Astroturfing w niemieckiej kampanii wyborczej?

źródło: flickr.com

Belgijski analityk mediów społecznościowych Nicolas Vanderbiest ostrzega przed manipulacjami w niemieckiej kampanii wyborczej.

 

Kontrwywiad nie wystarczy, by przeciwstawić się fali fake news lub by obronić się przed zagrożeniem hakerskim – Vanderbiest powiedział w wywiadzie dla agencji Reutera. O wiele bardziej istotne jest zbadanie, kto wypuszcza i przekazuje pogłoski o politykach w portalach społecznościowych – dodaje.

Fałszywe informacje stają się niebezpieczne, kiedy przenikają do mediów głównego nurtu. Do takiej sytuacji dochodzi zazwyczaj w momencie, kiedy dziennikarze stwierdzają, że jakaś informacja jest bardzo często wyświetlana i budzi ogromne zainteresowanie wśród użytkowników portali społecznościowych.

Ochrona przed fałszywymi wiadomościami

Z tego powodu naukowiec z belgijskiego Uniwersytetu w Leuven wzywa do ponownego przeanalizowania strategii obrony przed fałszywymi informacjami. Sam Vanderbiest specjalizuje się w tzw. „kładzeniu sztucznej trawy” czyli astroturfingu. Nazwa jest aluzją do amerykańskiej firmy, która sprzedaje sztuczną murawę. Co za tym stoi? Sztuczna murawa jedynie pozoruje porost i ogromną liczbę źdźbeł trawy. Według Vanderbiesta dokładnie tak samo działają radykalne polityczne grupy, które są aktywne w sieciach społecznych, kiedy starają się manipulować używając różnych sztuczek, takich jak automatyczne „boty”, czy działacze społeczni, którzy wywołują nagonki.

Zamiast dementować fałszywe wiadomości, ekspert znalazł sposób jak prześledzić pochodzenie plotki. Swoje działania zaprezentował już podczas francuskiej kampanii wyborczej. W ciągu kilku godzin znalazł pod hashtagiem „#MacronLeaks” wiele kompromitujących informacji dotyczących dzisiejszego prezydenta Emmanuela Macrona. Stał za nimi jeden z działaczy prawicowych, przebywający w Stanach Zjednoczonych, do którego dołączyli potem francuscy narodowcy. Tuż po tym, jak źródła zostały zidentyfikowane, atak zakończył się.

Problemem mediów społecznościowych jest to, że czytelnik nie posiada wszystkich informacji koniecznych do oceny wiadomości – mówi Vanderbiest. „Nie żyjemy w świecie prawdy, tylko w świecie rządzącym się prawdopodobieństwami”.

Znaczenie filmików rośnie

Dopóki te najbardziej absurdalne historie są udostępniane tylko w środowisku skrajnie prawicowych lub lewicowych użytkowników, nie wyczerpują swojego potencjału szkodliwości – tłumaczy Vanderbiest. „Staną się niebezpieczne wtedy, gdy przekroczą granice jednej opcji politycznej”. Na przykład we Francji doszło do tego, że blogi poważnych użytkowników próbowały szerzyć pogłoski, o których wspominali komentujący czytelnicy. Później działacze typu „Astroturfer” odwoływali się do rozprzestrzenianej pogłoski i mówili, że czytali o tych informacjach w szanowanych mediach. W ten sposób wytwarzali wiarygodność plotki, która w takiej sytuacji z łatwością mogła trafić do szerszego grona odbiorców. Nie tylko zostaje ona wtedy publikowana przez poważne portale społecznościowe, ale także zostaje rozpowszechniana przez zwykłych użytkowników.

„Filmy, które podważają wiarygodność kandydatów coraz bardziej zyskują na znaczeniu” – obserwuje Vanderbiest. Przykładowo podczas francuskiej kampanii wyborczej udostępniano wideo przedstawiające Macrona, który zaraz po przywitaniu się z robotnikami umył ręce. Przesłanie manipulacji było jasne: liberalny kandydat uznał uścisk dłoni z robotnikami za uwłaczający. Jednak pierwotny kontekst tych dwóch scen był zupełnie inny.

Czy Niemcy powinni się obawiać?

Vanderbiest przyznaje, że w wyborach do Bundestagu nie ma takiej polaryzacji jak we Francji, USA, czy kampanii wyborczej w Wielkiej Brytanii. Niemniej jednak Niemcy nie powinni czuć się bezpiecznie – ostrzega. „Niebezpieczeństwo polega na tym, że nieprawdziwe informacje są ciągle celowo rozpowszechniane i mogą prowadzić do podważenia zaufania do demokratycznych instytucji i decyzji, które są przez nie podejmowane”. Zamierzony efekt nie zawsze osiągany jest natychmiastowo, czasami może nastąpić znacznie później.

„Nawet decyzja o brexicie nie zapadła nagle” – mówi Vanderbiest. Wielu Brytyjczyków od lat słuchało manipulowanych opowieści oczerniających Unię Europejską, tak że na końcu uwierzyli w to, w co chcieli wierzyć.