Turcja mediuje między Rosją i Ukrainą, bo obawia się destabilizacji Bliskiego Wschodu [WYWIAD]

turcja-erdogan-rosja-ukraina-wojna-bliski-wschód-chiny-putin-zełenski

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan / Foto via twitter [@trpresidency]

Turcja jest bardziej proukraińska niż prorosyjska, niemniej władze w Ankarze pilnują się, by nie zrażać Moskwy. Dla Recepa Tayyipa Erdoğana wojna w Ukrainie ma być szansą na wzmocnienie międzynarodowej pozycji jego kraju – podkreśla w rozmowie z EURACTIV.pl Krzysztof Strachota, kierownik Zespołu Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej w Ośrodku Studiów Wschodnich.

 

Mark Galeotti: Wojna w Ukrainie to początek końca Putina

Reset w polityce zagranicznej Niemiec. Bez taryfy ulgowej dla akcesji Ukrainy do UE?

Czy Putin to nowy Hitler? – Wywiad z prof. Brendanem Simmsem

 

Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl: Turcja jest bardziej proukraińska czy prorosyjska wobec wojny w Ukrainie?

Krzysztof Strachota, OSW: To trudne pytanie. Turcja prowadzi w wielu aspektach dyskretną, wielotorową politykę.

Jest ona wprawdzie bardziej proukraińska niż prorosyjska, niemniej władze w Ankarze pilnują granicy, by nie zrazić do siebie Rosji.

Turcja trzyma się linii natowskiej – ale nie wychyla się nadmiernie. Potępiła inwazję na forum ONZ, udziela pomocy humanitarnej i wojskowej Ukrainie, wprowadziła klauzulę Konwencji z Montreux (dot. ograniczenia ruchu rosyjskich okrętów w cieśninach tureckich – red.) – inna sprawa, że jej skuteczność jest ograniczona – i jest w ścisłym kontakcie z państwami NATO.

Jednocześnie Turcja znajduje się na krótkiej liście państw, które angażują się w rozmowy między Ukrainą a Rosją.

To efekt silnych relacji Turcji zarówno z Rosją, jak i Ukrainą, chęć ochrony swoich interesów, wreszcie chęć wykorzystania okazji by zaprezentować się jako ważny i niezbędny dla wszystkich gracz na arenie międzynarodowej, nie tylko zresztą wobec wojny na Ukrainie, ale też w skali bez mała globalnej, choćby na Bliskim Wschodzie. I Ukraina, i Rosja, i Zachód otwarci są na pośrednictwo Turcji w rozmowach, co oczywiście nie przesądza ich sukcesu.

Podtrzymując dialog z Rosją Turcja próbuje chronić swoje interesy gospodarcze, obecnie zagrożone przez rosyjską inwazję. Jest zależna od dostaw i cen gazu i ropy – te zaś rosną, od importu żywności z Rosji i Ukrainy, który jest zagrożony i drożeje, wreszcie od turystów rosyjskich i ukraińskich, których brak oznaczałby kolejny – po latach covidowych – trudny rok dla branży. Turcja od co najmniej roku balansuje na krawędzi poważnego kryzysu gospodarczego i społecznego, musi więc być bardzo ostrożna.

Mediacja wpisuje się zatem zarówno w doraźne interesy rządu tureckiego, jak też w realizowane od 20 lat ambicje do odgrywania podmiotowej roli przez Turcję.

Wojna w Ukrainie jest dla Turcji szansą na polepszenie stosunków z Zachodem?

Wojna pokazała całemu Zachodowi wiele zagrożeń, jest przypomnieniem jak ważna jest jedność. Turcja jest postrzegana jako ważne państwo dla zachowania stabilności regionu (de facto kilku regionów, bo wschodniego sąsiedztwa i np. Bliskiego Wschodu) przez UE i USA.

Niemniej nadal jest wiele ostrożności w relacjach na linii Bruksela-Ankara. Turcja ma świadomość jakie wojna w Ukrainie ma znacznie dla jej doraźnego bezpieczeństwa, jak też długofalowych procesów, dlatego trzyma ścisły front z krajami sojuszniczymi.

Z perspektywy tureckiej widać chęć dyplomatycznego utrzymania kontroli nad rozwojem sytuacji. Pokazania, że Turcja ma sprawną dyplomację, i jest państwem niezbędnym, z którym należy się liczyć.

