Handel na Pacyfiku bez Stanów Zjednoczonych

wikimedia

Pierwszego dnia rządów złożę zawiadomienie o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z Partnerstwa Transpacyficznego – zapowiada Donald Trump w oświadczeniu opublikowanym wczoraj (21 listopada) na kanale Transition 2017. Dodaje, że będzie negocjować obustronne umowy handlowe, które zwiększą zatrudnienie i pobudzą amerykański przemysł.

 

 

W filmiku opublikowanym na YouTube Donald Trump przedstawia pierwsze kroki, jakie podejmie na nowym stanowisku.

„Zniesiemy obostrzenia wokół produkcji energii z ropy naftowej i węgla, będziemy tropić nadużycia programów wizowych i zaangażujemy Departament Obrony w przeciwdziałanie wszelkim atakom na suwerenność kraju, cyberataków w szczególności” – wylicza prezydent elekt. Pierwszeństwo ma jednak rezygnacja z TPP – Umowy o Partnerstwie Transpacyficznym (ang. Trans-Pacific Partnership).

TPP

Umowa o Partnerstwie Transpacyficznym obejmuje 12 państw regionu Azji i Pacyfiku – obok Stanów Zjednoczonych miałyby przystąpić do niej Australia, Brunei, Chile, Japonia, Kanada, Malezja, Meksyk, Nowa Zelandia, Peru, Singapur i Wietnam).

Umowa podpisana 5 października 2015 r. od początku budziła kontrowersje. Na początku chodziło głównie o tajność negocjacji, a potem treści umowy. Krytycy porozumienia zwracają też uwagę na to, że poza ułatwieniem zagranicznych inwestycji i wspieraniem przemysłu w krajach partnerskich, umowa dopuści możliwość żądania odszkodowań od rządów przez ponadnarodowe korporacje (już słynny system procesów arbitrażowych inwestor-państwo).

Spełnienie obietnic

Propozycje rezygnacji z TPP i TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji) padały już w czasie kampanii wyborczej, zarówno ze strony Donalda Trumpa, jak i jego kontrkandydatki Hillary Clinton. Kwestie te jako pierwszy podniósł w batalii o fotel prezydencki senator Bernie Sanders, który wyrósł na głównego kandydata Clinton w prawyborach Demokratów.

TPP może sprowadzić na nasz kraj katastrofę– mówi w nagraniu Donald Trump i zaznacza, że na jego miejsce wynegocjuje korzystniejsze dla Stanów Zjednoczonych umowy.