Komisja Geopolityczna: Globalne wyzwania przed drużyną Ursuli von der Leyen

Ziemia geopolityka debata Komisja Geopolityczna

Geopolityka Europy

Z miesięcznym opóźnieniem i w składzie 27 komisarzy – bez brytyjskiego delegata – nowa Komisja Europejska pod wodzą Ursuli von der Leyen rozpoczęła pracę 1 grudnia. Nowa przewodnicząca określiła ją mianem geopolitycznej. Co to znaczy?

 

Żyjemy w ciekawych czasach. Liberalna demokracja miała być końcem historii, który swą magnetyzującą siłą przyciągnie kolejne kraje świata. Unia Europejska stanowiła wymarzony przejaw tego dobrze rozumianego końca, zaś jej kolejne państwa członkowskie miały żyć w szczęściu, pokoju i dobrobycie – razem, długo i szczęśliwie. Jednak rzeczywistość wyrwała Europę z letargu pod koniec zeszłej dekady – z jednej strony Rosja najechała na Gruzję, która właśnie próbowała stać się kolejnym potwierdzeniem wizji Fukuyamy. Z drugiej, wybuchł kryzys gospodarczy.

Potem piętrzyły się kolejne komplikacje – tzw. kryzys migracyjny, dyskusyjne rozwiązania ww. problemów oferowane przez UE (polityka zaciskania pasa i obowiązkowe kwoty relokacji uchodźców). Wielu polityków dostrzegło w tych kryzysach okazję do zagrania na ludzkich lękach i niechęciach dla politycznego zysku. I tak fala populizmu zalała Europę powodując narastającą polaryzację społeczeństw i rozsadzając Europę od środka.

Poza Europą też wiele się działo: wybuch Arabskiej Wiosny, która była jedną z przyczyn wojny w Syrii, wzrost Daesz, zajęcie przez Rosję Krymu i wojna w Donbasie, nieprzewidywalne Stany Zjednoczone oraz wzrastające Chiny oplatające świat pajęczyną swoich inwestycji.

Co w tym kontekście znaczy „geopolityczność” Komisji Europejskiej?

Zapis debaty EURACTIV.pl pt. „Komisja geopolityczna – Globalne wyzwania przed drużyną Ursuli von der Leyen”


Geopolityczna Komisja Europejska

Przede wszystkim chodzi o wzmocnienie pozycji Europy na arenie globalnej. Unia Europejska jest drugą największą gospodarką na świecie, jeśli zsumować wielkości gospodarek państw członkowskich. Gdyby zintegrować wysiłki w tej – gospodarczej – dziedzinie, ale też na innych polach, Europa ma szansę stać się prawdziwie globalnym graczem.

Jest to cel, który – ujęty na tym stopniu ogólności – rzeczywiście łączy wszystkie państwa członkowskie. Dzielą je jednak wizje tego, jakimi sposobami nasze znaczenie zwiększać. W zakresie polityki międzynarodowej, na której tu się koncentrujemy, państwa różnią interesy związane z kontekstem geograficznym – trudno wymagać, by relacje z Ukrainą były dla Hiszpanii priorytetowe, ale też, aby relacje z Marokiem spędzały sen z powiek Warszawie.

Von der Leyen zdaje sobie sprawę z wyzwań, przed jakimi stoi dziś Unia Europejska, zarówno płynących od środka, jak i z zewnątrz. Proponuje konstruktywne i wyważone podejście opierające się na tym, co Europę wyróżnia w świecie – czyli na miękkiej, odpowiedzialnej sile oraz na multilateralizmie. „Świat potrzebuje dziś naszego przywództwa bardziej niż kiedykolwiek – przywództwa w dalszym angażowaniu się na świecie jako odpowiedzialnego gracza; naszego przywództwa jako siły pokoju i pozytywnej zmiany” – mówiła w swojej przemowie inauguracyjnej w Parlamencie Europejskim.