Wojna w Ukrainie jest potężnym wyzwaniem, a Turcja przyjęła ostrożną politykę, ale nie jest to polityka bierności. To próba wyjścia naprzeciw wyzwaniom. Zapobiegania ewentualnym zagrożeniom oraz próba tez wykorzystania nadarzających się szans na zmianę sytuacji.

A co z interesami Turcji na Bliskim Wschodzie?

Turcja jest bardzo ostrożna w ferowaniu sądów przeciwko Rosji w oficjalnych komunikatach. To co się dzieje w Ukrainie ma fundamentalne znacznie dla Bliskiego Wschodu. Jest obawa, że konflikt rozleje się na pobliskie regiony – że Rosjanie w ramach dywersji zdestabilizują Bliski Wschód, że tam przeniesie się rywalizacja rosyjsko-amerykańska. To niepokoi Ankarę.

Tymczasem Rosja odgrywa ważną rolę w konflikcie syryjskim. Jest chociażby w stanie uruchomić syryjską ofensywę na Idlib (ostatni bastion opozycji wspieranej przez Turcję), czyli rozpalić konflikt na granicy Turcji i wywołać potężny kryzys humanitarny.

Jednocześnie wojna w Ukrainie zbiega się z powrotem rozmów dotyczących porozumienia nuklearnego z Iranem. Rosja pokazała już, że będzie przeszkadzać w osiągnięciu kompromisu. A niepokój o przyszłość polityki Iranu oraz odblokowanie gospodarki tego kraju są istotnymi czynnikami dla Ankary.

Inną ważną kwestią, a w Polsce niedostrzeganą, jest obawa o stabilność społeczną Bliskiego Wschodu, która może zostać zachwiana chociażby w wyniku ograniczeń podaży na rynku zbóż i gwałtownego wzrostu cen. To konsekwencja silnej pozycji Rosji i Ukrainy w międzynarodowym handlu tymi towarami.

Turcja obawia się powtórki na kształt niepokojów znanych chociażby z Arabskiej Wiosny. Innym niepokojącym czynnikiem są wysokie ceny ropy, które stymulują zawirowania w gospodarce.

To wszystko oznacza, że Bliski Wschód w efekcie wojny w Ukrainie staje się jeszcze bardziej niestabilny. To poważne wyzwanie i dla Turcji, i dla UE.

Czy Turcja próbuje w jakiś sposób wykorzystać konflikt?

Przede wszystkim przyspieszyła działania na rzecz unormowania trudnych relacji z sąsiadami i promocji wizerunku Turcji jako niezbędnego partnera do stabilizowania sytuacji.

Konflikt przekłada się na niezwykłą aktywność dyplomatyczną Turcji we własnym otoczeniu (nie licząc intensywnego dialogu z państwami Zachodu, NATO, UE). Ankara podejmuje wysiłki normalizacji stosunków z państwami regionu bliskowschodniego i śródziemnomorskiego.

W tym celu zorganizowano w dniach 11–13 marca Dyplomatyczne Forum w Antalyi – w Polsce kojarzone z rozmów szefów MSZ Rosji i Ukrainy – czy odmrożenie stosunków z Izraelem (wizyta prezydenta Icchaka Herzoga w dniach 9–10 marca).

Trwa także dialog z Armenią. Stąd bierze się ostrożna postawa wobec sytuacji w Ukrainie. Chęć utrzymania dobrych relacji z władzami w Kijowie i w Moskwie oraz próby dążenia do deeskalacji.

Dużo w tym tureckiego PR, ale bez wątpienia wszyscy muszą się na Turcję oglądać i szukać z nią kanałów współpracy.

A co z gospodarką? Przed wojną Turcja zmagała się z kryzysem. Jak jest teraz?

Sytuacja gospodarcza Turcji jest nieprzenikniona. Obiektywnie jest bardzo trudna: wysoka inflacja (ponad 50 proc.), biednienie społeczeństwa, ograniczone rezerwy i brak zaufania rynków. Według pesymistów już dawno powinna się załamać.

Z drugiej strony to państwo z rozwiniętą i zróżnicowaną gospodarką, wzrostem PKB o ok. 11 proc. w 2021 i niebywałą zdolnością do pokonywania najtrudniejszych zakrętów.

Ten rok jednak, chociażby przez potężne turbulencje na rynkach energii, żywności, przez bardzo napiętą sytuację globalną, zapowiada się na bardzo trudny dla Turcji – zresztą nie tylko dla niej.