Białoruś: Prawie tysiąc osób zatrzymanych w czasie wczorajszych protestów  

Plac Przemian w Mińsku, miejsce zatrzymania Ramana Bondarenki, źródło twitter Franak Viacorka za Radiem Swaboda

Plac Przemian w Mińsku, miejsce zatrzymania Ramana Bondarenki, źródło twitter Franak Viacorka za Radiem Swaboda

Co najmniej 950 osób zatrzymano wczoraj w czasie kolejnych protestów na Białorusi – podało centrum praw człowieka Wiasna. Do ich tłumienia władze zmobilizowały w niedzielę specjalny sprzęt i dodatkowe siły. Protestujący w Mińsku domagali się tak jak dotychczas ustąpienia Alaksandra Łukaszenki, ale gromadzili się również, żeby uczcić pamięć brutalnie pobitego Ramana Bandarenki, który zmarł po przewiezieniu z komisariatu milicji do szpitala.

 

W manifestacji nazwanej Marszem Odważnych pod hasłem:  „Albo wychodzimy wszyscy, albo będą nas zabijać pojedynczo” (które widniało w sobotę  na kanale Nexta na Telegramie) zamierzali przejść z miejsca, gdzie zginęła pierwsza ofiara protestów Aleksander Tarajkouski do tzw. Placu Przemian, z którego w środę zabrano Ramana Bandarenkę.

Białoruś: Protesty po śmiertelnym pobiciu 31-latka. Najprawdopodobniej pobili go milicjanci

Od 9 sierpnia, czyli od dnia wyborów prezydenckich, na Białorusi zginęło 7 uczestników opozycyjnych protestów.

Rzeczniczka mińskiej milicji Natalla Hanusiewicz potwierdziła agencji Interfax-Zapad, że doszło do zatrzymań. Natomiast rzeczniczka MSW Wolha Czemadanawa potwierdziła wykorzystanie środków specjalnych zapowiadając przekazanie szczegółów dziś (16 listopada).

Wieczorem wiadomo było już o 950. zatrzymanych

Niedziela była 99. dniem protestów na Białorusi przeciwko reżimowi Alaksandra Łukaszenki i sfałszowaniu wyników sierpniowych wyborów prezydenckich. Za rzeczywistą ich zwyciężczynię protestujący uznają bowiem kandydatkę opozycji Swiatłanę Cichanouską, która bezpośrednio po wyborach była zmuszona opuścić kraj i schroniła się na Litwie.

Na stale uzupełnianej liście zatrzymanych, publikowanej na stronie Wiasny, wczoraj wieczorem widniało już ponad 950 nazwisk. Większość osób zatrzymano w Mińsku, ale do zatrzymań dochodziło również w innych miastach, m.in. w Grodnie, Pińsku, Nowopołocku, Bobrujsku, Homlu, Nowogródku, Witebsku, Swietłogorsku i Mohylewie. Niezależne Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ) podało, że wśród zatrzymanych wczoraj było co najmniej 21 dziennikarzy, ale część z nich już zwolniono.

Białoruś: Ponad 700 zatrzymanych podczas wczorajszych protestów

Podczas wczorajszych protestów w Mińsku zatrzymanych zostało ponad 700 osób. Znaleźli się wśród nich: medalista olimpijski, wielokrotny mistrz Białorusi w kick-boxingu, a także była miss tego kraju i kilkoro dziennikarzy. Tymczasem w efekcie m.in. tych protestów gospodarce kraju grozi krach.

„Przestańcie zabijać”

W Mińsku siły bezpieczeństwa rozbiły marsz ku pamięci Bandarenki w pobliżu miejsca nazywanego potocznie Placem Przemian. W środę wieczorem 31-latek zwrócił w tym miejscu uwagę nieumundurowanym i zamaskowanym mężczyznom, żeby nie zrywali flag narodowych nieuznawanych przez obecne władze. W reakcji na to zawlekli go do mikrobusu i zawieźli na komisariat. Półtorej godziny później karetka pogotowia zabrała go do szpitala, gdzie mimo wysiłków lekarzy, następnego dnia zmarł.