Bałkany Zachodnie i rozszerzenie UE

Multilateralizm i odpowiedzialne przywództwo oparte na wartościach to modus operandi. Do tego dochodzą konkretne priorytety strategiczne – jako pierwszy nowa przewodnicząca wymienia otwarte drzwi dla Bałkanów Zachodnich. Jednak, jak unaoczniło to październikowe weto Francji, Danii i Holandii dla rozpoczęcia rozmów akcesyjnych z Macedonią Płn. i Albanią, dobra wola Komisji Europejskiej nie jest tu rozstrzygająca. Dodatkowo, Emmanuel Macron zaproponował państwom członkowskim zmianę paradygmatu rozszerzenia, który – jeśli zostałby wdrożony – znacznie oddaliłby perspektywę członkostwa jakimkolwiek państwom kandydackim. Widać racjonalne przesłanki przemawiające za elementami tej propozycji, która obejmuje przechodzenie kolejnych etapów unijnego „wtajemniczenia”, gdzie każdy kolejny poziom integracji wiązać się będzie z możliwością udziału w kolejnych programach wspólnotowych i korzystaniu z kolejnych źródeł finansowania.

Jednak pacta sunt servanda. Macedonia, od lutego br. Północna, swoich zobowiązań wobec Grecji i społeczności międzynarodowej (UE i USA) dotrzymała, wiele dla europejskiej ścieżki poświęcając. Trudno sprzeciwić się wetu wobec pogrążonej w wewnętrznym kryzysie Albanii. Jednak z powodu asymetrii obu aplikacji opcją na stole było rozłączenie wniosków akcesyjnych tych dwóch państw. Dlatego dobrze teraz, by von der Leyen na początek przećwiczyła zapowiadany multilateralizm i odpowiedzialne przywództwo w rozmowach z Paryżem.

Rozszerzenie to też przede wszystkim decyzja polityczna, w tym wypadku geopolityczna. Dobrze ujął to grecki premier Kyriakos Mitsotakis w niedawnym wywiadzie dla Financial Times: „Czy Grecja była gotowa do akcesji? Kto wie. (…) Ale była to decyzja geopolityczna, najważniejsza decyzja dla przyszłości mojego kraju”.

Stosunki UE – USA

Relacje Unii Europejskiej z USA nie są dziś łatwe, w dużej mierze przez nieprzewidywalność Donalda Trumpa. To, w czym jest on jednak przewidywalny to jego zorientowanie na zysk gospodarczo-finansowy. Dla Trumpa współpraca z Europą jest ważna, dopóki Europa jest silnym partnerem albo o ile może na niej zarobić.

Von der Leyen podkreśla wagę relacji z Waszyngtonem: „Dzielimy ten sam los z naszymi partnerami transatlantyckimi. Tak, pojawiają się na naszej drodze problemy – nie ma wątpliwości. Jednak nasze więzy przetrwały próbę czasu” – mówiła w Strasburgu. W lipcowym wywiadzie dla „La Reppublica” i „Sueddeutsche Zeitung” wspomniała, że chciałaby by “nasi amerykańscy przyjaciele nigdy nie zapominali, że nasze miejsce jest po tej samej stronie stołu”.

Kwestia USA jest powiązana z NATO. Podejście do unijnej obrony jest jedną z obecnie głównych kości niezgody wewnątrz UE. Z jednej strony mamy – a jakże – Francuzów, którzy mówią o „autonomii strategicznej” Europy i zakończeniu z uzależnieniem od niepewnych Stanów Zjednoczonych. Trudno poprzeć to stanowisko, bowiem mówienie o autonomii od jej osiągnięcia dzielą dziesiątki lat i setki miliardów euro, o ile jest ono w ogóle możliwe. Warto natomiast zwiększać europejskie wydatki na obronę i wzmacniać wewnętrzną współpracę, bez konieczności dezawuowania NATO krytyką taką jak zgotował Sojuszowi ostatnio Macron mówiąc o jego „śmierci mózgowej”.

Polska ma zupełnie inne podejście – my chcemy widzieć USA jako naszego „partnera strategicznego”, mimo niezaprzeczalnej asymetrii tej relacji. Jesteśmy skłonni do hojnych zakupów, by przypodobać się Waszyngtonowi oraz nadskakiwać amerykańskiemu prezydentowi obietnicami zbudowania w Polsce „Fortu Trump”. W ramach Sojuszu Polska szczególnie dba jednak o relacje bilateralne z USA, często pomijając w rozmowach NATO-wskie struktury. Dlatego też wydaje się, że NATO jest po prostu przede wszystkim jedną z platform naszej demonstracji poparcia dla Waszyngtonu, biorącego się z realistycznego bądź co bądź twierdzenia, że jeśli by – co jest akurat mało realne – zaatakowała nas Rosja, obrona kolektywna w imię art. 5 traktatu waszyngtońskiego będzie efektywna tylko i wyłącznie, jeśli zaangażują się w nią Stany Zjednoczone.

