoczęły aktywne działanie przeciwko organizacjom pozarządowym i tzw. zachodnim mediom”.

Na Białorusi rzeczywiście trwa bezprecedensowa kampania uderzania w niezależne organizacje obywatelskie (także te niepolityczne) oraz w niezależne media. Do aresztów trafili m.in. członkowie kierownictwa Związku Polaków na Białorusi czy dziennikarze ważnych niezależnych mediów, takich jak portal TUT.by, tygodnik „Nasza Niwa” czy telewizja Biełsat.