Holandia zapowiada zwrot dzieł sztuki wywiezionych z dawnych kolonii

Jedna z sal w Muzeum Tropikalnym w Amsterdamie, źródło: Wikipedia, fot. Ziko (CC BY-SA 3.0)

Jedna z sal w Muzeum Tropikalnym w Amsterdamie, źródło: Wikipedia, fot. Ziko (CC BY-SA 3.0)

Holenderski rząd chce powołać specjalną komisję, która ma niezależnie decydować o oddaniu cennych dóbr kultury zagrabionych na przestrzeni lat z miejsc, które składały się niegdyś na holenderskie imperium kolonialne. W grę wchodzi nawet kilkaset tysięcy dzieł sztuki.

 

Holenderskie imperium kolonialne istniało od XVII do pierwszej połowy XIX wieku. Nie było tak rozległe jak kolonialne imperia Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Portugalii czy Niemiec, ale obejmowało posiadłości na kilku kontynentach – przede wszystkim w Ameryce Południowej, Azji oraz Afryce.

Dzięki zajętym przez Królestwo Niderlandów obszarom na Karaibach, w południowoamerykańskiej Gujanie (dziś jest tam niepodległy Surinam), a także w Afryce (części dzisiejszych RPA i Ghany) oraz Azji (południowe Indie, Cejlon oraz Indonezja) Holendrzy zdominowali w XVII i XVIII wieku światowy handel i mocno się wzbogacili, co doprowadziło w Niderlandach do okresu tzw. Złotego Wieku.

Podobnie jak robili to m.in. Anglicy i Francuzi, Holendrzy ze swoich kolonii pozyskiwali nie tylko surowce naturalne, płody rolne czy siłę roboczą (także niewolniczą), ale również wywozili dobra kultury, w tym dzieła sztuki czy biżuterię. Wiele z tych przedmiotów znajduje się do dziś w holenderskich muzeach, na przykład w słynnym Muzeum Tropikalnym w Amsterdamie.

Kolumbia: Indianie obalili pomnik konkwistadora. Dyskusja o kolonializmie przenosi się do Ameryki Południowej

W położonym na południowym-zachodzie Kolumbii mieście Popayán Indianie z plemienia Misak obalili pomnik założyciela miasta – hiszpańskiego konkwistadora Sebastiána de Belalcázara. Był to protest przeciw dawnej przemocy Europejczyków wobec tubylczej ludności.

Naprawa historycznej niesprawiedliwości

Rząd Holandii zapowiedział jednak rozliczenie tej kwestii i zwrot dawnych koloniom, tego co powinno być prezentowane w tamtych krajach, jako element ich dziedzictwa kulturowego. Jeszcze w tym miesiącu powstać ma niezależna od władz państwowych komisja, która oceni każdy przypadek i wyda decyzję.

„Holandia zaserwowała rdzennej ludności terytoriów kolonialnych utratę dóbr, które stanowiły część ich dziedzictwa kulturowego. Z powodu braku równowagi sił w epoce kolonialnej, przedmioty kultury były często po prostu kradzione, pragniemy pomóc naprawić tę historyczną niesprawiedliwość, zwracając obiekty dziedzictwa kulturowego do ich krajów pochodzenia” – napisano w rządowym komunikacie.

Powołanie komisji to skutek opublikowanego w październiku 2020 r. raportu pt. „Dobra kolonialne i uznanie niesprawiedliwości”, jaki przygotowała powołana rok wcześniej przez Ministerstwo Edukacji, Kultury i Nauki – Rada ds. Kultury.

W skład Rady weszło dziesięcioro ekspertów zajmujących się kwestią restytucji dóbr kultury, historią sztuki, prawem międzynarodowym czy ochroną dziedzictwa historycznego, a na czele zespołu stanęła uznana prawniczka i ekspertka ds. praw człowieka Lilian Gonçalves-Ho Kang, która urodziła się w Surinamie, gdy jeszcze kraj ten był holenderską kolonią.

Barbados chce być republiką. Elżbieta II przestanie być głową tego karaibskiego państwa?

Władze Barbadosu poinformowały, że chcą przekształcenia swojego kraju w republikę. A to oznaczałoby, że brytyjska królowa Elżbieta II zostałaby pozbawiona funkcji głowy tego karaibskiego kraju.

Setki tysięcy artefaktów do zwrotu

Raport Rady pokazywał, że w holenderskich muzeach lub ich magazynach znajdują setki tysięcy dzieł sztuki przywiezionych do Europy w czasach kolonialnych. Co więcej, niewiele z nich zostało od autorów kupionych, zdecydowana większość została po prostu wywieziona, czasem wręcz wymontowana czy wyrwana ze świątyń lub miejsc pamięci.