„Ja wychodzę!” – to były ostatnie słowa, jakie Bandarenka napisał na osiedlowym czacie, gdy zobaczył pod swoim oknem tajniaków, zrywających biało-czerwono-białe flagi. Uczestnicy niedzielnych protestów postanowili oddać mu hołd, gromadząc się na “Placu Przemian” w miejscu, gdzie ciągle leżały kwiaty i płonęły znicze. Już przed godz. 13 czasu polskiego było tam gęsto od ludzi. Skandowali stare hasło białoruskiej opozycji: „Wierzymy, możemy, zwyciężymy”.

Do ich rozgonienia milicja użyła pałek i granatów hukowych. „Funkcjonariusze z tarczami otoczyli ludzi, którzy skandowali: “Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego”, “Stoimy” i “Przestańcie zabijać”. “W ciągu zaledwie kilku minut siły bezpieczeństwa okrążyły teren” –  poinformował TUT.by. Przekazał także, że „ludzie byli wpychani do przepełnionych więźniarek, a milicjanci pomagali niektórym wejść do nich przy użyciu pałek”.

„Na Placu Przemian pozostali tylko funkcjonariusze, którzy usuwają namioty, plakaty i kwiaty. Oczyszczanie placu zajęło 9 minut. Jest zupełnie pusty” –  informował serwis.  Po spacyfikowaniu demonstracji, mundurowi przystąpili do “polowania” na ostatnich jej uczestników lub osoby, które  znalazły się tam przypadkowo. Na jednym z nagrań widać zamaskowanych mężczyzn bijących pałkami ludzi w supermarkecie.

Białoruska opozycja otrzymała tegoroczną Nagrodę Sacharowa

Kandydatury do Nagrody Sacharowa mogą zgłaszać frakcje w PE lub grupa co najmniej 40 posłów z różnych frakcji.

Według Biełsatu, do zebranych na “placu Przemian” funkcjonariusze również strzelali. Informację o strzelaniu do protestujących gumowymi kulami podawał też m.in. Reuters. Białoruskie media społecznościowe donosiły o odgłosach wybuchów i rzucaniu granatów hukowych bezpośrednio w demonstrujących.

Natomiast białoruska sekcja Radia Swoboda przekazała, że wobec protestujących wokół znajdującej się w pobliżu stacji metra Puszkinskaja, gdzie 10 sierpnia milicja zastrzeliła Tarajkouskiego, tym razem użyła “tylko” gazu łzawiącego. To samo medium podkreśliło, że podczas niedzielnych akcji protestacyjnych milicja jak zwykle nie pozwalała ludziom się zbierać ani ustawiać się w kolumnach, używała natomiast granatów hukowych oraz biła i zatrzymywała protestujących.

Ataki przy użyciu granatów hukowych pokazuje na swoich nagraniach na Twitterze m.in. również dziennikarz i członek Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut. Jego nagrania pokazują także funkcjonariuszy atakujących protestujących pałkami i gazem.

Viačorka: Białoruś potrzebuje pomocy

„To druzgocące. Wojska Łukaszenki używają nieproporcjonalnej siły wobec pokojowo nastawionych obywateli” – napisał na Twitterze doradca Cichanouskiej, dziennikarz Franak Viačorka. Opublikował również wideo z brutalnymi akcjami “siłowików”. “Nie wiadomo, co się stało z protestującym, czy jest nieprzytomny, czy … Policja Łukaszenki łamie prawa człowieka, używając nadmiernej siły. Bezprecedensowa brutalność na Białorusi” – głosi jego wpis pod nagraniem, na którym widać leżącego na ziemi mężczyznę otoczonego funkcjonariuszami milicji.