Marc Leonard, dyrektor think tanku ECFR, uważa, że jest też trzecie podejście, które przypisuje Niemcom, i nazywa je „strategiczną cierpliwością”. Jego zdaniem Berlin czeka na zmianę władzy w Waszyngtonie, kiedy to wszystko ma wrócić do normy. I podsumowuje, że jedyny sposób, aby powyższe trzy wizje pogodzić, to zwiększyć europejskie wydatki w ramach NATO, by UE była lepszym partnerem USA.

Stosunki Unia Europejska – Rosja

We wszystkich postanowieniach końcowych szczytów NATO od 2014 r. kraje europejskie były zgodne, co do tego, że Rosja pozostaje zagrożeniem dla Sojuszu Transatlantyckiego. Przywódcy 29 krajów NATO powtórzyli to zgodnie na dopiero co zakończonym, jubileuszowym szczycie w Londynie. Zatem na poziomie instytucjonalnym stosunek do Rosji pozostaje od pięciu lat bez zmian.

Inaczej na poziomie politycznym. Cała Europa, ale szczególnie Polska i kraje bałtyckie, dostała gęsiej skórki, gdy Emmanuel Macron wezwał w niedawnym wywiadzie dla tygodnika „Economist” do dialogu z Rosją. Proponuje on oswajanie Moskwy i współpracę w obszarach, gdzie woleliśmy widzieć we wschodnim sąsiedzie przyjaciela niż wroga (walka z terroryzmem, ale też współpraca cyfrowa – co w okolicznościach rosyjskich cyberataków oraz e-interwencji w wybory i referenda m.in. w USA, Wielkiej Brytanii czy Holandii wydaje się niezwykle odważnym pomysłem, eufemistycznie rzecz ujmując).

Wszyscy, nawet Macron – przynajmniej na poziomie deklaracji – są jednak zgodni co do tego, że jakakolwiek rzeczywista współpraca z Rosją i zniesienie obecnych sankcji będzie możliwe dopiero po wypełnieniu postanowień mińskich, które mają prowadzić do zakończenia konfliktu w Donbasie, a także do przywrócenia Ukrainie kontroli nad Krymem.

Von der Leyen nie wymienia Rosji w oficjalnych dokumentach programowych, ani w przemówieniach wygłaszanych od kiedy została nominowana do roli przewodniczącej Komisji. Jednak w ww. wywiadzie powiedziała, że „Kreml nie wybacza żadnych słabości. Z pozycji siły powinniśmy utrzymać obecne sankcje i jednocześnie wciąż oferować możliwość utrzymywania dialogu”.

Z kolei w liście do nowego komisarza ds. polityki sąsiedztwa i rozszerzenia Olivéra Várhelyi’ego wspomina o „zewnętrznym wpływie obecnym w regionie” Bałkanów Zachodnich, który istotnie wzrasta i trzeba go bilansować poprzez wzmacnianie więzi i większe wsparcie dla państw regionu. Choć nie są wymienione, żadną tajemnicą nie jest, że ów zewnętrzny wpływ w regionie wywierany jest głównie przez Chiny i właśnie Rosję.

Relacje UE – Afryka

W programie politycznym von der Leyen wspomina także o Afryce: „chciałabym, by Unia Europejska miała wszechstronną strategię dla Afryki, naszego bliskiego sąsiada i najbardziej oczywistego partnera. To kontynent pełny możliwości oraz potencjału dla współpracy i biznesu. Wkrótce będzie domem dla najmłodszej i najszybciej wzrastającej klasy średniej w Europie, z konsumpcją prywatną na poziomie 2 bilionów euro rocznie do roku 2025. Musimy wyciągnąć jak najwięcej z możliwości politycznych, ekonomicznych i inwestycyjnych, jakie te przemiany spowodują” – pisała przyszła przewodnicząca KE.

