Białoruś: Kolejna noc protestów, choć już mniej licznych

Protest w dzielnicy Sierebranka, źródło: Twitter/Franak Viačorka (@franakviacorka)

Protest w dzielnicy Sierebranka, źródło: Twitter/Franak Viačorka (@franakviacorka)

Białorusini kolejny wieczór i kolejną noc protestowali przeciw wynikom wyborów prezydenckich, w których po raz szósty z rzędu miał zwyciężyć Aleksander Łukaszenka. Ale tym razem protesty był już mniej liczne niż w dwie poprzednie noce.

 

Największe protesty odbywały się jak zwykle w białoruskiej stolicy – Mińsku, ale ludzie wychodzili też na ulicę w mniejszych miastach, np. w Witebsku, Wołkowysku, Asipowiczach, Nieświeżu czy Finipolu.

Kolejny raz władze wyłączyły w kraju internet, aby utrudnić informowanie o przebiegu protestów oraz ich jakąkolwiek koordynację przez zwolenników opozycji. Właściwe jedyną drogą przekazywania nagrań czy zdjęć stał się rosyjski komunikator Telegram, którego nie udało się skutecznie zablokować.

Protesty w dzielnicach-sypialniach

W Mińsku do protestów doszło tym razem nie w okolicach centrum miasta, ale w oddalonych od niego sypialnianych dzielnicach-blokowiskach – Kamiennej Horce, Uruczje i Sierebrance. Setki osób zebrały się też przy ulicy Przytyckiego, gdzie dobę wcześniej zginął jeden z manifestantów trafiony najprawdopodobniej w brzuch przez milicyjny granat hukowy. Oficjalnie jednak władze podają, że to on chciał rzucić „wybuchowym przedmiotem”, który miał mu eksplodować w rękach.

Na ulicy Przytyckiego złożono wczoraj kwiaty w miejscu śmierci mężczyzny. W każdym z miejsc, gdzie w Mińsku odbyły się protesty, doszło do starć z milicyjnymi oddziałami porządkowymi OMON (ci funkcjonariusze z powodu swoich okrągłych hełmów są nazywani „kosmonautami”).

Manifestacje były jednak mniej liczne niż w dwie poprzednie noce. Zwykle było na nich po kilkaset osób. Wpływ na to miało zapewne kilka czynników – przede wszystkim białoruskie służby bezpieczeństwa ostro rozprawiały się dotąd z protestującymi. W aresztach jest już ponad 5 tys. osób, zaś w szpitalach ponad 200 rannych i poszkodowanych.

Zatrzymano też prawdopodobnie dwóch Polaków – studentów Uniwersytetu Warszawskiego uczących się o Europie Wschodniej. Zainteresowani sytuacją wewnętrzną na Białorusi Kacper Sienicki i Witek Dobrowolski pojechali obserwować sytuację wyborczą. Wczoraj rodzina utraciła z nimi kontakt.

Szefowie dyplomacji Łotwy, Estonii i Finlandii popierają inicjatywę Polski ws. Białorusi

Podczas wtorkowej konferencji w Rydze ministrowie spraw zagranicznych czterech krajów zgodzili się co do konieczności zwołania posiedzenia Rady Unii Europejskiej ds. Zagranicznych w sprawie wydarzeń na Białorusi.

Milicja działa szybko i brutalnie

Milicja bardzo szybko rozprawia się też z każdą próbą stworzenia zgromadzenia. Po mieście krążyły nieoznakowane autobusy z milicjantami w pełnym rynsztunku. Jeśli gdzieś zebrało się przynajmniej kilkanaście osób, były one natychmiast brutalnie zatrzymywane. Do Mińska skierowano także dodatkowe siły wojskowe.

Skutecznie udało się też milicji odciąć centrum Mińska i sparaliżować komunikację po mieście, a więc ludzie mieli kłopot z dotarciem na protesty. Wychodzili więc na ulice tam, gdzie mieszkają, właśnie na blokowiskach.

