Ukraina w NATO? „Obecnie nie ma na to szans” [WYWIAD]

Rosja, Ukraina, Putin, Zełenski, Polska, Sojusz, Donbas, wojna, wschód, USA, Nord Stream 2

"Jednym z efektów szczytu Biden – Putin jest faktyczny koniec dyplomatycznej kwarantanny, jaką objęta była Rosja od aneksji Krymu i wojny w Donbasie", mówi Szymon Ananicz z Fundacji im. Stefana Batorego. / [Canva / https://twitter.com/KremlinRussia_E/status/1408316529079373830/photo/1 / https://twitter.com/ZelenskyyUa/status/1405924956417007616/photo/1 / Opracowanie graficzne EURACTIV.pl Paulina Borowska]

„Prezydent Zełenski ma nierealistyczne wyobrażenie o członkostwie w NATO. Niedawno oświadczył, że w razie wstąpienia do Sojuszu Ukraina natychmiast odwołałaby się do Artykułu 5 i wezwała sojuszników do niezwłocznej pomocy. Takie deklaracje odstraszają członków NATO od wizji przyjęcia Ukrainy”, podkreśla w rozmowie z EURACTIV.pl Szymon Ananicz z Fundacji im. Stefana Batorego.

 

 

Aleksandra Krzysztoszek, EURACTIV.pl: Kluczową rolę dla deeskalacji we wschodniej Ukrainie miały pełnić porozumienia mińskie. Obecnie zarówno Ukraina, jak i Rosja podkreślają konieczność ich wypełniania, przy czym każda ze stron interpretuje je po swojemu. Poza tym na razie nie widać szans na realizację militarnej części porozumień mińskich.

Czy w obliczu tak patowej sytuacji te ustalenia mają jeszcze szansę doprowadzić do stabilizacji sytuacji w Donbasie? Czy wymagają one doprecyzowania, a może potrzebne są wysiłki dyplomatyczne na rzecz wypracowania nowych porozumień?

Szymon Ananicz: Zasadniczy problem polega na różnicy zdań, co w praktyce oznaczają porozumienia mińskie i w jakiej sekwencji miałyby być wdrażane. Obie strony traktują je instrumentalnie. Dla Rosji ma być to sposób na maksymalne zwiększenie kontroli nad Ukrainą, nad jej polityką wewnętrzną i zagraniczną. W tym celu Moskwa manipuluje procesem pokojowym, w praktyce blokując go, bądź – kiedy uzna to za potrzebne – podgrzewając konflikt. Z kolei dla Ukrainy porozumienia mińskie stanowią gwarancję pokoju i drogę do reintegracji Donbasu z resztą kraju.

Te dwie wizje są sprzeczne, przez co rzeczywiście nie ma perspektyw na przełom w procesie pokojowym. Trudno też się spodziewać, żeby którakolwiek ze stron poszła na znaczące ustępstwa. Dlatego najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest długotrwały klincz, podobnie jak w przypadku innych nierozwiązanych konfliktów w krajach postradzieckich.

Jakie znaczenie ma prowadzona przez Rosję wojna informacyjna: zarówno wobec Zachodu, jaki i odbiorców na Ukrainie oraz samych Rosjan? Wspomina Pan w swojej analizie* o wykorzystywaniu przez kremlowskie władze nieświadomości Zachodu, jeśli chodzi o sytuację we wschodniej Ukrainie.

Rosja od lat systematycznie wykorzystuje dezinformację do realizacji politycznych interesów. W odniesieniu do Europy i szerzej do Zachodu rosyjskie działania polegają na pogłębianiu podziałów między państwami oraz wewnątrz społeczeństw.

Osłabianie struktur demokratycznych, tkanek społecznych, wiary w system zachodnich sojuszy, takich jak NATO i Unia Europejska, służyć mają osłabieniu Zachodu, postrzeganego jako strategiczny rywal. Towarzyszy temu wspieranie postaw prorosyjskich – czyli kreowanie i wzmacnianie tych głosów, które opowiadają się za normalizacją stosunków z Rosją czy za respektowaniem „uprawnionych” mocarstwowych interesów rosyjskich. Jeszcze innym celem jest oczernianie i deprecjonowanie suwerenności państw wspólnego sąsiedztwa, w tym Ukrainy.