“Nieprzytomna kobieta przenoszona z radiowozu do karetki. Ilu jeszcze ludzi musi zostać zabitych, żeby zaspokoić apetyt Łukaszenki na władzę?” – pyta retorycznie doradca opozycyjnej liderki we wpisie przy nagraniu, na którym kilku milicjantów niesie bezwładną kobietę. “Białorusini nie zamierzają się poddawać” – zapewnia, ale – jak  podkreśla przy innym nagraniu – “potrzebują światowego poparcia!”. „Białoruś potrzebuje natychmiastowej pomocy humanitarnej i szybkiej reakcji politycznej” – zaapelował Viačorka.

Białoruś: Nowe sankcje weszły w życie. Aleksander Łukaszenka z zakazem wjazdu do UE

Weszły w życie rozszerzone unijne sankcje wobec tych członków białoruskich władz, którzy są odpowiedzialni za brutalne tłumienie pokojowych opozycyjnych protestów oraz za wyborcze fałszerstwa. Na nowej liście znalazł się już także Aleksander Łukaszenka.

 

Unijna lista sankcyjna została rozszerzona o kolejnych 15 …

 Ofiary śmiertelne wśród protestujących

Niedziela była 99. dniem protestów Białorusinów kwestionujących wynik sierpniowych wyborów prezydenckich, jednak masowe demonstrację rozpoczęły się w tym kraju znacznie wcześniej. Powodem tych pierwszych były aresztowania opozycjonistów, którzy zamierzali kandydować w tych wyborach, m.in. męża Swiatłany Cichanouskiej Siarhieja.

Jednak mimo, że Łukaszenka już wtedy stosował wobec protestujących  metody siłowe, to demonstracje nie ustawały, a po wyborach – w których oficjalnie stwierdzono wygraną „ostatniego dyktatora Europy”  – wobec doniesień o masowych fałszerstwach przybrały tylko na sile.

Pierwszą ofiarą śmiertelną protestów był 34-letni Aleksander Tarajkouski, zastrzelony 10 sierpnia w pobliżu stacji metra Puszkinskaja. W dniu pogrzebu mężczyzny, w sieci pojawiło się nagranie pokazujące moment jego postrzelenia. Widać na nim, że w momencie, gdy padł strzał, stał z podniesionymi rękoma.

Druga ofiara to 28-letni Nikita Kriwcow, który zaginął 12 sierpnia, a dopiero 22 sierpnia jego ciało odnaleziono w lesie niedaleko Mińska. Kolejną był dyrektor Muzeum Historii Wojskowej w Wołkowysku (zachodniej Białoruś, blisko granicy z Polską). 29-letni Kanstantin Szyszmakau. Zaginął 15 sierpnia, a trzy dni później jego śmierć potwierdził Komitet Śledczy obwodu grodzieńskiego.

Czwartą potwierdzoną oficjalnie ofiarą śmiertelną był 43-letni Giennadij Szutow, który 19 sierpnia zmarł w szpitalu po postrzeleniu w głowę podczas protestów w Brześciu. Natomiast 3 października media doniosły o śmierci 43-letniego Denisa Kuzniecowa, który zmarł na oddziale intensywnej terapii, gdzie przewieziono go z osławionego mińskiego aresztu przy ul. Akreścina. Lekarze stwierdzili u niego m.in. pęknięcia kości czaszki, liczne krwiaki, otwarty uraz czaszkowo-mózgowy o umiarkowanym stopniu, złamania żeber, złamania prawego biodra i inne urazy. Milicja utrzymywała, że skatowany mężczyzna „spadł z pryczy”.

Białoruś: "Jesteście gotowi na zmianę przywódcy" – zapytał w orędziu Alaksandr Łukaszenka

“Nie jestem święty, mam wszystko, zarówno dobre, jak i złe. Ale znacie mnie, wiecie, czego się podejmę, a czego nie, co mogę i czego nie mogę” – powiedział Aleksandr Łukaszenka.

Ostatnią osobą, która poniosła śmierć w czasie protestów jest Raman Bandarenka zabrany w środę z tzw. Placu Przemian – nazywanym tak przez protestujących osiedlowym podwórku przy ul. Czerwiakowa w centrum Mińska, gdzie odbywają się manifestacje czy koncerty niezależnych artystów.