Władze postanowiły też ostro rozprawić się z niezależnymi mediami. Zablokowano serwisy internetowe oraz strony papierowych gazet, zaś ekipy nadających satelitarnie telewizji (rosyjskiej TV Dożdż czy nadającego z polski Biełsatu) są zatrzymywane, bite, a ich sprzęt jest konfiskowany. Współpracownik TVP Polonia Jan Roman został mocno pobity w Grodnie, Wybito mu 4 zęby.

Wreszcie, protestom brak liderów, którzy mogliby ludzi mobilizować i wokół których ogniskowałaby się energia. Główna wyborcza kontrkandydatka Aleksandra Łukaszenki, czyli Swiatłana Cichanouska opuściła Białoruś i schroniła się na Litwie.

Opublikowano również nagranie wideo, w którym zaapelowała do Białorusinów, aby nie walczyli z milicją oraz „zachowali rozsądek i szanowali prawo”, a także „nie narażali swojego życia na niebezpieczeństwo”. Stwierdza też w nim, że „Białorusini już dokonali wyboru”.

Na nagraniu mocno przestraszona Cichanouska wyraźnie czyta z kartki nie swój tekst. Jej współpracownicy poinformowali później, że do nagrania została zmuszona groźbami, gdy poszła złożyć protest wyborczy do Centralnej Komisji Wyborczej. Tam czekali na nią funkcjonariusze KGB, którzy „pracowali nad nią” ponad 3 godziny.

W innym nagraniu, opublikowanym tuż po ucieczce na Litwę mówi już jednak pewniejszym tonem oraz własnymi słowami o wyjeździe z kraju, że „podjęła bardzo trudną decyzję i podjęła ją samodzielnie”.

„Myślałam, że ta kampania dała mi tyle sił, że wytrzymam wszystko. Wiem, że wielu mnie zrozumie, wielu potępi, wielu znienawidzi, ale nie daj Boże, żeby ktoś stanął przed takim wyborem, przed jakim stanęłam. Uważajcie na siebie, ani jedno życie nie jest warte tego, co teraz się dzieje” – słyszymy.

Niemiecki MSZ chce dyskusji w UE nad przywróceniem sankcji wobec Białorusi

Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas podkreślił w poniedziałek (10 sierpnia) konieczność rozmów na szczeblu UE o przywróceniu sankcji na Białoruś po niedzielnych wyborach i brutalnych represjach władz wobec protestujących Białorusinów.

 

 

Maas zaznaczył, że Unia Europejska zniosła sankcje wobec Białorusi, ponieważ …

Państwowa telewizja: To tylko chuligani i cudzoziemcy

Dla większości protestujących Białorusinów było jasne, że Cichanouska do swojego apelu została zmuszona, ale jednocześnie brak jasno określonych przywódców protestów (Cichanouska się na nich od początku nie pojawiała z obawy o prowokacje), utrudnia ich koordynację.

Ponieważ opozycja wyraźnie nie ma planu działania, a ryzyko konsekwencji w związku z wyjściem na demonstracje rośnie, ludzi na ulicach jest coraz mniej. W protestach bierze już głównie udział najbardziej radykalna młodzież, co ułatwia władzom przedstawianie protestów jako akcji chuligańskich.

Państwowa telewizja BT na początku ignorowała protesty albo informowała o nich zdawkowo, nie tłumacząc ich przyczyny. Ale we wczorajszym (11 sierpnia) wydaniu głównego programu informacyjnego „Panorama” poświęcono wreszcie protestom więcej czasu, choć był to temat zrelacjonowany dopiero po materiałach sukcesach w przemyśle spożywczym oraz o kolejnych zagranicznych gratulacjach dla Łukaszenki (tym razem z Wenezueli i Mołdawii).

Natomiast protesty przedstawiono jako ataki osób z kryminalną przeszłością na milicję. Demonstranci mają rzekomo być pod wpływem narkotyków i alkoholu, a wśród nich jest wielu Rosjan oraz „osób mówiących z ukraińskim akcentem”. Protesty mają być sterowane z zagranicy, zaś narkotyki są manifestantom dowożone prosto na ulice. Tego, w jakiej sprawie protesty są organizowane, telewidzom już nie wytłumaczono.