Jeśli chodzi o odbiorców na Ukrainie, chodzi o zdyskredytowanie polityków i środowisk opowiadających się za orientacją prozachodnią i budową sprawnych struktur państwowych. Działania te są skierowane także wobec prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i jego ekipy. W kampaniach oczerniania Rosja kieruje oskarżenia o faszyzm oraz buduje poczucie zagrożenia wojną z Rosją. Jednocześnie stara się kreować pozytywny wizerunek Rosji, separatystycznych regionów w Doniecku, promuje i wzmacnia środowiska prorosyjskie.

Natomiast w odniesieniu do Rosjan Kreml usiłuje podtrzymywać patriotyczne wzmożenie i jednoczyć społeczeństwo wokół władzy i ich wielkomocarstwowych haseł. Ma to też odwrócić uwagę od złej sytuacji gospodarczej, porażek w walce z pandemią czy coraz brutalniejszych środków stosowanych do zwalczania opozycji i społeczeństwa obywatelskiego, w tym przeciwko Aleksiejowi Nawalnemu i jego zwolennikom.

Wspomina Pan o zmianie kursu politycznego przez prezydenta Zełenskiego, który przed wyborami deklarował chęć unormowania relacji z Rosją, a teraz jego polityka jest silnie zorientowana na integrację euroatlantycką. W tym konkretnym aspekcie kierunek jego narracji i działań przypomina ten, który realizował jego krytykowany przez niego poprzednik Petro Poroszenko.

W jaki sposób na taką reorientację reaguje elektorat Zełenskiego i jego partii Sługa Narodu?

Zełenski rzeczywiście prowadził kampanię w oparciu o hasła normalizacji stosunków z Rosją i obiecywał przełom w negocjacjach pokojowych. Jego stanowisko w sprawie NATO wyklarowało się dopiero po zwycięstwie wyborczym.

Dziś położenie prezydenta wobec zróżnicowanego pod względem stosunku do Rosji i Zachodu elektoratu nie jest łatwe. Nie udało mu się bowiem zrealizować żadnego z kluczowych celów polityki zagranicznej. Ani nie przybliżył Ukrainy do reintegracji z Donbasem, ani nie uzyskał gwarancji bezpieczeństwa i promesy integracji od UE i NATO, a zagrożenie ze strony Rosji wydaje się dziś większe niż jeszcze rok temu. Prawdopodobnie jest to jedna z przyczyn osłabienia poparcia dla Zełenskiego i jego ekipy.

Sugeruje Pan również, że postulat wstąpienia do NATO może być w rzeczywistości postrzegany przez ukraińskie władze jako mało prawdopodobny, a naleganie na działania Zachodu, NATO i poparcie Stanów Zjednoczonych w tym kierunku może być ukierunkowane na podniesienie upadającego poparcia Zełenskiego wśród wyborców.

Czy rzeczywiście postulat natowskiej akcesji jest jedynie wybiegiem adresowanym do odbiorców w kraju? W ostatnich miesiącach władze Ukrainy sprawiają wrażenie bardzo zdeterminowanych w tym zakresie m.in. domagając się przedstawienia przez NATO Planu Działań na rzecz Członkostwa (Membership Action Plan). Ta determinacja wydaje się nawet większa niż w przypadku ekipy Poroszenki.

Te zabiegi Zełenskiego wyglądają na szczere, co nie wyklucza możliwości instrumentalnego wykorzystywania podobnych haseł do budowy własnego wizerunku na scenie politycznej. Pytanie brzmi jednak, czy aspiracja członkostwa w NATO jest dziś realistyczna. Po ustaleniach ostatniego szczytu NATO i wypowiedziach polityków, przede wszystkim prezydenta USA Joego Bidena, ten cel jawi się jako nieprawdopodobny. Ukrainie nie udało się przybliżyć do członkostwa, ani nawet do rozpoczęcia procesu akcesyjnego nawet na jotę.

Zresztą nie tylko cel jest nierealistyczny, ale nierealistyczne jest także wyobrażenie prezydenta Zełenskiego o członkostwie w NATO. W niedawnym wywiadzie Zełenski oświadczył, że w razie wstąpienia do Sojuszu Ukraina natychmiast odwołałaby się do Artykułu 5 (Traktatu Północnoatlantyckiego – red.) i wezwałaby sojuszników Paktu do natychmiastowej pomocy w odwojowaniu Donbasu i Krymu. Tego typu deklaracje w oczywisty sposób odstraszają członków Sojuszu od wizji przyjęcia Ukrainy, a to ze względu na obawy przed wplątaniem się w bezpośredni konflikt z Rosją.

