Białoruś: Zatrzymano trzech Polaków

Jeden z powyborczych protestów w Mińsku, źródło: Twitter/Onliner

Jeden z powyborczych protestów w Mińsku, źródło: Twitter/Onliner

W trakcie trwających od niedzieli protestów na Białorusi zatrzymano trzech Polaków – potwierdził polski MSZ. “Nasz ambasador interweniował w sprawie zatrzymania trzech obywateli Polski w białoruskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Mińsku” – powiedział wiceszef resortu Paweł Jabłoński.

 

Wczoraj (12 sierpnia) Włochom udało się uwolnić z białoruskiego aresztu swojego reportera. Tymczasem prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka na środowym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa przekonywał, że protestujący to głównie „ludzie z przeszłością kryminalną, dziś bezrobotni”.

Wiceszef MSZ: Zatrzymano dwóch polskich studentów i trzecią osobę znaną MSZ

Dwóch z nich to studenci, natomiast tożsamości trzeciej zatrzymanej osoby MSZ nie chce ujawnić. “Wiemy, kim on jest. Nie udzielamy jednak takich informacji” – oświadczył w rozmowie z WP wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. Zapewnił przy tym, że resort pozostaje w kontakcie z rodzinami zatrzymanych. Podkreślił ponadto, że polscy dyplomaci robią wszystko, by doprowadzić do uwolnienia zatrzymanych.

Ministrowie spraw zagranicznych UE omówią w piątek kwestię sankcji wobec Białorusi

Podczas piątkowej wideokonferencji ministrów spraw zagranicznych omówiona zostanie kwestia nałożenia sankcji na Białoruś po brutalnej pacyfikacji opozycyjnych protestów. Poinformowała o tym szefowa szwedzkiej dyplomacji.

Wcześniej inny wiceminister SZ Marcin Przydacz potwierdził, że resort ma informacje o trzech Polakach, z którymi rodziny straciły kontakt. “Jesteśmy w tej sprawie w kontakcie ze stroną białoruską” – przekazał w TVN24. “Kanałami dyplomatycznymi, ale także poprzez aktywność naszych konsulów akredytowanych tam na Białorusi, prowadzimy takie działania, które w możliwie jak najszybszy sposób doprowadzą do pozyskania dodatkowych informacji, a finalnie również do uwolnienia tychże osób” – zapewnił Przydacz. Dodał, że ze względu na dobro zatrzymany nie może podać szczegółów sprawy.

O zatrzymaniu obywateli Polski na Białorusi informował już we wtorek (11 sierpnia) poseł KO Michał Szczerba, który na zaproszenie białoruskiej opozycji monitorował tam dzień wyborów i wydarzenia powyborcze.

Apel matki jednego z zatrzymanych studentów

„Kochani, mój syn Kacper Sienicki razem ze swoim kolegą Witkiem Dobrowolskim zostali zatrzymani przez milicję w Mińsku na Białorusi. Od wczoraj nie mam z nim kontaktu. Także nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ambasada RP w Mińsku nie są obecnie w stanie mi pomóc” – napisała we wtorek na Facebooku pani Aneta Sienicka.

Włosi uwolnili swojego dziennikarza

Tymczasem włoskiej ambasadzie na Białorusi udało się wczoraj uwolnić z białoruskiego aresztu reportera Claudio Locatellego.  “Zostałem brutalnie aresztowany, jestem po trzech dniach bez jedzenia i z małą ilością wody” – podkreślił włoski freelancer w mediach społecznościowych. Sytuację na Białorusi określił jako „wybuchową”.

Locatelli wyraził uznanie dla włoskiej ambasady w Mińsku, która dzięki „wielkiemu wysiłkowi” doprowadziła do jego uwolnienia. Zapowiedział też, że o szczegółach swego aresztowania poinformuje dopiero po powrocie do Włoch, kiedy będzie już bezpieczny.

Łukaszenka: Protestują bezrobotni z kryminalną przeszłością

Tymczasem prezydent Łukaszenka oświadczył na środowym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, że uczestnikami powyborczych protestów są głównie „ludzie z przeszłością kryminalną, dziś bezrobotni”. Polecił przy tym, żeby wszyscy bezrobotni, dostali propozycje pracy, a rząd „podjął wszelkie niezbędne kroki”, których wymaga funkcjonowanie gospodarki.

Prezydent Białorusi, który na tym stanowisku pozostaje już 26 lat przyznał, że najważniejszym zadaniem, które stoi przed władzami kraju jest zapewnienie bezpieczeństwa obywateli i ochrona ustroju konstytucyjnego oraz „zapewnienie normalnego funkcjonowania organów administracji państwowej”. Łukaszenka zapewnił także, że zwołał Radę Bezpieczeństwa kilka dni po kampanii wyborczej, by omówić „aktualne kwestie funkcjonowania państwa”.

Białoruskie MSW przyznaje: Użyto broni palnej w sposób ofensywny

Protest przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich na Białorusi trwa już cztery dni. Na ulicach Mińska i pozostałych większych miast doszło do manifestacji i brutalnych starć z policją i białoruską armią. Służby tłumią demonstracje przy użyciu nie tylko gumowych pałek i armatek wodnych, ale także granatów hukowych, a nawet broni gładkolufowej.

Białoruś: Kolejna noc protestów, choć już mniej licznych

Białorusini kolejny wieczór i kolejną noc protestowali przeciw wynikom wyborów prezydenckich, w których po raz szósty z rzędu miał zwyciężyć Aleksander Łukaszenka. Ale tym razem protesty był już mniej licznie w dwie poprzednie noce.

MSW w Mińsku przekazało wczoraj, że we wtorek wieczorem i w nocy zatrzymano ponad tysiąc osób. „W nocy z 11 na 12 sierpnia w kraju doszło do punktowych zgromadzeń obywateli w 25 miejscowościach. (…) Za udział w nielegalnych masowych akcjach zatrzymano ponad tysiąc osób” – cytują media komunikat resortu, który poinformował również, że organy śledcze wszczęły 17 spraw karnych.

W tym samym komunikacie MSW przyznało również, że w Brześciu milicjanci użyli broni palnej, by – jak stwierdzono – obronić się przed napaścią „agresywnie nastawionych obywateli” i że jedna osoba została ranna. Resort wyjaśnia, że napastników „nie zatrzymały strzały ostrzegawcze w powietrze” wobec czego „w celu ochrony życia i zdrowia funkcjonariuszy” użyto broni w sposób ofensywny.

W ciągu pierwszych trzech dni zatrzymano 50 tys. osób, a ok. 200 zostało rannych. Protesty w kolejnych dniach były coraz mniej liczne, ale milicja coraz brutalniejsza. Zgodnie z  oficjalnymi danymi ze środy zginęły co najmniej dwie osoby. Eksperci przewidują, że nawet jeśli protesty wygasną, to ludzie będą w dalszym ciągu niezadowoleni, a to będzie podstawa do do działania, tworzenia się nowych ruchów politycznych i nowych liderów.

Wczoraj przywrócono internet

Przywrócony wczoraj na Białorusi internet został według Łukaszenki wcześniej odłączony „z zagranicy”, żeby zwiększyć społeczne niezadowolenie (instytucje państwowe informowały w niedzielę m.in. o atakach DDoS na białoruską sieć). Eksperci uważają jednak, że internet wyłączyły białoruskie władze, by zablokować obieg informacji i uniemożliwić komunikację i koordynację obywatelom protestującym przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich.