Koronawirus: Czy rzeczywiście patogen omija Rosję?

źródło: Unsplash, fot. Felipe Simo

Oficjalnie w Rosji stwierdzono dotąd 147 przypadków infekcji koronawirusem i ani jednej ofiary śmiertelnej. Długo też liczba zakażonych wynosiła zaledwie kilkadziesiąt osób, choć kraj ten ma długą granicę z Chinami. Rosjanie nie do końca wierzą więc w oficjalne statystyki.

 

 

Rosja to największy powierzchnią kraj na świecie, choć nie oznacza to ani najgęstszego zaludnienia, ani największej liczby mieszkańców, choć to i tak 144 mln. Tym niemniej okazji do rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2 jest dużo. Oficjalnie jednak niemal wszystkie stwierdzone dotąd infekcje uznaje się za przywleczone z zagranicy. Tylko 10 osób miało się zakazić już na terenie Rosji.

Koronawirusa stwierdzono też w aż 26 podmiotach federalnych kraju (na 85), a więc władze podkreślają, że nie ma mowy o żadnym rodzimym ognisku epidemii. Ale w mediach (np. w serwisie Reutersa) pojawia się coraz więcej wypowiedzi rosyjskich lekarzy, którzy twierdzą, że zgłaszają do służb sanitarnych (np. Rospotriebnadzoru, czyli Federalnej Służby Nadzoru Ochrony Praw Konsumenta i Dobrobytu Człowieka) przypadki zachorowań na chorobę wyglądającą jak wywoływana przez koronawirusa COVID-19, mogącą się przekształcić w ciężkie zapalenie płuc.

Pacjenci z takimi objawami bywają jednak odsyłani do domów z zaleceniami stosowania dotychczasowych, a nie epidemiologicznych środków. Brakować ma bowiem testów na obecność koronawirusa. Oficjalnie przeprowadzono ich już ponad 122 tys., ale ciężko tę liczbę zweryfikować. W porównaniu z innymi krajami europejskimi to nawet dużo. Zwłaszcza, że w Rosji funkcjonuje tylko jedno laboratorium, które może takie testy wykonać i znajduje się ono w Nowosybirsku, czyli ponad 3,3 tys. kilometrów od Moskwy.

PISM: Reakcja Unii Europejskiej na epidemię koronawirusa

Różnice w podejściu państw członkowskich do COVID-19 doprowadziły do nieporozumień między nimi, utrudniając przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się choroby w Europie.

Co z rosyjskimi testami?

Nie ma też pewności czy Rosja w ogóle ma odpowiednią do liczby ludności liczbę testów na koronawirusa. Rosyjska spółka Inwitro, która pracuje nad rosyjskimi zestawami do testów poinformowała, że trafią one do służb medycznych najwcześniej w kwietniu. Tymczasem nawet oficjalnie liczba zakażeń SARS-CoV-2 zaczyna w Rosji rosnąć. Krzywa epidemiologiczna mocno poszła w górę w ostatni poniedziałek (16 marca) i na razie utrzymuje silny trend wzrostowy.

Zdaniem prof. Agnieszki Leguckiej z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) ciężko jest ocenić rzeczywistą skalę zachorowań w Rosji. „Możemy oczywiście bazować tylko na oficjalnych danych, ale możemy przypuszczać, że one odbiegają od prawdy. Zresztą nawet patrząc na oficjalne dane, widzimy, że epidemia w Rosji dopiero się rozpoczyna. Jeszcze w lutym, gdy były pojedyncze przypadki, Rosjanie nie obawiali się koronawirusa. 68 proc. było pewnych, że się nie zakazi. Ale gdy w połowie marca liczba infekcji zaczęła szybko rosnąć, Rosjanie zaczęli się bać” – tłumaczy ekspertka PISM.

