Gruzja: Zamieszki w Tbilisi po wizycie rosyjskiego parlamentarzysty

Protest w Tbilisi, źródło: Flickr, fot. Vladimer Shioshvili (CC BY-SA 2.0)

Protest w Tbilisi, źródło: Flickr, fot. Vladimer Shioshvili (CC BY-SA 2.0)

Prawie 100 osób zostało rannych po tym, jak na głównej ulicy gruzińskiej stolicy zebrało się ok. 10 tys. osób, które protestowały przeciw wizycie rosyjskiego parlamentarzysty. Zgromadzony pod starym budynkiem parlamentu w Tbilisi tłum próbował wedrzeć się do środka. Policja użyła przeciw demonstrantom gumowych kul i armatek wodnych.

 

Główną siedzibą gruzińskiego parlamentu jest drugie co do wielkości miasto w kraju – Kutaisi. Ale na reprezentacyjnej ulicy Tbilisi wciąż stoi historyczny budynek, w którym do 2012 r. odbywały się poselskie posiedzenia. Jest on wciąż wykorzystywany do wielu uroczystości i wydarzeń.

Spotkanie prawosławnych parlamentarzystów w Tbilisi

W czwartek 20 czerwca odbywało się w nim uroczyste otwarcie zjazdu parlamentarzystów z krajów prawosławnych, którzy wchodzą w skład Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławnego. Zasiada w nim 100 przedstawicieli 25 krajów. Przewodniczącym tej organizacji jest deputowany do rosyjskiej Dumy Państwowej z ramienia Partii Komunistycznej Siergiej Gawriłow.

Wizyta tego polityka już wcześniej budziła wielkie kontrowersje. Urodził się on na terenie Abchazji, czyli wspieranej przez Rosję i nieuznawanej międzynarodowo separatystycznej republiki, która oderwała się od Gruzji w wyniku wojny z lat 1992-1993. Gawriłow brał udział w tych walkach po stronie separatystów. Jest też oskarżany o przestępstwa wobec gruzińskiej ludności zamieszkującej przed wojną Abchazję.

Wiele osób dodatkowo wzburzył fakt, że Gawriłow nie tylko znalazł się w historycznym budynku parlamentu, ale nawet prowadził obrady Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławnego zasiadając w fotelu zarezerwowanym dla przewodniczącego parlamentu gruzińskiego. Wygłosił też z tego miejsca przemowę. W serwisach społecznościowych ludzie, a przede wszystkim zwolennicy opozycyjnego Zjednoczonego Ruchu Narodowego – ENM (to partia, którą założył były prezydent Micheil Saakaszwili), skrzyknęli się więc na demonstrację na alei Rustawelego, przy której mieści stara siedziba parlamentu. Sam Saakaszwili, za pośrednictwem serwisów społecznościowych, wzywał zagrzewał swoich zwolenników do udziału w proteście.

Zamieszki na manifestacji

Na manifestacji, która od początku miała burzliwy przebieg, zjawiło się ponad 10 tys. osób. Wznoszono nie tylko antyrosyjskie okrzyki (w 2008 r. Rosja najechała Gruzję i stoczyła z nią kilkudniową wojnę), ale także domagano się dymisji przewodniczącego gruzińskiego parlamentu Irakliego Kobachidze. Nad głowami manifestantów powiewały nie tylko flagi Gruzji, ale także flagi Unii Europejskiej.

Ponieważ część manifestantów (około 100 osób) próbowała siłą wedrzeć się do budynku parlamentu, policja przystąpiła do rozganiania spontanicznej manifestacji. W ruch poszły pałki, gaz łzawiący oraz armatki wodne. Manifestanci zaczęli jednak ścierać się z policją, więc mundurowi użyli broni gładkolufowej na gumowe kule. W sumie rannych zostało niemal 100 osób (takie są dane z tbiliskich szpitali), w tym 39 policjantów (to już liczba podana przez gruzińskie MSW). Poszkodowanych zostało też kilkoro relacjonujących zajścia dziennikarzy.

Ponieważ posiedzenie Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławnego, łącznie z przemówieniem Gawriłowa, transmitowane było przez telewizje informacyjne, emocje wybuchły także w innych miastach Gruzji. W kilku z nich także zorganizowano antyrosyjskie demonstracje, ale przebiegały one dużo spokojniej i policja nie interweniowała. Mimo to część parlamentarzystów ENM, a także rządzącego Gruzińskiego Marzenia, zażądała przeprowadzenia przedterminowych wyborów. Rosyjska delegacja tymczasem po cichu opuściła Tbilisi. Starcia z policją na alei Rustaweli trwały zaś do późnej nocy.

Opozycja chce dymisji w rządzie

Gawriłow poinformował rosyjskie media, że sam postanowił opuścić Gruzję ponieważ „oblano go wodą i próbowano odebrać dyplomatyczny paszport”, ale kilkoro biorących udział we wczorajszym posiedzeniu gruzińskich posłów twierdziło, że to władze w Tbilisi wyprosiły Rosjan z kraju. „To nie do przyjęcia by spotkaniu w gruzińskim parlamencie przewodził przedstawiciel Rosji. Organizatorzy tego międzynarodowego spotkania będą musieli przeprosić gruzińskie społeczeństwo i wytłumaczyć, dlaczego do tego doszło” – oświadczył sekretarz generalny Gruzińskiego Marzenia Kacha Kaładze, który jest też obecnym merem Tbilisi.

Z kolei związana z opozycją wiceprzewodnicząca parlamentu Tamar Czugoszwili stwierdziła: „Nie ma dla mnie gorszego widoku niż to co zobaczyłam w parlamencie. Nawet nie wiem co powiedzieć. Codziennie myślę o tym jak zmienić nasz parlament w szanowaną instytucję, a teraz jestem zdruzgotana widokiem rosyjskiego polityka w fotelu przewodniczącego.” Inna opozycyjna deputowana Elena Chosztaria dodała zaś: „Gruzińskie Marzenie sprowadziło rosyjskich okupantów i pozwoliło im zasiadać na miejscu przewodniczącego. Jeśli wziąć pod uwagę najnowszą historię Gruzji, to był to policzek.”

Opozycja domaga się nie tylko dymisji przewodniczącego parlamentu (w związku z przebiegiem prawosławnego posiedzenia), ale także wicepremiera i jednocześnie ministra spraw wewnętrznych Giorgiego Gacharii. Liderzy opozycyjnych ugrupowań wezwali też do kontynuowania ulicznych protestów.