Białoruś: Tysiące osób na pogrzebie kolejnej ofiary milicyjnej brutalności

Roman Bondarenko służył niegdyś w wojsku. Potem brał udział w antyłukaszenkowskich protestach, źródło: VKontakte

Roman Bondarenko służył niegdyś w wojsku. Potem brał udział w antyłukaszenkowskich protestach, źródło: VKontakte

Około pięciu tysięcy osób pożegnało w Mińsku zmarłego w ubiegłym tygodniu 31-letniego Ramana Bandarenkę, który trafił ciężko pobity z milicyjnego komisariatu do szpitala. Lekarzom nie udało się go uratować.

 

Pogrzeb Ramana Bandarenki odbył się w cerkwi Zmartwychwstania Pańskiego na obrzeżach Mińska. Potem jego trumnę odprowadzono na Cmentarz Północny. Pogrzeb można było zorganizować dopiero teraz, ponieważ przez siedem dni służby nie chciały wydać rodzinie jego ciała.

Represje wobec lekarza i niezależnej dziennikarki

Na plac przed niewielką świątynią ludzie przynieśli setki kwiatów i wieńców w kolorze białym i czerwonym, nawiązującym do biało-czerwono-białej flagi białoruskiej, używanej przez środowiska opozycyjne.

Bandarenka zainterweniował, gdy kilku zamaskowanych mężczyzn zrywało z tzw. Placu Przemian w Mińsku historyczną białoruską symbolikę. Został przez nich pobity i wywieziony w nieznane miejsce. Wszystko wskazuje na to, że byli to funkcjonariusze zbrojnej milicyjnej jednostki OMON.

Według oficjalnych informacji milicjanci mieli jedynie znaleźć pijanego do nieprzytomności Bandarienkę i odwieźć na szpitalny oddział ratunkowy. Jednak raporty medyczne pokazują, że ofiara była trzeźwa, a zmarła w wyniku brutalnego pobicia przez kilka osób.

KGB zatrzymało już lekarza, którzy udostępnił mediom dokumentację medyczną Bandarenki, a także dziennikarkę niezależnego portalu TUT.by Kaciarynę Barysiewicz, która ujawniła te informacje. Zastraszano także rodzinę Bandarenki. Jego rodziców obserwowało KGB.

Białoruś: Protesty po śmiertelnym pobiciu 31-latka. Najprawdopodobniej pobili go milicjanci

Od 9 sierpnia, czyli od dnia wyborów prezydenckich, na Białorusi zginęło 7 uczestników opozycyjnych protestów.

Wciąż brak śledztwa ws. zabójstwa Bandarenki

Białoruskie władze nie robią niemal nic, aby wyjaśnić kulisy śmierci 31-latka. Dotąd nie zostało nawet wszczęte oficjalne prokuratorskie śledztwo w tej sprawie. Jedyne zatrzymane w związku ze śmiercią Bandarenki osoby to lekarz i dziennikarka, którzy ujawniali kompromitujące dla milicji informacje.

Tymczasem śmierć Bandarenki na nowo wzmocniła protesty opozycji na Białorusi. Ostatnie słowa, jakie zamordowany mężczyzna napisał na sąsiedzkim czacie brzmią: „Ja wychodzę”. W ten sposób poinformował o tym, że ma zamiar nie dopuścić do zrywania flag.

Ten wpis stał się już symbolicznym hasłem wychodzących na protesty Białorusinów, którzy od 9 sierpnia domagają się ustąpienia Aleksandra Łukaszenki po tym jak po raz kolejny zwyciężył w wyborach prezydenckich nie uznanych przez niemal nikogo na świecie za demokratyczne.

Białoruska opozycja domaga się więc niezależnego śledztwa ws. zabójstwa Bandarenki i udziału w nim także śledczych z zagranicy. Apelowała o to m.in. wyborcza kontrkandydatka Łukaszenki Swiatłana Cichanouska.

Białoruś: Prawie tysiąc osób zatrzymanych w czasie wczorajszych protestów  

Co najmniej 950 osób zatrzymano wczoraj w czasie kolejnych protestów na Białorusi – podało centrum praw człowieka Wiasna. Do ich tłumienia władze zmobilizowały w niedzielę specjalny sprzęt i dodatkowe siły.

UE nałoży kolejne sankcje

Tymczasem Unia Europejska – m.in. w związku ze śmiercią Bandarenki – chce nałożyć sankcje na białoruskie instytucje i firmy oraz ich szefów. O rozszerzeniu restrykcji zdecydowali wczoraj (19 listopada) ministrowie spraw zagranicznych państw członkowskich podczas wideokonferencji.

Do tej pory UE obejmowała sankcjami konkretne osoby – przedstawicieli białoruskiego reżimu. Najpierw na czarną listę wpisała 40 osób, później kolejnych 15, w tym także samego Łukaszenkę.

Teraz jednak, rozszerzając restrykcje, zamierza wziąć na celownik firmy, które czerpią zyski dzięki łamaniu przez władze w Mińsku zasad demokracji. „Sytuacja na Białorusi pogarsza się, represje reżimu Łukaszenki wobec obywateli nie ustają. Dlatego zdecydowaliśmy o rozpoczęciu przygotowań do kolejnej rundy sankcyjnej” – zapowiedział  Wysoki Przedstawiciel UE ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa Josep Borrell.

Nie ma jeszcze listy konkretnych nazwisk czy firm oraz instytucji. Będą ją teraz tworzyć eksperci z państw członkowskich. Unijni dyplomaci zastrzegają, że sankcje zostaną rozszerzone najwcześniej w grudniu.

Według wyliczeń Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” Roman Bandarenka jest już 10. uczestnikiem opozycyjnych protestów, jaki w ciągu ostatnich trzech miesięcy zginął w wyniku milicyjnej brutalności.