To wszystko prawda, jednak należy pamiętać, że w zeszłym roku jej poprzednik Jean-Claude Juncker też bardzo płomiennie wypowiadał się o wypracowywaniu priorytetowego sojuszu UE-Afryka i póki co nic z tego nie wyszło. Oby to się teraz zmieniło. W tej chwili Chiny mają w Afryce inwestycji więcej niż wszystkie pozostałe kraje świata razem wzięte. To kraj ogromnych szans – jak mówi nowa przewodnicząca, ale też ogromnych nierówności i problemów. I zgodnie ze słowami Junckera „Afryka nie potrzebuje naszej jałmużny, ale naszego partnerstwa” – to prawda, dlatego warto wrócić do pomysłów stworzenia Planu Marshalla dla Afryki, i to jeszcze w trakcie trwającego planowania nowych Wieloletnich Ram Finansowych.

Tymczasem von der Leyen udała się do Etiopii w swoją pierwszą podróż pozaeuropejską na nowym stanowisku. Jest to ważny symboliczny gest znaczenia, jakie nowa szefowa unijnej egzekutywy przywiązuje do Afryki.

Wzmocnienie kompetencji Wysokiego Przedstawiciela UE ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa

Geopolityczna Komisja Europejska będzie zatem starała się być bardziej aktywna, ale też asertywna w relacjach z partnerami międzynarodowymi. Nie bez znaczenia ma w tym kontekście powierzenie stanowiska Wysokiego Przedstawiciela UE ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa – i wiceprzewodniczącego KE zarazem (jeden z ośmiu) – do niedawna ministrowi spraw zagranicznych Hiszpanii Josepowi Borrellowi. Nowy szef unijnej dyplomacji jest mocnym i asertywnym graczem o wielkim doświadczeniu politycznym, który słynie z ostrego języka. M.in. przyrównał spotkania unijnych dyplomatów do „doliny łez” – może więc teraz spróbuje to zmienić. Ze względu na wiek i temperament prawdopodobnie będzie mniej niż poprzedniczka podróżował – Mogherini brała udział w każdym możliwym spotkaniu, co z jednej strony dawało poczucie podmiotowego traktowania odwiedzanym miejscom (i budowało międzynarodową rozpoznawalność Włoszki), nie pozostawiało jednak wystarczająco czasu i dystansu na tworzenie spójnej europejskiej strategii i budowanie trwałych koalicji. Tymczasem von der Leyen podkreśla właśnie wagę multilateralizmu, ale też strategicznego myślenia.

Dlatego też daje Borrellowi poszerzone kompetencje, w ramach obowiązujących Traktów. Zasiądzie on na czele jednej z sześciu grup koordynujących działania Komisarzy odpowiedzialnej za priorytet „Silniejsza pozycja Europy na świecie”. Obok tego, również celem lepszej koordynacji polityki zagranicznej oraz zwiększania świadomości na jej temat w całej Komisji Europejskiej, von der Leyen stworzyła nowe kolegialne ciało pomocnicze – Grupę Zewnętrznej Koordynacji (EXCO). Na jej czele zasiądzie Wysoki Przedstawiciel wraz z Doradcą Dyplomatycznym von der Leyen. Nowe ciało wspierane będzie przez Sekretariat Generalny. Tym samym poprawi się koordynacja prac i wymiana wiedzy między KE a Europejską Służbą Działań Zewnętrznych (EEAS). Aby jeszcze ją wzmocnić, wszystkie służby i gabinety komisarzy będą musiały przygotowywać briefingi nt. zewnętrznego wymiaru ich działalności na cotygodniowe spotkania kolegium komisarzy.

Widać zatem, że von der Leyen swoje obietnice „odpowiedzialnego przywództwa globalnego” Unii traktuje poważnie, a za płomiennymi przemówieniami idą konkretne pomysły i kroki. Teraz jeszcze… potrzebujemy strategii.

 

Polecamy:

KE zapowiada 100 mld euro na inwestycje w solidarną transformację energetyczną

Przewodnicząca Komisji Europejskiej poinformowała, że chce dużych inwestycji w działania służące sprawiedliwej transformacji energetycznej. We współpracy z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym (EBI) ma na to zostać przeznaczonych 100 mld euro w ciągu najbliższych 7 lat.

 

Ursula von der Leyen powiedziała po pierwszym …