Białoruś: Maryja Kalesnikawa odnaleziona na granicy z Ukrainą. Nie dała się wyrzucić z kraju

Maryja Kaleśnikawa, źródło:Wikipedia, fot. Сильные Новости: GomelTube (CC BY 3.0)

Maryja Kaleśnikawa, źródło:Wikipedia, fot. Сильные Новости: GomelTube (CC BY 3.0)

Jedna z liderek białoruskiej opozycji została wczoraj (7 września) zatrzymana i wywieziona w nieznane miejsce przez zamaskowanych, ale nieumundurowanych mężczyzn. Okazało się, że zawieziono ją na granicę z Ukrainą i próbowano zmusić do opuszczenia kraju.

 

 

Jeszcze w poniedziałek (7 września) wieczorem bliscy Maryi Kalesnikawej oficjalnie zgłosili jej zaginięcie na milicję. Wcześniej szefostwo tej służby poinformowało, że to nie milicjanci zatrzymali i wciągnęli siłą do samochodu jedną z liderek opozycji.

Obawy o los zaginionej wyraziły oficjalnie m.in. Unia Europejska czy rządy Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji. „Jestem poważnie zaniepokojony losem Maryi Kaleśnikawej. Reżim Aleksandra Łukaszenki musi zapewnić jej bezpieczny powrót. Reżim musi zaprzestać brutalnego traktowania protestujących, uwolnić więźniów politycznych i rozpocząć dialog z opozycją” – powiedział szef brytyjskiej dyplomacji Dominic Raab.

Kaleśnikawa była koordynatorką sztabu  niedoszłego kandydata w wyborach prezydenckich z 9 sierpnia – Wiktara Babaryki. Po aresztowaniu go w związku z zarzutami dotyczącymi rzekomych przestępstw finansowych dołączyła do współpracowników innej opozycyjnej kandydatki Swiatłany Cichanouskiej. Z wykształcenia jest muzykolożką. Studiowała też grę na flecie i dyrygenturę.

Białoruś: Jedna z głównych opozycjonistek porwana w Mińsku?

Maryja Kalesnikawa to członkini sztabu Swiatłany Cichanouskiej i jedna z trzech głównych opozycjonistek w Białorusi.

Kalesnikawa podarła własny paszport

Dopiero dziś rano okazało się, że wywieziono ją na granicę z Ukrainą w miejscowości Aleksandrouka w obwodzie homelskim i próbowano zmusić do opuszczenia Białorusi. Razem z nią na miejscu znaleźli się inni członkowie powołanej przez białoruską opozycję Rady Koordynacyjnej – Iwan Kraucou i Anton Radniankou. Oni dwaj w nocy przekroczyli granicę i trafili na Ukrainę. Kaleśnikawa została jednak w kraju.

Jak poinformowali współpracownicy opozycjonistki, z którą udało im się wreszcie skontaktować, całą trójkę siłą przepychano przez białoruską kontrolę graniczną. Opozycjoniści nie chcieli wyjeżdżać z kraju, ponieważ obawiali się, że nie będą już mogli powrócić.

Ostatecznie okazało się, że na Ukrainę udali się jedynie Kraucou oraz Radniankou. Kalesnikawa zdecydowała się bowiem na desperacki krok – w obecności białoruskich pograniczników… podarła własny paszport, co sprawiło, że nie mogliby jej już przepuścić dalej pogranicznicy ukraińscy.

W tej sytuacji ludzie, którzy przywieźli ją na przejście graniczne (opozycja podejrzewa, że byli to funkcjonariusze KGB) z powrotem wsadzili ją do samochodu i odjechali. Oficjalnie Kaleśnikawa została bowiem zatrzymana za próbę „nielegalnego przekroczenia granicy”.

Natomiast Kraoucou i Radniankou przekroczyli granicę całkowicie legalnie, co potwierdził Radiu Swaboda rzecznik prasowy białoruskich wojsk granicznych Anton Byczkouski. Tymczasem białoruska telewizja państwowa od rana utrzymuje, że cała trójka „usiłowała pod osłoną nocy nielegalnie zbiec z kraju”.

Białoruś: Rada Koordynacyjna żąda uwolnienia porwanych

Białoruska opozycyjna Rada Koordynacyjna zażądała wczoraj uwolnienia należącej do jej prezydium Maryi Kalesnikawej i pozostałej dwójki porwanych, a także umożliwienia powrotu do kraju trojgu innych opozycjonistów, w tym  liderki – Swiatłany Cichanouskiej. KE zażądała natomiast odstąpienia od zastraszania obywateli.

Kaleśnikawa już oficjalnie zatrzymana

Zdaniem reżimowych mediów Kalesnikawą udało się pogranicznikom zatrzymać, podczas gdy „pozostałych dwóch mężczyzn uciekło na Ukrainę”. „Kalesnikawa znajdowała się w samochodzie. Dosłownie wyrzucono ją z pojazdu. Została zatrzymana” – relacjonował rządowy dziennikarz.