Gonçalves-Ho Kang w rozmowie z dziennikiem „Nederlands Dagblad” wprost mówiła nawet o „kradzieży dzieł sztuki w czasach kolonialnych”. „Mówimy o czterech wiekach dominacji. Jeśli zostanie ustalone, że coś zostało skradzione, a kraj pochodzenia zechce zwrotu, należy to bezwarunkowo uczynić” – podkreślała przy prezentacji raportu.

Holenderska minister edukacji, kultury i nauki Ingrid van Engelshoven oświadczyła zaś teraz, że rząd jej kraju przychyli się do wniosków z raportu Rady ds. Kultury. „W holenderskich zbiorach państwowych nie ma miejsca na przedmioty dziedzictwa kulturowego pozyskane w drodze kradzieży. Jeśli jakiś kraj zechce je z powrotem, to je oddamy” – zapewniła.

Nowa Kaledonia pozostanie częścią Francji. Wstępne wyniki referendum

Mieszkańcy położonej na Pacyfiku Nowej Kaledonii zdecydowali w dzisiejszym (4 października) referendum o pozostaniu częścią Francji. Wstępne wyniki wskazują, że przeciwko niepodległości opowiedziało się 53,26 proc. głosujących.

 

Nowa Kaledonia – departament zamorski Francji – leży około 1,4 tys. kilometrów na wschód …

Powstanie specjalna komisja

Plany holenderskiego rządu ma realizować specjalna komisja, która oceni przypadek każdego dzieła sztuki osobno. Jeśli jednak komisja uzna, że dany przedmiot został skradziony – wróci do swojego miejsca bezwarunkowo. Oczywiście, o ile dany kraj wyrazi chęć przyjęcia tego dobra kultury. Szczególny nacisk ma być położony na przedmioty związane z kultem religijnym.

Minister van Engelshoven poinformowała, że Holandia będzie w tej kwestii współpracować przede wszystkim z Indonezją, Surinamem i położonymi na Karaibach wyspami, z których część (np. Antyle Holenderskie) tworzy dziś razem z dawną metropolią wspólne Królestwo Niderlandów, ale nie zawsze oznacza to jednak na przykład ich członkostwo w Unii Europejskiej.

W kwestii relacji z krajami afrykańskimi, których części były kiedyś pod holenderską kontrolą oraz z terenami w Indiach czy na Cejlonie (dzisiejsza niepodległa Sri Lanka), sytuacja ma się nieco inaczej. Holandia utraciła te tereny jeszcze w XVIII wieku na skutek przegranej wojny z kolonialnymi konkurentami – Anglią i Francją. A okres największego rabunku dzieł sztuki przypadł dopiero na XIX wiek.

Koniec "Czarnego Piotrusia"? Holenderski rząd chce wykorzenienia kontrowersyjnej tradycji w imię walki z rasizmem

Premier Mark Rutte spotkał się z działaczami przeciwko rasizmowi, domagającymi się zniesienia kontrowersyjnego bożonarodzeniowego zwyczaju. Media przypominają jednak, że jeszcze kilka lat temu szef rządu opowiadał się za zachowaniem tradycji.

Francja ociąga się ze zwrotem

Ale gest Holandii jest dosyć wyjątkowy. Co prawda prezydent Francji Emmanuel Macron zapowiedział – w 2017 r. podczas wizyty w Burkina Faso i przemówienia na uniwersytecie w stołecznym Wagadugu – oddanie przynajmniej części dzieł sztuki krajom afrykańskim.

Wówczas mówił o tym, że „afrykańskie dziedzictwo nie może być więźniem europejskich muzeów, a w ciągu pięciu lat powstanie mechanizm jego zwrotu”, ale od tamtego czasu wiele się nie wydarzyło, bo kwestia zwrotu dzieł sztuki wzbudziła sprzeciw licznych francuskich środowisk.

Mimo ukazania się w 2018 r. raportu autorstwa francuskiej historyk sztuki Bénédicte Savoy i senegalskiego pisarza Felwine’a Sarra, pokazującego ogromną skalę rabunku przez francuskich kolonizatorów afrykańskich dóbr kultury (aż 70 tys. takich przedmiotów jest w samym tylko Musée du Quai Branly w Paryżu), doszło do zaledwie kilku, głównie symbolicznych przypadków zwrotu takich dzieł.

W 2019 r. ówczesny premier Francji Édouard Philippe przekazał np. uroczyście prezydentowi Senegalu Macky’emu Sallowi zabytkową szablę Omara Saidou Talla, czyli XIX-wiecznego wodza i lidera religijnego grupy etnicznej Tukulerów.