Poparcie dla członkostwa Ukrainy w NATO w USA, a zwłaszcza w Europie Zachodniej zawsze było znikome. Teraz wiosenny kryzys w Donbasie musiał wystraszyć decydentów w państwach Sojuszu jeszcze bardziej.

Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg powtarza, że nie Rosji decydować o tym, kto może zostać członkiem NATO, a kto nie. Z drugiej jednak strony konkluzje ostatniego szczytu NATO były dość rozmyte, jeżeli chodzi o wizję ukraińskiego członkostwa. Nie pojawiły się chociażby żadne daty dotyczące możliwego przedstawienia Ukrainie Planu Działań na rzecz Członkostwa.

Czy po szczycie Biden – Putin, kiedy na horyzoncie jest wizyta Zełenskiego w Białym Domu, proces przybliżania Ukrainy do członkostwa może przyśpieszyć, czy może nie należy spodziewać się przełomu w tym zakresie?

Nie spodziewam się przełomu. Prezydent Biden przedstawił stanowisko Ameryki w trakcie wizyty w Europie. Udzielił poparcie dla starań na rzecz przywrócenia jedności terytorialnej Ukrainy, czyli zakończenia okupacji Donbasu i Krymu, ale równocześnie wezwał Kijów do reform i zwalczania korupcji.

W praktyce uzależnienie zacieśnienia więzi politycznych od postępów w walce z korupcją, która jest dla Ukrainy olbrzymim problemem, to sposób na bezterminowe odroczenie rozmów o członkostwie Ukrainy w Sojuszu.

Prezydent Zełenski krytykował tzw. format normandzki (spotkania przedstawicieli Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy na temat sytuacji na wschodzie Ukrainy) ze względu na brak stanowczości Paryża i Berlina wobec Rosji.

Pana zdaniem format normandzki się sprawdza czy może wymaga reformy – np. rozszerzenia o państwa opowiadające się za bardziej stanowczą polityką wobec Kremla, jak Polska albo państwa bałtyckie? A może trzeba powołać jakieś nowe struktury dyplomatyczne wspierania negocjacji między Rosją a Ukrainą?

Format normandzki rzeczywiście się nie sprawdza. Deliberacje w tym gremium nie doprowadziły do żadnego postępu w rozwiązaniu konfliktu. Nie widzę jednak zbyt dużej przestrzeni dla istotnych zmian w tym formacie, bo na taki krok nie byłoby zgody Rosji. Prezydent Zełenski wyszedł z inicjatywą przyłączenia do grupy normandzkiej Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kanady, ale Rosja na to nie przystanie, ponieważ jej waga w tym gremium relatywnie by osłabła. Zresztą państwa te znajdują się na oficjalnej liście krajów uznanych przez Kreml za wrogie.

Problem nie polega na nieadekwatnym formacie rozmów, tylko na tym, że sytuację w Donbasie kontroluje Rosja, która jest zdeterminowana żeby utrzymać kontrolę nad okupowanymi obszarami i wykorzystywać konflikt dla swoich celów. Postęp w procesie pokojowym pozbawiłby ją kluczowego instrumentu wpływu na Ukrainę i ważnego narzędzia nacisku na Zachód.

Jak ocenia Pan działania podjęte przez dyplomację UE od czasu aneksji Krymu przez te 7 lat? Co było dobrego, gdzie popełniono błędy oraz gdzie wciąż są one popełniane?

Unia Europejska odegrała ważną rolę w stabilizacji sytuacji gospodarczej na Ukrainie w latach, które nastąpiły po rewolucji godności (jedno z ukraińskich określeń odnoszących się do Euromajdanu – red.). W następstwie konfliktu i bezpośrednio po nim gospodarka ukraińska znalazła się w stanie ruiny. Wsparcie finansowe, gospodarcze i nacisk na przeprowadzenie niezbędnych strukturalnych reform pomogły ustabilizować sytuację i stworzyły ukraińskiemu państwu warunki do okrzepnięcia po wielkich wstrząsach, jakimi była rewolucja godności, aneksja Krymu i wojna w Donbasie.

