Radosław Sikorski: Wydarzenia w Afganistanie powinny skłonić UE do głębszej refleksji nad autonomią strategiczną [WYWIAD]

sikorski-afganistan-ue-unia-europejska-obronnosc-nato-autonomia-strategiczna-usa

Europoseł PO, były minister obrony i spraw zagranicznych Radosław Sikorski / Zdjęcie: © European Union 2019 - Source : EP, EP-092175A [Didier BAUWERAERTS]

„Państwa NATO mają znacznie silniejsze gwarancje traktatowe amerykańskiego wsparcia, niż miał Afganistan, ale nie znaczy to, że Unia Europejska nie musi myśleć o wzmocnieniu swojego potencjału obronnego”, uważa Radosław Sikorski, były minister obrony i spraw zagranicznych i były marszałek Sejmu, obecnie eurodeputowany Platformy Obywatelskiej.

 

 

Aleksandra Krzysztoszek, EURACTIV.pl: Po wyprowadzeniu przez USA oddziałów z Afganistanu i przejęciu Kabulu przez talibów pojawiły się głosy (m.in. ze strony Dave’a Keatinga, współpracownika think-tanku Atlantic Council), że misja w Afganistanie obnażyła słabość NATO jako sojuszu, w którym Europa niewiele ma do powiedzenia i musi podporządkować się amerykańskim interesom. Zwraca się uwagę, że państwa europejskie, które miały wątpliwości co do słuszności decyzji Waszyngtonu o wycofaniu się z Afganistanu, same nie są w stanie przeprowadzić nawet niewielkiej w swojej skali misji stabilizacyjnej. Czy porażka w Afganistanie wywoła kryzys egzystencjonalny NATO?

Radosław Sikorski: „Przewodnia” rola Stanów Zjednoczonych w NATO nie podlega dyskusji. Szczególnie poza terytorium macierzystym Sojuszu bez USA i amerykańskich zdolności, między innymi logistycznych i zwiadowczych, europejskie państwa członkowskie NATO nie są w stanie działać samodzielnie.

Jeśli chodzi o misję w Afganistanie, to należy pamiętać, że rozpoczęły ją Stany Zjednoczone, a NATO wkroczyło do Afganistanu dopiero po pokonaniu talibów przez Sojusz Północny, przy pomocy CIA. Prawo inicjatywy miały zatem Stany Zjednoczone i myślę, że nie było w tym aspekcie sprzeciwu ze strony większości sojuszników.

Sprzeciw wyrażają Brytyjczycy, którzy mają za złe Waszyngtonowi, że jako państwo utrzymujące w swojej opinii „specjalne relacje” („special relationship” – red.) ze Stanami Zjednoczonymi, nie zostali wcześniej poinformowani o decyzji w sprawie wycofania wojsk. Niezadowoleni są też sami Afgańczycy, wielu spośród których uważa całkowite wyprowadzenie amerykańskich sił za duży błąd.

Podzielam te odczucia. Oddziały USA obecne są w wielu krajach świata, a z Afganistanu zostały teraz wycofane zupełnie. Uważam, że bazę w Bagram na dłuższą metę dało się obronić. Tymczasem z otwartych więzień wyszli terroryści i zapewne konieczne będą bombardowania, tyle że z baz znacznie bardziej odległych.

A więc opuszczenie Afganistanu przez Stany Zjednoczone jest błędem?

Od dwóch lat w Afganistanie nie zginął ani jeden amerykański żołnierz. Decyzja o wycofaniu sił i sposób przeprowadzenia tej operacji nie były bezpośrednią przyczyną upadku afgańskiego rządu, ale spowodowały zapaść wiary Afgańczyków w jego przetrwanie. Nie wyciągałbym jednak z tej decyzji zbyt daleko idących wniosków dla Europy, bo Afganistan nie jest członkiem Sojuszu.

Oczywiście była to wojna z wyboru, a nie z przymusu. To, że państwa NATO, zwłaszcza Stany Zjednoczone, wydały na tę misję gigantyczne sumy jest niewątpliwie ważnym argumentem za opuszczeniem Afganistanu, choć moim zdaniem można było zatrzymać talibów znacznie niższym kosztem.

Jaką lekcję może wyciągnąć Europa z porażki w Afganistanie? Czy państwa europejskie powinny zastanowić się nad stworzeniem dodatkowych struktur obronnych wewnątrz NATO lub zwiększeniem kompetencji Unii Europejskiej w sferze obrony?

Zwiększenie kompetencji UE w zakresie obronności jest moim postulatem od dawna. W wielu dokumentach Parlamentu Europejskiego, nad którymi pracowałem jako członek Komisji PE ds. Bezpieczeństwa i Obrony, sugerowałem, by Europa powzięła kroki na rzecz wzmocnienia własnych zdolności obronnych.

Decyzja Waszyngtonu o wycofaniu sił z Afganistanu nie została przecież podjęta ze względów strategicznych czy ze względu na dobro Afganistanu, ale jako rezultat politycznych kalkulacji w Waszyngtonie.

Kraje europejskie ze względu na przynależność do NATO mają, rzecz jasna, znacznie silniejsze gwarancje traktatowe amerykańskiego wsparcia, niż miał Afganistan. Nie można jednak przecież wykluczyć, że Stanom Zjednoczonym, coraz bardziej zaangażowanym w swoją rywalizację z Chinami, w pewnym momencie może zabraknąć woli politycznej, a może także i zasobów do tego, by wypełniać swoje zobowiązania wobec państw europejskich. Nie powinniśmy udawać, że takie ryzyko nie istnieje.

Osobiście postuluję zamianę nieefektywnych Grup Bojowych Unii Europejskiej na Legion Europejski, składający się nie z pododdziałów z państw członkowskich, a z ochotników z państw członkowskich i finansowany z budżetu obronnego Unii Europejskiej, stworzonego w nowej perspektywie finansowej.

Zbieram poparcie dla tej inicjatywy, także w rozmowach z Ursulą von der Leyen, która przed dwoma laty, podczas jej przesłuchania przez przedstawicieli Europejskiej Partii Ludowej jako kandydatki na przewodniczącą Komisji Europejskiej, zobowiązała się, że europejska obronność będzie jednym z priorytetów nowej KE.