Jak dodaje, wiele wskazuje na to, że rzeczywiście rosyjskie służby starają się robić jak najwięcej testów, ale w tym przypadku także dostępne są tylko oficjalne dane. „Rosjanie chwalą się, że opracowali testy, które dają wynik już po kilku godzinach, laboratorium w Nowosybirsku tylko go potwierdza. Wydaje się, że ich służba zdrowia jest nienajgorzej przygotowana, ale wygląda na to, że uwzględniono tylko część zagrożenia” – dodaje prof. Legucka.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Liczba zachorowań w Polsce wzrosła do 927. Zmarły 2 kolejne osoby, łącznie 12. W Hiszpanii potwierdzono dziś 5552 nowych przypadków koronawirusa, w Iranie 2206, w Niemczech 1018, a w Belgii 668. Łącznie zdiagnozowano obecność patogenu u ponad 434,5 tys. ludzi …

Ekspertka: Rosja przespała zagrożenie z kierunku europejskiego

Gdy epidemia koronawirusa dotyczyła głównie Chin, rosyjskie służby sanitarne reagowały bardzo szybko. Już w lutym Rosja, jako jedno z pierwszych państw na świecie zamknęła swoją granicę z Chinami i przestała wpuszczać do siebie Chińczyków. Pozostawiono jedynie połączenia lotnicze i dalekobieżne pociągi. Potem także je ograniczono. „Wtedy to działanie budziło nawet szok w niektórych krajach, ale okazało się słuszne. Rosja dobrze i szybko zareagowała na zagrożenie z kierunku azjatyckiego. Ale kompletnie przespała zagrożenie z kierunku europejskiego. Gdy Rosjanie zaczęli wracać do kraju z Włoch czy Francji, to przywieźli koronawirusa. A w Moskwie długo uważano, że epidemia może nadejść tylko z Chin” – wyjaśnia ekspertka.

W Rosji długo nie wprowadzano też żadnych epidemiologicznych obostrzeń dla obywateli. Szkół nie zamykano, a jedynie sugerowano, aby nie posyłać do nich dzieci. Dopiero dziś (18 marca) zapowiedziano zamknięcie szkół od 23 marca. Nazwano to jednak „świątecznymi feriami”. Po prostu o tydzień wcześniej zaplanowano przerwę w zajęciach związaną ze świętami Wielkanocy. Imprezy masowe odwołano tylko, jeśli miałoby być na nich więcej niż 5 tys. osób. I to jedynie w Moskwie i Petersburgu. Linia lotnicza Aerofłot tylko ograniczyła swoje połączenia międzynarodowe – głównie z Włochami i miastami w innych krajach, gdzie jest najwięcej zakażeń SARS-CoV-2.

Tymczasem Rosjanie już nie tylko chorują z powodu wyjazdu zagranicznego, ale zarażają się też od siebie samych. „Problemem jest także dość niska świadomość społeczeństwa na temat zagrożenia. W mediach jest dużo historii o łamaniu warunków kwarantanny. Oficjalnie zrobiło to już ponad 200 osób. Zdarzały się też ucieczki ze szpitali. Nie pomaga to, że eksperci czy dziennikarze też często zagrożenie bagatelizują. Podkreślają, że to choroba podobna do grypy. Moim zdaniem niedługo jednak zmienią zdanie. Uważam, że Rosja jest jeszcze na etapie wypierania rzeczywistości” – mówi prof. Legucka.

Jak podkreśla ekspertka PISM, „trudno jest ocenić sytuację epidemiologiczną w Rosji nie tylko z powodu rozmiaru tego kraju.” „Specyficzny rosyjski system polityczny sprawia, że trudno się tam przebić z innymi komunikatami niż oficjalne. A te jak widać mają jeden cel, nie wywołać w kraju paniki” – komentuje prof. Legucka.

Unia Europejska zamknięta na miesiąc. Europie daleko do szczytu pandemii?

Unijni przywódcy zdecydowali podczas wczorajszej telekonferencji, że granice państw członkowskich UE pozostaną zamknięte przez najbliższe cztery tygodnie. Obywatele państw Unii będą jednak mogli wrócić do swoich krajów.