Białoruś: Aresztowani opozycjoniści uznani za więźniów politycznych

(Od lewej) Maksym Znak, Maryja Kalesnikawa i Ilja Salej, źródło: Twitter/Franak Viačorka (@franakviacorka)

(Od lewej) Maksym Znak, Maryja Kalesnikawa i Ilja Salej, źródło: Twitter/Franak Viačorka (@franakviacorka)

Białoruskie organizacje pozarządowe oficjalnie uznały zatrzymanych w ostatnich dniach działaczy opozycyjnych za więźniów politycznych. Chodzi o jedną z liderek opozycji Maryję Kalesnikawą oraz dwoje wspierających opozycjonistów prawników.

 

 

Cała trójka została aresztowana w tym tygodniu. Maryję Kalesnikawą w poniedziałek (7 września) w Mińsku zatrzymali zamaskowani, ale nieumundurowani mężczyźni. Prawie dobę później okazało się, że zawieziono ją na granicę białorusko-ukraińską i usiłowano zmusić do opuszczenia kraju.

Ujawnili to dwaj inni działacze opozycyjni Iwan Kraucou i Anton Radniankou. Obaj zostali wbrew ich woli odprawieni na granicy przez białoruskich pograniczników i odstawieni pod ukraiński posterunek. Nie mając innego wyjścia udali się na stronę ukraińską, a potem do Kijowa.

Jak opowiedzieli potem dziennikarzom, Kalesnikawa nie dała się wydalić z Białorusi. W samochodzie, którym ją przywieziono na granicę dostrzegła własny paszport i… podarła go. Dzięki temu nie mogła przejść odprawy granicznej.

Z powodu desperackiego działania Kalesnikawej, mężczyźni, którzy przywieźli ją na granicę, zabrali opozycjonistkę z powrotem w nieznanym kierunku. Słowa białoruskich opozycjonistów potwierdził też ukraiński wiceminister spraw wewnętrznych Anton Heraszczenko.

Białoruś: Maryja Kalesnikawa odnaleziona na granicy z Ukrainą. Nie dała się wyrzucić z kraju

Jedna z liderek białoruskiej opozycji została 7 września zatrzymana i wywieziona w nieznane miejsce przez zamaskowanych, ale nieumundurowanych mężczyzn.

Kalesnikawej grożono śmiercią

O dalszym losie Kalesnikawej opowiedziała dziś (10 września) jej prawniczka Ludmiła Kazak. Ponieważ Kalesnikawej nie udało się zmusić do wyjazdu na Ukrainę, oficjalnie aresztowano ją za próbę „nielegalnego przekroczenia granicy”. Według białoruskiej państwowej propagandy opozycjoniści sami uciekają z kraju, a w przypadku Kalesnikawej „ucieczkę” udało się udaremnić.

Jak poinformowała Kazak, jej klientkę najpierw usiłowano zmusić do samodzielnego wyjazdu na Ukrainę. W tym celu funkcjonariusze KGB (bo to oni stali za jej uprowadzeniem) mieli wywierać na Kalesnikawą silną presję psychiczną.

Grożono jej długoletnim, nawet 25-letnim więzieniem, a także stosowaniem wobec niej przemocy podczas pobytu w więzieniu. Ona jednak nie uległa tej presji i żądała powiadomienia o porwaniu jej adwokatów i rodzinę.

W tej sytuacji KGB zmieniło taktykę. Funkcjonariusze zaczęli Kalesnikawej grozić śmiercią. „Wypowiadano groźby pozbawienia mnie życia, które przyjmowałam jako realne. W szczególności powiedziano mi, że jeśli nie opuszczę dobrowolnie terytorium Republiki Białoruś, i tak zostanę wywieziona: żywa albo w kawałkach” – napisała w ujawnionym przez Kazak liście Kalesnikawa.

Kagiebiści ostatecznie siłą wsadzili ją do samochodu, a na głowę założyli jej worek. W ten sposób zawieźli ją do miejscowości Aleksandrouka w obwodzie homelskim, gdzie znajduje się przejście graniczne z Ukrainą.

Kalesnikawa oświadczyła w liście, że żąda wszczęcia postępowania karnego wobec funkcjonariuszy KBG, którzy się nad nią znęcali. Zapewniła, że jest w stanie wszystkich z nich rozpoznać oraz złożyć szczegółowe zeznania w tej sprawie.

Białoruś: Cichanouska przed Radą Europy, Łukaszenka przed rosyjskimi dziennikarzami

W rozmowie z rosyjskimi mediami Aleksander Łukaszenka miał stwierdzić, że „może trochę się zasiedział na stanowisku prezydenta”.

