Koronawirus: Całe Indie w izolacji. Czy ta kwarantanna może się udać?

Opustoszałe ulice miasta Jodpur w Indiach (Photo by Karthik Chandran on Unsplash)

W Indiach trwa od 25 marca 21-dniowa „totalna kwarantanna”, która oznacza niemal całkowity zakaz wychodzenia z domów. W kraju, który liczy ponad 1,3 mld mieszkańców utrzymanie dystansu społecznego to jednak niezwykle trudne zadanie.

 

Indyjski premier Narendra Modi ogłosił decyzję o całkowitej izolacji obywateli z zaledwie kilkugodzinnym wyprzedzeniem. „By ocalić Indie, ocalić każdego obywatela, ciebie, twoją rodzinę… nawet ulicę, sąsiedztwo, trzeba poddać się kwarantannie. Jeśli nie wytrzymamy tych 21 dni, to kraj cofnie się o 21 lat. Będziemy musieli zapłacić za to gospodarczo, ale to odpowiedzialność każdego z nas” – przekonywał szef rządu. I zamiast uspokoić, wywołał panikę.

Ponieważ władze nie wyjaśniły żadnych szczegółowych zasad kwarantanny, nie było wiadomo czy w ogóle będzie można opuścić miejsce zamieszkania, nawet aby kupić jedzenie. Dlatego Hindusi masowo rzucili się do sklepów i zaczęli wykupywać wszystko. Szturmowano nie tylko sklepy spożywcze, ale także drogerie i apteki. Na nic zdały się kolejne apele premiera Modiego, który ostrzegał, że w sklepowym tłumie najłatwiej będzie się zakazić koronawirusem SARS-CoV-2.

Wiele osób straciło środki do życia

Odizolowanie od siebie liczącego ponad 1,3 mld indyjskiego społeczeństwa to niezwykle trudne zadanie. I nie chodzi o to, że kary za złamanie zakazu są stosunkowo niskie – wynoszą 1 tys. rupii, czyli ok. 55 złotych, a za notoryczne naruszanie epidemiologicznych przepisów można trafić do aresztu na miesiąc. To co prawda dla części indyjskiego społeczeństwa niebagatelna kwota, ale większym problemem jest to, że dla wielu biedniejszych Hindusów 21-dniowa izolacja może oznaczać wpadnięcie w wielką nędzę.

Nawet 80 proc. osób pracujących w Indiach nie ma żadnej stałej umowy o pracę. Ich zarobki opierają się często o system dniówek. Jeśli więc nie chodzą do pracy – nie zarabiają ani grosza. A to w sytuacji, w której niewielu obywateli jest w stanie odłożyć jakieś oszczędności na cięższe czasy, zaś nawet podstawowe produkty spożywcze zaczynają drożeć, może prowadzić nawet do katastrofy humanitarnej w najbiedniejszych częściach kraju.

Co więcej, w znajdujących się w niemal każdym dużym indyjskiem mieście slumsach wiele osób mieszka w ciasnych, kilku czy nawet kilkunastoosobowych pomieszczeniach, w których nie ma dostępu do bieżącej wody. Aby jej nabrać trzeba się udać do ulicznych ujęć wodnych. Podobnie jest z toaletami – dostępne są jedynie wspólne i publiczne. To wszystko zmusza biedniejszych Hindusów do wychodzenia z domu – część z nich szuka zarobku, inni usiłują utrzymać higienę.

Dlatego, w obliczu niskich kar finansowych za łamanie zasad ogólnonarodowej kwarantanny, indyjska policja często po prostu bije pałkami tych, którzy bez specjalnych zezwoleń znajdują się na ulicy. Innym wymierzane są kary rodem ze szkoły podstawowej – muszą robić karne przysiady albo turlać się po brudnych ulicach. W internecie krąży także film, na którym policjanci każdą przyłapanym na ulicy mężczyznom nawzajem się policzkować.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA. Kolejny rekord zakażeń w Polsce

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Śmiała podróż z fałszywymi zwłokami

Dochodzi więc często do groteskowych sytuacji. W położonym na północy kraju mieście Dżammu (to część terytorium związkowego Dżammu i Kaszmir) czterech mężczyzn utknęło nie mogąc wrócić do oddalonej o 250 kilometrów rodzinnej wioski. W ramach ogólnokrajowej kwarantanny wstrzymano bowiem całą komunikację dalekobieżną i miejską. Ale opisani przez dziennik „Hindustan Times” mężczyźni wykazali się pomysłowością.