Nie był to jednak pełny zwrot, ale… pięcioletnie wypożyczenie. Choć szabla powróciła do Senegalu – formalnie nadal jest bowiem francuską własnością. Rodzina Talla starała się o jej zwrot od 1944 r. W 2023 r. decyzję o tym czy przedłużyć wypożyczenie szabli podejmie francuski parlament.

Belgia: Król przeprasza Kongo za okres kolonialny. Nie wspomina Leopolda II

Belgijski król Filip I Koburg wyraził głęboki żal z powodu przemocy jakiej Belgowie dopuścili się w Kongo w czasach kolonialnych. Napisał to w liście do kongijskiego prezydenta z okazji 60. rocznicy niepodległości Demokratycznej Republiki Konga.

Brytyjczycy robią uniki

Wielka Brytania jest natomiast jeszcze mniej skłonna do zwracania zagrabionych w czasach kolonialnych dzieł sztuki czy innych cennych przedmiotów. Po części dlatego, że – i ten argument pojawia się też we Francji – wiele z tych artefaktów odkryli i odrestaurowali europejscy archeolodzy, ale po części też dlatego, że do potencjalnego zwrotu jest nawet 90 tys. przedmiotów z British Museum, co oznacza, że wiele muzealnych sal zostałoby całkowicie pustych.

A do potencjalnego zwrotu są artefakty nie tylko afrykańskie, ale także wiele azjatyckich – przede wszystkim z Indii, Bangladeszu czy Sri Lanki. Koronnym – nomen omen – przykładem jest pochodzący z Indii bezcenny 105-karatowy diament Koh-i-Noor, który zdobi… ceremonialną koronę brytyjskich monarchów. Został on zrabowany w 1850 r. przez żołnierzy Kompanii Wschodnioindyjskiej i podarowany królowej Wiktorii.

Pretensje do Brytyjczyków o zwrot dzieł sztuki mają nawet inni Europejczycy, w tym Grecy, którzy domagają się oddania im tzw. Marmurów Elgina, czyli wywiezionych z Aten na początku XIX-wieku zdobień ze świątyń na Akropolu.

Ówczesny ambasador Wielkiej Brytanii w Imperium Osmańskim  – 7. hrabia Elgin sir Thomas Bruce – wykorzystał tureckie panowanie nad Grecją oraz Atenami i wywiózł do Londynu dziesiątki marmurowych antycznych figur, metop i płaskorzeźb.

Co więcej, ich zdejmowanie (łomami i dynamitem) poczyniło takie szkody innym zdobieniom, że w wielu językach świata istnieje dziś nawet wprowadzone przez Francuzów słowo „elginizm”, które oznacza brutalne wyrywanie zabytków.

Przeszłość w przebudowie. Jefferson, Kolumb, Rhodes, Waszyngton i inni spadają z cokołów

Protestujący twierdzą, że należy zdekolonizować przestrzeń publiczną z postaci symbolizujących kolonializm, rasizm oraz wielowiekowy ucisk i opresję białych.

Grecja chce odzyskać marmury, Benin mosiężne figury

Grecja od odzyskania w XX wieku niepodległości usiłuje odzyskać Marmury Elgina, ale choć niewiele do tego brakowało w 1997 r. za rządów labourzysty Tony’ego Blaira, cenne fragmenty Partenonu i Erechtejonu (w tym jedna z oryginalnych kariatyd) wciąż znajdują się w British Museum, a nie w ateńskim Muzeum Akropolu.

Brytyjczycy skłonni byli za to przekazać do Afryki słynne Brązy z Beninu, czyli kolekcję bezcennych mosiężnych figur (utarta historycznie nazwa „Brązy” jest w istocie błędna), które uważa się za jeden z absolutnie najwybitniejszych przykładów sztuki afrykańskiej.

Ale Londyn chciał misternie wykonane odlewy (ich ścianki mają zaledwie 2 milimetry grubości) jedynie do Beninu wypożyczyć na wiele lat, czyli zastosować podobny manewr co Francja z senegalską szablą. Władze Beninu odpowiedziały jednak, że oczekują zwrotu Brązów na własność.

Najwięcej jednak zrabowanej z Afryki sztuki – ponad 180 tys. przedmiotów – znajduje się w Belgii, która żadnych dyskusji o ich zwrocie nie podejmuje, niechętnie wracając do swojej kolonialnej przeszłości, której rozdziałem jest także ogromne ludobójstwo rdzennych mieszkańców Kongo, będących w istocie niewolnikami w gigantycznym prywatnym majątku króla Leopolda II.

Z kolei Hiszpania posiada ogromne zbiory sztuki prekolumbijskiej wywiezione z Ameryki Południowej i Środkowej przez konkwistadorów. Ale o zwrocie kolekcji z Muzeum Ameryki w Madrycie hiszpański rząd także nie chce za bardzo rozmawiać.