Ważnym wkładem UE było też nałożenie i utrzymanie sankcji gospodarczych na Rosję i presja dyplomatyczna. Działania te podniosły cenę kontynuacji agresji Rosji przeciwko Ukrainie. Poza tym jednak UE nie zaangażowała się we wzmocnienie bezpieczeństwa Ukrainy. Dominowała obawa, że jakiekolwiek wsparcie w tej dziedzinie skutkowałoby konfliktem z Rosją.

Jak ocenia Pan ostatnią inicjatywę Niemiec i Francji organizacji szczytu z udziałem unijnych przywódców i prezydenta Władimira Putina? Pomysł ten wywołał na ostatnim szczycie Rady Europejskiej spore kontrowersje.

To był bardzo zły pomysł, który niestety został ogłoszony bez konsultacji z pozostałymi państwami członkowskimi.  Rosja nie wypełniła warunków stawianych jej przez UE jako konieczne, by można było mówić o poprawie stosunków dyplomatycznych i politycznych. Chodzi przede wszystkim o wypełnienie porozumień mińskich.

Organizacja szczytu z Rosją byłaby równoznaczna z rezygnacją z własnych zasad. Dodatkowo, Rosja uzyskałaby potwierdzenie, że operacja zastraszenia wojną, która odbyła się u granic Ukrainy w marcu i kwietniu, jest skutecznym narzędziem nacisku na Unię, które śmiało może stosować w przyszłości. Zorganizowanie szczytu w obecnej sytuacji byłoby zdradą wobec Ukrainy.

Niestety jednym z efektów szczytu Biden – Putin jest faktyczny koniec dyplomatycznej kwarantanny, jaką objęta była Rosja od aneksji Krymu i wojny w Donbasie. Prawdopodobnie Francja, Niemcy i inne państwa europejskie będą teraz organizować własne dwustronne spotkania z Władimirem Putinem. W Europie silne jest przekonanie o potrzebie samodzielnego, „konstruktywnego”, kształtowania relacji z Rosją, włączania jej w pokojową współpracę, bez oglądania się na Stany Zjednoczone. Kreml tylko na to czeka.

Jakie kroki powinna podjąć Unia i jej państwa członkowskie, a także NATO, żeby wspierać Ukrainę? Prezydent Zełenski mówił o wsparciu wojskowym ze strony Niemiec. Minister spraw zagranicznych Heiko Maas wyklucza jednak taką możliwość, wskazując, że to działania dyplomatyczne są jedynym sposobem rozwiązania konfliktu. Co zatem może zrobić Zachód dla Ukrainy?

Przede wszystkim UE powinna konsekwentnie trzymać się pięciu zasad polityki wobec Rosji i krajów sąsiedztwa UE, wypracowanych wspólnie na forum Unii przed pięciu laty. Nadano wówczas priorytet realizacji porozumień mińskich, udzieleniu wsparcia dla krajów sąsiedzkich (w tym Ukrainie), wzmacnianiu własnej odporności przed zagrożeniami hybrydowymi, wsparciu dla społeczeństwa obywatelskiego w Rosji oraz selektywnej współpracy w wybranych obszarach.

Unia i NATO powinny też włączyć Ukrainę w programy i działania na rzecz wzmacniania tego, co w nomenklaturze natowskiej nazywane jest odpornością na zagrożenia hybrydowe. Chodzi głównie o wzmacnianie podstawowych struktur państwa – takich jak główne instytucje, urzędy i służby – aby były one zdolne do funkcjonowania w sytuacjach kryzysowych i zdolne odeprzeć zagrożenia hybrydowe. Należy też wzmacniać odporność infrastruktury krytycznej: sieci energetycznych, wodociągowych, systemów płatniczych i bankowych, by uodpornić je na kolejne wstrząsy i kryzysy, jakie mogą zostać wywołane przez Rosję. To obszar, w którym Unia Europejska była dotąd nieobecna.

Zarazem ten rodzaj wsparcia nie powinien doprowadzić do zadrażnienia Rosji, dzięki czemu prawdopodobnie łatwiej byłoby uzyskać przychylność państw członkowskich UE i NATO dla takiej formy wsparcia.

Czy NATO powinno zaproponować w najbliższym czasie Ukrainie Plan Działań na rzecz Członkostwa, na co nalega Wołodymyr Zełenski?

Nie ma na to w tej chwili szansy.

 

*Wywiad zawiera nawiązania do analizy autorstwa Szymona Ananicza dla Fundacji im. Stefana Batorego „Po eskalacji w Donbasie: wnioski na następny kryzys.