Vivian Wu: Europo, nie daj się przekupić Chinom!

Mao Zedong / Xi Jinping (Fot: Adnilton Farias/VPR / CC BY 2.0). Opracowanie graficzne: EURACTIV.pl - Wszelkie prawa zastrzeżone

Mao Zedong / Xi Jinping (Fot: Adnilton Farias/VPR / CC BY 2.0). Opracowanie graficzne: EURACTIV.pl - Wszelkie prawa zastrzeżone

Nowy Jedwabny Szlak to korupcja, kłamstwa i populizm. Europa powinna jak najszybciej zadać sobie pytanie, na jaki jeszcze kompromis gotowa jest iść w relacjach z Chinami. Pamiętajcie: nie ma nic za darmo – mówi Vivian Wu, chińska analityczka pracująca w Hong Kongu, w rozmowie z EURACTIV.pl.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Kiedyś były pandy, teraz są maseczki i wentylatory. Co Chiny chcą wskórać „dyplomacją maskową”?

Vivian Wu: Poprzez politykę „maskową” Xi Jinping chce wysłać bardzo jasny przekaz: Chiny są supermocarstwem. Jednak cel nadrzędny wszystkich poczynań Pekinu jest następujący: Xi Jinping musi pozostać u władzy NA ZAWSZE. To jest tak naprawdę jedyny chiński plan.

Czyli silne Chiny pomagają słabym krajom słabej Europy?

Następuje wyraźna zmiana w polityce. Poprzednia retoryka miała dwie główne osie. Pierwszą było to, że Chiny koncentrują się na rozwoju gospodarczym, by wyciągnąć 1,3 mld ludności z ubóstwa. Drugą, że nie są niczyim wrogiem i nie zamierzają szukać przeciwników.

W ostatnich latach rząd koncentruje się na nowym przekazie: oto nadszedł czas, aby Chiny zaczęły mówić własnym głosem oraz zredefiniowały pojęcia i wartości, takie jak. demokracja. Bo przecież dlaczego zawsze demokracja postrzegana jest przez pryzmat jej zachodniego modelu? Chiny w końcu tworzą swój własny – „wyjątkowy” – sposób na demokrację.

Chiny próbują też unaocznić swoim obywatelom – ale też tym spoza kraju, którzy chcą interpretować ich działania pod chińskie dyktando – że Pekin chce mieć większy wpływ na sprawy europejskie. UE debatuje i stara się kreować trendy m.in. w kwestiach ochrony klimatu. Chiny jednak poszukują zupełnie innej, własnej retoryki i bardzo chcą chińskie definicje odróżnić od międzynarodowych, przesiąkniętych „amerykocentryzmem”, przynajmniej zdaniem Pekinu.

Nie ma nic dziwnego w próbie wytyczania własnych ścieżek, także poprzez redefiniowanie pojęć.

Jednak Chiny mają problem, zwłaszcza teraz – po 8 latach panowania Xi Jinpinga, który próbuje zawłaszczyć wszystkie możliwe kompetencje. Tylko on podejmuje decyzje.

Tak to zwykle bywa z reżimami autorytarnymi.

Warto przyjrzeć się Xi Jinpingowi bliżej. Urodzony w Chinach, całe życie spędził w Chinach, bez żadnego „skażenia” literaturą i myśleniem Zachodu. W jego głowie jest tylko jedna droga – Mao Zedong. Pragnie więc zwyciężyć wojnę z Kapitalizmem i z wcieleniem zła Zachodu – Stanami Zjednoczonymi. A przy okazji też z Wielką Brytanią, Francją, Niemcami, wszystkimi.

Xi nie jest też przywiązany do żadnej filozofii. Jego komunizm ma tylko i wyłącznie wymiar pragmatyczny – podążaj za nami, a nakarmimy cię, damy ci pracę i bezpieczeństwo.

Jeśli jednak stoisz na czele totalitarnej dyktatury, to nikt nie udziela ci informacji zwrotnych – nie ma opinii publicznej, mediów, dyskusji z politykami, opozycji, nie ma odpowiedzialności. Nie ma nawet konsultacji z sojusznikami, bo nikomu do końca nie ufasz. W takiej sytuacji cały czas popełniasz błędy. Tak wygląda sytuacja Chin.

Z jednej strony wojna z zepsuciem kapitalizmu, a z drugiej wsparcie państw europejskich w czasach pandemii. Jak to rozumieć?

Xi dostrzega jednocześnie szansę przyjaznych sojuszy z tymi, którym z Trumpem się nie układa lub którzy po prostu z ufnością patrzą na Pekin. To więc żadne zaskoczenie, że chińska pomoc trafiła najpierw do Włoch – w końcu Rzym uznaje Nowy Jedwabny Szlak. Na potrzeby wewnętrzne przekaz jest następujący: Europa nienawidzi Trumpa, warto więc znaleźć sojuszników w Europie.

Po rewizji prawa konstytucyjnego Xi Jingping może pozostać sekretarzem partii komunistycznej na zawsze – kończąc obowiązek przekazania władzy po dwóch kadencjach wykonał rewolucyjny ruch. Oznacza on: nadszedł czas, bym został tu na zawsze i jest to jedyna nadzieja dla Partii Komunistycznej na pozostanie u władzy; nadszedł czas, aby na nowo nakreślić kierunek polityki, nie tylko prawa konstytucyjnego.

W 2009 r., jeszcze jako wiceprezydent Xi powiedział w Meksyku: „Po pierwsze, Chiny nie eksportują rewolucji; po drugie, Chiny nie eksportują głodu i biedy; po trzecie, Chiny nie robią bałaganu w Waszym sąsiedztwie, dlaczego więc patrzycie na nas wrogo?”. Myślę, że ten cytat jest dobrym odzwierciedleniem jego sposobu myślenia – Chiny nie robią nic złego i są niesprawiedliwie okładane przez zachodnich przywódców i opinię publiczną. A przecież chcą tylko wziąć na siebie większą odpowiedzialność, stać się supermocarstwem i – pokojowo – zrównoważyć dominację USA.

A gdzie w jego wizji jest Europa?

To, jakie będzie miejsce Europy, zależy od Europy. Oczywiście Xi Jinping jest arogancki i nie wykazuje zainteresowania słuchaniem informacji zwrotnych, które pojawiają się na poziomie dyplomatycznym.

Ale jakie jest miejsce europejskich przywódców – Ursuli von der Leyen czy niemieckiej kanclerz Angeli Merkel.

O Ursuli von der Leyen nie mówi się w chińskich mediach zbyt wiele. Myślę, że chińscy doradcy do spraw zagranicznych przyjęli taktykę typu „obserwuj i dostosuj się do tego, co zobaczysz” – czekają więc na jej ruchy, analizują i prognozują, jak może się zachować.

Na poziomie dyplomatycznym widoczne było jednak, że w okoliczności koronakryzysu von der Leyen była jednym z niewielu europejskich przywódców, który nie rozmawiał z Xi Jinpingiem. Szefowa Komisji Europejskiej rozmawiała tylko z premierem, ale to dość rutynowa procedura. W doniesieniach mediów państwowych o tej rozmowie telefonicznej między Li Keqiangiem a von der Leyen mówiono tylko: „Chiny bardzo troszczą się o poszkodowanych w Unii Europejskiej. Stojąc ramię w ramię z naszymi europejskimi przyjaciółmi, podejmiemy starania, żeby utworzyć kanał dostarczania środków medycznych”.

Powodem, dla którego premier Li Keqiang dzwonił do Brukseli jest fakt, że von der Leyen jest bardzo dobrą przyjaciółką Angeli Merkel. Kiedy więc szefowa Komisji pojawia się w centrum uwagi chińskich mediów, do ludzi dociera przekaz, że ta pierwsza kobieta-liderka UE jest inteligentna, twarda, dobrze wykształcona i – co najważniejsze – jest bardzo dobrą przyjaciółką Merkel. Wizerunek Angeli Merkel, która prezentowała twarde podejście do Chin, zwłaszcza w odniesieniu do praw człowieka teraz poniekąd przeszedł na Ursulę von der Leyen.

Prawda jest taka, że poza myśleniem supermocarstwowym, Chiny nie mają żadnej strategii. Xi jest przekonany, że jego przekaz jest jasny – „jest bardzo silnym liderem i jedynym decydentem”. Jednak jego myślenie to jedno, z drugiej strony jest kompletny brak doświadczenia międzynarodowego, wiedzy oraz uczciwych i przejrzystych informacji zwrotnych od współpracowników. Jestem pewna, że tak naprawdę nie opracował żadnej wyrafinowanej i dobrze zaprojektowanej strategii na relacje z Brukselą i krajami UE. Stąd też to niejasne i bardzo ostrożne podejście, które przypomina metodę prób i błędów, choć niekoniecznie stanowi naukę.

Jednocześnie Xi zdaje sobie sprawę, że nadszedł czas wyboru sojuszników i planu dyplomatycznego. Trwa czas badania europejskiego gruntu. Wdrażane jest więc łagodne podejście, tak by nie robić sobie więcej przeciwników lub wrogów. Wystarczy największy wróg Chin i największy ból głowy dla Xi – Stany Zjednoczone.

Czyli Chiny pomagają Europie, bo nie mają też lepszego pomysłu na kreowanie własnego wizerunku.

Wierzę, że kiedy zapewniają pomoc, to mają na myśli właśnie to. Ale przecież chodzi też o to, jak ten przekaz jest odbierany przez drugą stronę. Tymczasem świat nie ufa partii komunistycznej, bez względu na to, jak bardzo usiłuje się wybielić przez propagandę.

Chiny bardzo dbają o to jak są postrzegane, tylko nie wiedzą jak na to wpłynąć. Fundamentalną kwestią jest to, że dopóki funkcjonujesz jako reżim totalitarny, bez kontroli, równowagi, przejrzystości, wolności słowa i sądownictwa, to nie zdobędziesz zaufania międzynarodowej społeczności. To jest kwestia, której Chiny nie chcą przyswoić, a potem dziwią się, że mają problem.

Chiny starają się przyciągać inwestycje zagraniczne, oferując wiele korzystnych ulg tym, którzy chcą robić z nimi interesy, ale jednocześnie odmawiają omówienia podstawowych dla wielu partnerów kwestii, takich jak przestrzeganie umów międzynarodowych, które dotyczą respektowania praw człowieka.

To całe spektrum sposobu myślenia Xi jest nie do zaakceptowania dla społeczności międzynarodowej, nie tylko dla UE. Xi Jinping próbuje stworzyć prosperujące i silne Chiny, ale nie wie, jak to zrobić.

Ale Chiny przecież szybko się rozwijają. To już nie to co w przeszłości, ale wciąż PKB rośnie o 6-7 proc. rocznie.

To prawda. Jednak cel jaki przyświeca utrzymywaniu wzrostu sprowadza się tylko do wzbogacania ludzi.

To nie taki zły cel.

Jedynym zmartwieniem Pekinu jest nie sam dobrobyt obywateli, ale to, aby – doceniając sukces państwa i wsparcie poprawy ich poziomu życia – pozostali oni „klientami” rządzących.

Czy jako Europa możemy jakoś otworzyć Pekinowi oczy?

Mam nadzieję, że po koronawirusie nadejdzie czas, kiedy świat zastanowi się nad sposobem, w jaki radzi sobie z Chinami. Bo czy naprawdę powinniście robić interesy z Chinami, nie krytykując Partii Komunistycznej za niedemokratyczne praktyki? Wiele państw na świecie, podobnie jak w UE, zdecydowało się odpuścić i skupić na biznesie.

Można to uznać za zwycięstwo pragmatyzmu nad idealizmem.

Tak, to bardzo pragmatyczne podejście, w którym wszystkie kwestie związane z prawami człowieka traktowane jest jako sprawa wewnętrzna Chin. Świat włącza Chiny do społeczności międzynarodowej bez żadnych uwag, aby bezproblemowo zachować relacje biznesowe.

Nie brakuje krytyków Chin, jednak raczej na poziomie społeczeństwa obywatelskiego i rozmów kuluarowych.

Jest wielu krytyków Chin i systemu komunistycznego. Jednak w wielu kwestiach nie ma konsensusu, jak rzucić Chinom rękawicę. Widziałam wielu aktywistów, takich jak Reporterzy Bez Granic, którzy przyznają, że bez ukrywania przypadków na wczesnym etapie epidemii w Wuhan, koronawirus nie stałby się globalną pandemią, którą mamy teraz. Bez ukrycia patogenu na wczesnym etapie międzynarodowa społeczność medyczna mogłaby mieć szansę na uzyskanie bardziej rzetelnych informacji i lepszą ocenę sytuacji.

Czyli nie chodzi już tylko o dobre samopoczucie Zachodu, które uzyskujemy dzięki skutecznemu wyparciu własnej hipokryzji. Ale też o prawdopodobnie setki tysięcy chorych, których zarażenia moglibyśmy uniknąć, gdybyśmy o pandemii wiedzieli wcześniej.

Świat próbuje traktować Chiny jako uczciwego członka międzynarodowej społeczności, a w efekcie dostaje kłamstwa. WHO zawierzyła statystykom przekazywanym przez Chiny na wczesnym etapie epidemii, a teraz dostaje jej się za to.

Chiny muszą udowodnić, że są godne zaufania, ale jak to miałoby się im udać bez wolności słowa i wolności prasy?

Trump nie ma problemu z krytyką Chin, pomija jednak kwestie praw człowieka i braku wolności.

Trump po prostu odwraca uwagę od swojej własnej niekompetencji – dlatego krytykuje Chiny i WHO. Oczywiście w pewnym stopniu ma też rację – Chiny nie powinny łączyć pochodzenia wirusa z wojskiem USA. Teraz jedyne co mogłyby zrobić Chiny, by odzyskać wiarygodność, to pokazanie danych, umożliwienie publicznych rozmów z prasą, a także dopuszczenie do głosu lekarzy – bez narażania ich karier i reputacji.

Dyplomacja maskowa – miliony maseczek i sprzęt medyczny ofiarowany przez Chiny wybranym krajom europejskim [przy równolegle prowadzonej sprzedaży, jakość tych produktów w tym wywiadzie pominiemy] – nie wystarczą, by ten wizerunek zmienić. 

Wydaje mi się, że w wysyłaniu środków medycznych jest też element szczerej chęci pomocy. Ale jest to też oczywiście zagranie propagandowe, które ma ukazać pozytywny wizerunek Chin, tak aby inne kraje zmieniły swoje nastawienie.

Ale chyba jednak wszystko sprowadza się do polityki wewnętrznej – tego, by pokazać Chińczykom jakiego mają światłego przywódcę, który tak świetnie robi politykę i biznes międzynarodowy.

Chińczycy naprawdę chcieliby być szanowani, traktowani na równi z innymi. Władze nie potrafią jednak pojąć, że nie osiągną tego przy obecnym braku informacji, komunikacji ze światem, braku swobodnego dostępu do świata z powodu ograniczeń w internecie.

Społeczeństwo poddaje się jednak Pekinowi, bo ma wpajane to, jak wiele mu zawdzięcza. Władze mówią: „współobywatele, cierpieliście tak długo, ale my walczyliśmy i jesteśmy pierwszymi, którzy opanowali wirusa. Teraz reszta światów cierpi i my jej pomagamy! Powinniście wierzyć w swój rząd”.

Chcieliśmy, aby dziennikarze pytali obywateli o to, czy na pewno to właściwy czas na oklaskiwanie zwycięstwa, kiedy nie ujawniamy, jak przebiegła cała katastrofa i nie pociągamy nikogo do odpowiedzialności? Taka debata bardzo szybko została ograniczona, a przekaz publiczny koncentruje się na tym, jak ludzie dziarsko przezwyciężyli epidemię i wracają do normalności.

Kompletny rozdźwięk między tym jak postrzegane są działania władz w Pekinie w kraju i w Europie pokazuje znaczenie wolności mediów i dostępu do informacji.

Dlatego to, co potrafią zrobić w tej sytuacji Chińczycy to demonstracja hojności – tego, że Chiny są przyjaciółmi Europy, ponieważ wspierają ją w tych trudnych czasach. Rząd wydaje więc pieniądze publiczne jak chce, znowu bez żadnej kontroli. Partii Komunistycznej zależy jedynie na stworzeniu pozytywnego wizerunku Chin. Chcą, by Europejczycy naprawdę docenili Chiny.

Bezkrytycznie. Warto tu zwrócić uwagę, że większość „wsparcia” chińskiego przybyło do Europy na zasadach komercyjnych. Zmieniając temat, według informacji gazety Caixin Global, amerykański epidemiolog Walter Ian Lipkin, znany jako „łowca wirusów”, dowiedział się z rozmów z ekspertami, którzy odwiedzili targ w Wuhan, że późniejsze odkażanie tego obszaru zniszczyło wszelkie pozostałe potencjalne próbki, które mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć pochodzeniu wirusa właśnie z tego miejsca. Choć prawdopodobnie wziął się właśnie stamtąd. I już nie pierwszy raz to mokry targ jest punktem startowym epidemii. Czy Chiny planują ich zakazać?

Nie sądzę. Te mokre rynki są prowadzone przez biednych ludzi, którzy prowadzą małe firmy i jeśli zostaną natychmiastowo zamknięte, to nie będzie to sprawiedliwy ruch. Problem w tym, że w Chinach prawo można tworzyć bardzo szybko, bez uwzględnienia potencjalnych  konsekwencji zmian. To kolejna charakterystyka reżimu totalitarnego – można wprowadzić nowe prawo z dnia na dzień i nikt nie może się temu sprzeciwić. Tak więc mokre rynki mogą być zakazane, ale powinna ten zakaz poprzedzić poważna ocena sytuacji i wzięcie pod uwagę możliwych konsekwencji.

Jednak zamknięcie targów nie było przedmiotem debaty medialnej, podobnie jak krytyka Zachodu. Wszystko, co może jakkolwiek narazić pozytywny wizerunek rządu jest zakazane, a dziennikarzy zajmujących się takimi problemami karze się bardzo surowo.

Wolne dziennikarstwo jest zduszone, za to media społecznościowe są w Chinach bardzo aktywne. Ludzie próbują przemycić niektóre informacje, ale narażają się na surowe kary. Przenikają czasem doniesienia o błędach popełnionych przez Chiny z UE i USA, ale trudno powiedzieć, ilu ludzi to śledzi.

A co z siecią 5G? Czy to naprawdę koń trojański Xi Jinpinga?

Huawei i technologia 5G to bardzo chiński sposób prowadzenia działalności. W większości społeczeństw demokratycznych ludzie i dziennikarze nie ufają rządowi i politykom, wierząc, że to wielkie korporacje przekupują lub lobbują rząd, a politycy są przedstawicielami dużych firm.

W Chinach relacje są bardziej skomplikowane, ponieważ każdy, kto chce robić interesy, musi uzyskać zaufanie i zgodę Partii Komunistycznej. Potrzeba lat, by firma mogła udowodnić władzom lojalność i to, że stara się robić tylko interesy, a nie zaszkodzić Partii. Budowanie tej relacji może trwać dziesięciolecia. W końcu możesz stać się monopolistą, takim jak Huawei, który otrzymuje ogromne wsparcie od Partii, ale z drugiej strony musisz cały czas okazywać lojalność deklarując, że jesteś częścią państwowego biznesu. Te duże firmy zyskały znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego – stały się częścią krajowego systemu penetracji rynków zagranicznych. Są agentem chińskiej władzy za granicą. Te relacje z rządem utrudniają firmom takim jak Huawei zdobycie zaufania na zagranicznych rynkach. Czy potrafią udowodnić, że prowadzą działalność tylko jako firma?

Trudno byłoby to udowodnić. A chodzi o zbyt duże kontrakty, by przymknąć na to oko.

Gdybym mogła zasugerować coś Unii Europejskiej, powiedziałbym – nie zmieniajcie swoich standardów i wartości, które Wam przyświecają. Nim podpiszecie kontrakt, wymagajcie od Huawei spełnienia wszystkich Waszych norm, wszelkiej niezbędnej dokumentacji i możliwości kontroli. To może się zresztą opłacić także Chinom, które mogłyby dzięki temu udowodnić swoją wiarygodność.

Nie wierzę jednak, że Huawei ma pełne zaufanie Partii Komunistycznej, ponieważ ona nie ufa w pełni nikomu. W tej samej sytuacji jest wiele firm, które chciałyby osiągnąć standardy rynku międzynarodowego i być profesjonalnie traktowane. Z drugiej strony korzyści płynące z chińskiego monopolu i ze wsparcia reżimu totalitarnego mogą sprawić, że będą się rozwijać bardzo szybko.

Nie muszą też płacić za 8-godzinne świadczenia pracownicze, dawać jakiegokolwiek zasiłku socjalnego, tak jak to ma miejsce w krajach UE, dzięki czemu obniżają koszty pracy, co powoduje szybki wzrost. Nadszedł czas, aby zapłacili cenę i zostali zmuszeniu do działania w uczciwym i przejrzystym globalnym standardzie. Po prostu, nie dajcie się przekupić Huawei i innym firmom!

Martwię się jednak, że niektórzy przywódcy europejscy przez współpracę z Chinami także realizują swoją propagandę wewnętrzną – demonstrowanie np. że mają takich silnych partnerów gospodarczych i za nic mają utyskiwania Brukseli. Tu chciałabym zapytać o Inicjatywę Pasa i Szlaku (1B1R) oraz jej element – inicjatywę 17+1 [wcześniej 16+1, ale dołączyła Grecja]. Bruksela i część analityków patrzą podejrzliwie na kraje witające chińskie inwestycje z otwartymi ramionami. Czy słusznie traktowane są one jako sposób na rozbicie jedności Unii?

Te programy to iluzja. Do tego Pekin wydaje na nie fortunę z pieniędzy podatników, oczywiście bez ujawniania jakichkolwiek informacji i dopuszczenia jakiejkolwiek kontroli. Ale tak naprawdę Nowy Jedwabny Szlak to korupcja, kłamstwa i populizm. Xi Jinping roztacza przed Wami wizję, jak wspaniałe Chiny zapewniają inwestycje, jakie to wybudują drogi i jak wiele odniesiecie z tego korzyści. Ale to się nie powiedzie.

Europa powinna jak najszybciej zadać sobie pytanie, na jaki jeszcze kompromis gotowa jest iść w relacjach z Chinami. Pamiętajcie: nie ma nic za darmo.

 

Spisał: Wiktor Siewierski

 

Bank Anglii wieszczy recesję najgorszą od… ponad 300 lat

Bank centralny Wielkiej Brytanii, czyli stojący na straży stabilności funta Bank Anglii, ocenia, że brytyjska gospodarka skurczy się z powodu pandemii koronawirusa aż o 14 proc. Byłby to spadek o historycznej wielkości.