Armenia i Azerbejdżan znów walczyły o Górski Karabach. Rosja wynegocjowała wstrzymanie ognia

Ormiański oddział wojskowy w rejonie Górskiego Karabachu, źródło: Wikipedia/ԶԻՆՈՒԺ MEDIA (CC BY 3.0)

Ormiański oddział wojskowy w rejonie Górskiego Karabachu, źródło: Wikipedia/ԶԻՆՈՒԺ MEDIA (CC BY 3.0)

Ustała trwająca od kilku dni wymiana ognia na granicy między Armenią a Azerbejdżanem w rejonie spornego Górskiego Karabachu. Rozejm pomogła wynegocjować Rosja. Zarówno Erywań, jak i Baku informują o ofiarach śmiertelnych po swojej stronie.

 

Najnowsze starcia armeńsko-azerbejdżańskie wybuchły pod koniec ubiegłego tygodnia. O sprowokowanie wymiany ognia Erywań i Baku oskarżają się wzajemnie. Według strony armeńskiej to azerbejdżańscy żołnierze próbowali wkroczyć na terytorium kontrolowane przez Ormian i zostali odparci. Azerbejdżan przekonuje zaś, że jego wojska stacjonujące w przygranicznych dystryktach zostały zaatakowane.

Paszynian rozmawiał z Putinem

Wymiana ognia trwała aż do wczoraj (16 listopada), a obie strony informowały o stratach. Azerbejdżan podał, że siedmiu jego żołnierzy zginęło, a 10 zostało rannych. Z kolei Armenia miała stracić 15 ludzi, a 12 zostało wziętych do niewoli.

W mediację w sprawie konfliktu zaangażowała się Rosja, którą poprosiły o to władze w Erywaniu. Armeński premier Nikol Paszynian zadzwonił w tym celu do prezydenta Rosji Władimira Putina i powołał się na obowiązującą od 1987 r. umowę o wspólnej obronie. Potem rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu odbył rozmowy ze swoimi odpowiednikami w Armenii i Azerbejdżanie.

Szczegółów wszystkich rozmów nie podano do publicznej wiadomości, ale ostrzał ustał wczoraj późnym popołudniem i rozejm utrzymywał się przez cały dzisiejszy dzień. Ale napięcie w regionie Górskiego Karabachu wciąż jest wysokie.

Armenia: Przedterminowe wybory wygrywa partia dotychczasowego premiera

Nikol Paszynian władzę utrzymał, ale stracił w parlamencie część przewagi nad opozycją.

Ubiegłoroczna wojna o Górski Karabach

Armenia i Azerbejdżan spory o ten teren prowadzą od końca lat 80. XX wieku, a wraz z uzyskaniem w kolejnej dekadzie przez oba te kraje niepodległości spory przerodziły się w konflikt zbrojny wygrany przez Armenię, która odtąd kontrolowała obszar Górskiego Karabachu, choć formalnie funkcjonowała tam niezależna, nieuznawana międzynarodowo republika.

Niemal dokładnie rok temu Azerbejdżan – w którym trauma przegranej niemal trzy dekady wcześniej wojny była bardzo silna – zdecydował się jednak w końcu na zbrojną próbę przejęcia kontroli nad spornym obszarem.

Ponieważ przez ostatnie lata, dzięki pieniądzom zarobionym na eksporcie ropy naftowej i gazu, a także wydatnej pomocy sojuszniczej Turcji (z którą Armenia nie utrzymuje relacji dyplomatycznych) Azerbejdżan bardzo unowocześnił swoją armię, Baku szybko zaczęło w konflikcie dominować. A trwające sześć tygodni walki pozbawiły życia ponad 6,5 tys. osób.

Górski Karabach: Rozejm przerwany, znów wymiana ognia między Ormianami a Azerami

Kolejny incydent zbrojny w rejonie Górskiego Karabachu. Armenia i Azerbejdżan wzajemnie oskarżają się o jego sprowokowanie. Tymczasem na defiladzie zwycięstwa w Baku prezydent Azerbejdżanu sugerował kolejne roszczenia terytorialne wobec Armenii.

 

Rozejm w Górskim Karabachu trwa od miesiąca. Wcześniej przez półtora miesiąca …

Rosyjskie siły w rejonie Górskiego Karabachu

Dzięki przewadze w powietrzu szybko udało się bowiem zneutralizować artylerię armeńską, a wojska azerbejdżańskie pewnie zmierzały ku karabaskiej stolicy – miastu Stepanakert. Władze w Erywaniu zwróciły się wówczas o pomoc do Rosji, która jednak zobowiązana jest jedynie do obrony samej Armenii, ale już nie Górskiego Karabachu.

Moskwa pomogła jednak wynegocjować rozejm, ale za wysoką cenę utraty przez Ormian kontroli nad częścią terytorium karabaskiego oraz trzema powiatami, które przed wojną z lat 90. XX wieku były zamieszkane niemal wyłącznie przez Azerów, ale ze względów strategicznych zostały zajęte przez Ormian zaś dotychczasowych mieszkańców wygnano, co pogłębiło późniejszą traumę w Azerbejdżanie.

Rosja pozostawiła też w regionie 2 tys. swoich żołnierzy jako pilnujące wstrzymania ognia siły rozjemcze, które nadzorowały m.in. drożność tzw. Korytarza Laczyńskiego, czyli trasy, która łączyła pozostają pod kontrolą Ormian obszary Górskiego Karabachu (łącznie ze Stepanakertem) z Armenią. Rosjanie mają pozostać w tym rejonie co najmniej do 2025 r.

Do powstrzymania się od eskalacji konfliktu wezwały także Armenię i Azerbejdżan Unia Europejska i ONZ. Podobnie zrobiła Francja, która z racji tego, że nad Sekwaną mieszka duża ormiańska diaspora, jest żywo zainteresowana sytuacją na Zakaukaziu.