Opozycyjni prawnicy w areszcie

Krótko po zatrzymaniu Kalesnikawej, białoruskie służby zatrzymały także dwóch związanych z opozycją prawników – Maksyma Znaka oraz Ilję Saleja. Pierwszy z nich reprezentuje prawnie główną rywalkę Aleksandra Łukaszenki w sierpniowych wyborach Swiatłanę Cichanouską, która przed represjami schroniła się na Litwie.

Postawiono im zarzuty działań na szkodę bezpieczeństwa państwa. Jak się dziś okazało ten sam zarzut postawiono także Kalesnikawej. Białoruskie organizacje pozarządowe oficjalnie jednak uznały całą trójkę za więźniów politycznych.

Pod datowanym na dziś oświadczeniem podpisali się szefowie m.in. takich organizacji jak Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”, Niezależne Zrzeszenie Dziennikarzy czy białoruski Pen Club.

„Kategorycznie nie zgadzamy się z taką prawną kwalifikacją działań Kalesnikawej, Znaka i Saleja i wszystkich członków prezydium Rady Koordynacyjnej, uważamy je za sztuczne, tendencyjne, nie odpowiadające charakterowi i zadaniom Rady oraz jawnie umotywowane politycznie” – głosi komunikat.

Dodano w nim, że całą trójkę opozycjonistów „zatrzymano całkowicie nielegalnie”. „Oświadczamy, że uznajemy Kalesnikawą, Znaka i Saleja za więźniów politycznych i żądamy ich natychmiastowego uwolnienia oraz zakończenia prowadzonej wobec nich sprawy. Żądamy także wypuszczenia z więzień innych osób, które zatrzymano z powodów politycznych” – czytamy w oświadczeniu.

Swiatłana Cichanouska w Polsce: "Białorusinom trzeba dać głos i władzę"

Swiatłana Cichanouska w środę (9 września) będzie przebywać z wizytą w Warszawie. 

Aleksijewicz: Nie wyjadę z Białorusi

Zatrzymanie Kalesnikawej, Znaka i Saleja oznacza, a także wcześniejsze zmuszenie do wyjazdu z kraju innych działaczy opozycyjnych (np. przebywającej w Polsce Wolhy Kawalkowej) oznacza, że na wolności oraz na terenie Białorusi przebywa już tylko jedna osoba wchodząca w skład prezydium opozycyjnej Rady Koordynacyjnej – pisarka i laureatka literackiej Nagrody Nobla Swiatłana Aleksijewcz.

Poinformowała ona jednak wczoraj (9 września), że jest śledzona niemal od czasu przeprowadzonych 9 sierpnia wyborów prezydenckich i obawia się o własne bezpieczeństwo. Niezależnemu tygodnikowi „Nasza Niwa” opowiedziała o tym, że nieznani ludzie nachodzą ją nawet w jej mińskim mieszkaniu.

„Bez końca dzwonili do moich drzwi. Bałam się otworzyć. Byli zamaskowani i nie widziałam ich twarzy. Siłą jednak nie weszli. Myślę, że władze chciałyby, abym też wyjechała z kraju. Ale ja nie mam zamiaru tego robić” – powiedziała.

Dodała, że weszła w skład Rady Koordynacyjnej, ponieważ uważa, że o przyszłości Białorusi powinny zadecydować rozmowy między opozycją a władzami. „Chcieliśmy tylko, żeby nie było rozdarcia w społeczeństwie”. A społeczeństwo oczekuje, że władza będzie z nim rozmawiać” – stwierdziła.

I dodała: „Łukaszenka mówi, że nie będzie rozmawiać z ulicą, ale ulica to społeczeństwo. Tam są nauczyciele, lekarze, pracownicy IT, ludzie ze wszystkich grup społeczeństwa. To arogancja władzy doprowadza do rozdarcia, a nie ludzie na ulicy z balonami i kwiatami. Chociaż próbuje się z nich zrobić narkomanów i zabójców. Cały świat widzi twarze tych ludzi. Idą z małymi dziećmi. Mówią: chcemy porozmawiać, nie chcemy wojny w swoim kraju.”

Aby okazać wsparcie noblistce do jej mieszkania pojechali wczoraj z wizytą dyplomacji z kilku państw UE, w tym z Polski, Litwy, Czech czy Szwecji. Polskę reprezentował wiceambasador Marcin Wojciechowski.

Prześladowanie pisarki ostro potępił inny znany białoruski pisarz Uładzimir Arłou. „W innych krajach z ludźmi, którzy zostali laureatami nagrody Nobla, władze konsultują się jak wyjść z zaistniałej trudnej sytuacji. U nas Aleksijewicz wzywano do Komitetu Śledczego na przesłuchanie” – powiedział.