Bułgaria: Prezydent twierdzi, że „Krym należy do Rosji”, a sankcje wobec Kremla są nieskuteczne. Kim jest Rumen Radew?

bulgaria-rumen-radew-prezydent-wybory-prezydenckie-gerb-bojko-borisow-rosja-moskwa-kreml-krym-aneksja-usa-ukraina-general-gerdzikow-protesty-antyrzadowe-antykorupcyjne

Prezydent Rumen Radew [flickr]

Do polityki wszedł na fali rozczarowania bułgarskiego społeczeństwa klasą polityczną. Poparcie zdobył m.in. dzięki hasłom antykorupcyjnym, a w ubiegłym tygodniu stwierdził, że „Krym należy do Rosji”. Rumen Radew w niedzielę (21 listopada) uzyskał reelekcję jako prezydent Bułgarii. Kim jest? 

 

Zostań jednym z Młodych Liderów Europy! Redakcja EURACTIV.pl ogłasza nabór do projektu Young European Leaders for the Future of Europe

 

Rumen Radew wygrał drugą turę wyborów prezydenckich w Bułgarii (21 listopada) ze znaczną przewagą nad swoim konkurentem, Anastasem Gerdżikowem. Zdobył 66,7 proc. głosów, a Gerdżikow – rektor Uniwersytetu Sofijskiego – 31,8 proc.

58-letni Radew pełni urząd prezydenta kraju od 2016 r., kiedy to jako kandydat popierany przez Bułgarską Partię Socjalistyczną (BSP) zwyciężył w wyborach z wynikiem 59,4 proc. poparcia.

W tegorocznym głosowaniu popierała go partia Kontynuujemy Zmiany, ruch „Wyprostuj się, Bg. Nadchodzimy” oraz populistyczne i antyestablishmentowe ugrupowanie celebryty Sławiego Trifonowa Jest Taki Naród.

Jego rywala popierała natomiast centroprawicowa partia Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB) byłego premiera Bojko Borisowa.

„Przed nami poważnie wysiłki, lecz Bułgaria wychodzi z autokracji i stagnacji”, powiedział Radew po ogłoszeniu wstępnych wyników w niedzielę. Dodał, że wybory potwierdziły społeczne dążenie do zmian i do odsunięcia „mafii” od władzy.

Bułgaria: Rumen Radew prezydentem na drugą kadencję

Wybory odbyły się w cieniu dwóch skandali międzynarodowych.

Kim jest Rumen Radew?

Radew jest z wykształcenia pilotem wojskowym w stopniu generała. W 2000 r. uzyskał stopień doktora nauk wojskowych na Akademii Wojskowej im. Georgija Rakowskiego w Sofii w zakresie szkolenia taktycznego pilotów i walki powietrznej.

W latach 2005-2009 pełnił obowiązki komendanta największej wojskowej bazy lotniczej Graf Ignatiewo, następnie w latach 2009-2011 zajmował stanowisko zastępcy dowódcy lotnictwa wojskowego, by następnie objąć stanowisko dowódcy i pełnić je do lipca 2016 r.

Zwycięstwo Radewa w poprzednich wyborach z 2016 r. postrzegane było jako odpowiedź społeczeństwa na zmęczenie ośmioletnimi rządami partii GERB i wotum nieufności wobec premiera Borisowa. Radew upatrywany był też jako polityk, który wprowadzi świeżość na scenę polityczną, a jego życiorys i kariera w wojsku była dla wielu imponująca.

Rozczarowanie klasą polityczną w Bułgarii przyniosło więc zdecydowane zwycięstwo bezpartyjnemu, niezwiązanemu z politycznymi układankami Radewowi oraz pokazało zapotrzebowanie na wymianę elit władzy.

Podczas pierwszej kadencji prezydent często krytykował rząd Borisowa, zarzucając mu korupcję i nepotyzm. Wsparł też protesty antyrządowe, które odbywały się w kraju latem 2020 r. W ich następstwie, po ponad 10 latach urzędowania, upadł rząd partii GERB.

Pozycjonowanie się na kandydata reprezentującego interesy zwykłych Bułgarów, a także głoszenie haseł antykorupcyjnych, przyniosło Radewowi znaczną popularność. 

Jednak Radew często spotyka się – zwłaszcza ze strony centroprawicy – z zarzutami o prowadzenie kraju na antyeuropejskie tory, choć sam temu zaprzecza. „Nigdy nie wypowiadałem się przeciw członkostwu Bułgarii w strukturach Unii Europejskiej czy NATO”, twierdzi.

Prorosyjski prezydent?

Partia BSP, która wsparła Radewa w wyborach 5 lat temu, w tym roku zwlekała z podobną deklaracją. Z niepokojem bowiem reagowała na proeuropejskie działania prezydenta i oczekiwała od niego bardziej wyraźnych oznak sympatii dla Rosji.

Radew jest zwolennikiem Inicjatywy Trójmorza, którą uważa – ku niezadowoleniu socjalistów, postrzegających projekt za antyrosyjski – za „unikatowy instrument rozwoju transportowych i energetycznych powiązań regionalnych”.

Tuż przed niedzielnym głosowaniem Radew wzbudził kontrowersje wśród znacznej części Bułgarów i społeczności międzynarodowej, kiedy to podczas czwartkowej debaty telewizyjnej stwierdził, że „obecnie Krym jest rosyjski”.

Doprecyzował później, że aneksja półwyspu odbyła się z naruszeniem prawa międzynarodowego, czego on nie aprobuje, „ale faktem jest, że Krym należy do Rosji”.

Wypowiedź ta – uznana przez większość analityków za ukłon w stronę tradycyjnie prorosyjskiego, lewicowego elektoratu, rozczarowanego jego niewystarczająco sympatyzującą z Kremlem postawą – spotkała się ze stanowczą reakcją ze strony m.in. USA.

„Stany Zjednoczone, G7, UE i NATO zawsze prezentowały jednoznaczne stanowisko, że pomimo podjętej przez Rosję próby aneksji i trwającej okupacji, Krym jest ukraiński”, głosi oświadczenie amerykańskiej ambasady w Sofii.

Podczas wspomnianej debaty Radew stwierdził też, że dotychczasowa polityka nakładania sankcji na Rosję nie przyniosła odpowiednich rezultatów i że potrzebne jest „bardziej pragmatyczne” podejście.