Udało im się zdobyć od zaprzyjaźnionego pracownika szpitala formularze i pieczątki pozwalające podrobić… akt zgonu jednego z nich oraz zezwolenie na przewóz ciała w rodzinne strony. Przerobioną na karetkę furgonetką ruszyli w śmiałą podróż, która niemal się udała, ponieważ ich dokumenty nie wzbudzały podejrzeń na kolejnych posterunkach drogowych, a policjanci nie ryzykowali zaglądania do wewnątrz karetki, w której znajdowały się rzekomo zwłoki osoby zmarłej z powodu koronawirusa.

Podróż niemal się udała, ale dokumenty oraz „zwłoki” wzbudziły wątpliwości policjantów w okręgu Surankote, czyli rodzinnych stron czterech śmiałków. W efekcie wszyscy oni zostali aresztowani, a śledztwo toczy się również wobec pracownika szpitala, który udostępnił formularze i pieczątki. Jak wyjaśniał w „Hindustan Times” komendant policji dystryktu Poonch Ramesh Kumar Angral, to nie pierwszy przypadek użycia karetki do nielegalnej podróży. Jej wynajęcie w czasach epidemii na kosztować 7,5 tys. rupii (ok. 415 złotych).

Indyjskie władze apelują o to, aby nie podróżować obecnie na długie dystanse, nawet w poszukiwaniu zarobku czy żywności. Według zapewnień premiera ma jej wystarczyć na 18 miesięcy, ponieważ rządowe magazyny są pełne mąki czy ryżu. Służby mają dostarczać pomoc żywnościową do wszystkich potrzebujących. Władze przewidziały już na ten cel 23 mld dolarów. Ale dystrybucja żywności w taki wielkim i ludnym kraju jak Indie to nie jest proste zadanie.

Koronawirus: Coraz trudniejsza sytuacja w Ameryce Południowej

W których krajach południowoamerykańskich stwierdzanych jest najwięcej przypadków infekcji koronawirusem SARS-CoV-2?

„Corona” i „Covid” ucieszyli rodziców

Na drugim biegunie epidemiologicznej codzienności znajdują się zaś najbogatsi Hindusi. W kraju, w którym pełno jest nędzarzy nie brakuje także milionerów. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania z narzekaniem indyjskich celebrytów na to, że muszą w swoich domach sami sprzątać i gotować, ponieważ z powodu kwarantanny nie może do nich przyjść wykonująca te wszystkie prace na co dzień służba.

Wydające przepustki na opuszczenie miejsca zamieszkania urzędy zasypanie są też wnioskami o przyznanie zezwolenia na wyjście z domu po ulubiony napój, na poranny spacer czy do kosmetyczki. Dziennik „The Indian Express” nazywa to „ekstremalnym naciąganiem definicji >>nagłego wypadku<<„.

Nie wszyscy jednak Hindusi traktują obowiązkową kwarantannę jako coś najstraszniejszego w życiu. W mieście Raipur w stanie Chhattisgarh świeżo urodzonym bliźniętom (dziewczynce i chłopcu) rodzice nadali imiona „Corona” oraz „Covid”. Ma to symbolizować przezwyciężenie trudności, z jakimi musieli się zmierzyć w czasie pandemii koronawirusa. „Wirus jest niebezpieczny i zagraża życiu, ale wybuch epidemii spowodował, że ludzie skupili się na higienie i praktykowaniu innych dobrych nawyków. Dlatego pomyśleliśmy o tych imionach” – tłumaczyła lokalnym mediom matka bliźniąt Preeti Verma.

Trwająca już 10 dni ogólnokrajowa kwarantanna przyniosła także podobny efekt uboczny do tego, który wystąpił już w Chinach, USA i Europie. Z powody wyłączenia transportu, fabryk oraz masowych targowisk powietrze nad Indiami zrobiło się o wiele czystsze.

W Indiach stwierdzono dotąd 3082 infekcje koronawirusem SARS-CoV-2 oraz 86 zgonów z tego powodu.

Koronawirus: Czy szczepienia przeciw gruźlicy ograniczają śmiertelność?

W krajach, gdzie od wielu lat prowadzi się program powszechnych szczepień przeciw gruźlicy notowane jest mniej zachorowań na COVID-19 i zdecydowanie niższa śmiertelność.