Nie pokazano jednak żadnych nagrań z tej sytuacji, podczas gdy wszystkie białoruskie przejścia graniczne są wyposażone w gęstą sieć monitoringu i nie raz w mediach pokazywano nagrania z różnych incydentów czy wypadków na granicy.

To, że białoruskie służby starały się siłą deportować Kaleśnikawą potwierdził ukraiński wiceminister spraw wewnętrznych Anton Heraszczenko. „Celem władz Białorusi jest pokazanie, że liderzy opozycji rzekomo porzucają setki tysięcy protestujących przeciwko reżimowi Łukaszenki i uciekają na Ukrainę. Maryja Kaleśnikawa jest jednak odważną kobietą i podjęła działania, które uniemożliwiły deportowanie jej na Ukrainę” – powiedział Heraszczenko.

Ukraińskie media także potwierdzają, powołując się na źródło w ukraińskich służbach granicznych, że białoruska opozycjonistka podarła własny paszport, czym mocno skonfundowała  funkcjonariuszy z Białorusi.

Białoruś: Kolejna niedziela masowych protestów 

Wczoraj – cztery tygodnie po sfałszowanych wyborach prezydenckich – w Mińsku znów protestowało ponad 100 tysięcy ludzi domagając się ustąpienia prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Grupy nieumundurowanych mężczyzn brutalnie atakowały manifestantów.

Władze Białorusi chcą rozmontować Radę Koordynacyjną

Białoruskie władze od dłuższego czasu starają się nie zatrzymywać najważniejszych przedstawicieli białoruskiej opozycji (chętnie zaś zatrzymują zwykłych uczestników protestów), ale zmuszać ich do wyjazdu zagranicę.

Krótko po wyborach zastraszono główną rywalkę Łukaszenki. Gdy poszła złożyć protest przeciw wyborczym fałszerstwom w Centralnej Komisji Wyborczej, to w gabinecie szefowej CKW Lidii Jermoszyny czekali też dwaj oficerowie KGB.

Pokazali oni Swiatłanie Cichanouskiej zrobione z ukrycia zdjęcia jej ukrytych na Litwie dzieci oraz straszyli zrobieniem krzywdy jej przebywającemu w areszcie mężowi, popularnemu blogerowi Siarhiejowi Cichanouskiemu. Swiatłanę Cichanouską wywieziono krótko potem na Litwę, gdzie przebywa do dziś.

Z kolei w nocy z niedzieli (6 września) na poniedziałek białoruskie służby wywiozły inną członkinię Rady Koordynacyjnej Wolhę Kawalkową na granicę z Polską. Opozycjonistkę najpierw zatrzymano i straszono wieloletnim ciężkim więzieniem, a potem z zasłoniętą twarzą, na podłodze samochodu, wywieziono na pas ziemi niczyjej między Polską a Białorusią.

Kawalkowa przekroczyła więc granicę z Polską, a potem wsiadła w rejsowy bus relacji Mińsk-Warszawa i tak dotarła do polskiej stolicy. „Wszystko, co się działo w ostatnich tygodniach na Białorusi, uważam za tortury” – mówiła już w Warszawie. Z kolei szef kancelarii polskiego premiera Michał Dworczyk zapewnił, że Kawalkowa otrzyma pomoc polskich władz.

Białoruś twierdzi, że polski ambasador wywiózł członka opozycyjnej Rady Koordynacyjnej. Warszawa dementuje

Chodzi o Pawła Łatuszkę, niegdyś prominentnego członka władz Białorusi, który ostatnio przeszedł na stronę antyłukaszenkowskiej opozycji. W nocy przyjechał on do Polski. Według strony białoruskiej – z pomocą naszych dyplomatów. Polski MSZ to jednak dementuje.

W Polsce także Paweł Łatuszka

W Polsce przebywa także inny z członków Rady Koordynacyjnej, były białoruski ambasador m.in. w Polsce, Francji i Hiszpanii, a potem nawet minister kultury Paweł Łatuszka, który w sierpniu przeszedł na stronę opozycji.

Białoruskie władz informowały, że miał on przekroczyć granicę z pomocą polskich służb, a osobiście wywozić miał go w samochodzie na dyplomatycznych numerach polski ambasador w Mińsku Artur Michalski. Władze w Warszawie jednak to zdementowały.

Paweł Łatuszka granicę przekroczył bowiem w normalnym trybie, a do Polski przyjechał na zaproszenie organizatorów Forum Ekonomicznego w Krynicy, które jednak w tym roku wyjątkowo z powodu pandemii odbywa się w Karpaczu.

Nie ma jednak pewności czy białoruskie służby pozwolą Łatuszce na powrót do kraju. Niedawno odmówiono prawa wjazdu zwierzchnikowi kościoła katolickiego na Białorusi abp. Tadeuszowi Kondrusiewiczowi, choć jest on obywatelem Białorusi. O tym, że hierarcha kościelny jest na tzw. czarnej liście „niewjezdnych” poinformował sam Aleksander Łukaszenka.