Kryzys energetyczny: Integracja rynku gazu w USA i Europie albo zależność od Kremla [WYWIAD]

Władimir Putin, prezydent Rosji

Władimir Putin, prezydent Rosji / źródło: kremlin.ru [kremlin.ru]

Europa nie ma zabezpieczeń przeciw turbulencjom na światowych rynkach gazu. Bez rozmów na temat strategicznej współpracy z Waszyngtonem amerykański ciekły gaz ziemny trafi do Azji i Chin, a UE nadal będzie zależna od Kremla, podkreśla Ilian Wasilew, były ambasador Bułgarii w Rosji i przewodniczący zarządu w Innovative Energy Solutions Ltd.

 

Zostań jednym z Młodych Liderów Europy! Redakcja EURACTIV.pl ogłasza nabór do projektu Young European Leaders for the Future of Europe

 

Krassen Nikołow, EURACTIV Bułgaria: Rosja wykorzystuje projekt Nord Stream 2 dla własnych korzyści w czasie, gdy kryzysu energetycznego w UE?

Ilian Wasilew: Rosja wykorzystuje Nord Stream 2 jako broń polityczną od momentu powstania samej koncepcji, na długo przed certyfikacją i uruchomieniem gazociągu. 

Sposób, w jaki przebiega proces certyfikacji najprawdopodobniej oznacza, że tej zimy przez Nord Stream 2 nie będzie jeszcze dostaw rosyjskiego gazu. W konsekwencji przy obecnym stanie magazynów Gazpromu w Europie po lutym, a może nawet wcześniej niskie temperatury mogą wymusić ograniczenie zużyciu gazu, zwłaszcza przez odbiorców przemysłowych. 

Problem polega na tym, że nawet gdyby Rosja chciała, to nie może już nic w tej kwestii zrobić, bo zbilansowanie szczytowego zużycia w Europie zależy od już zmagazynowanego gazu, a nie od poziomu bieżących dostaw pokrywających podstawowe zużycie.

Dlaczego Niemcy zaangażowały się w Nord Stream 2 i dlaczego nie sprzeciwiła się temu Unia?

Jest wiele powodów, dla których Berlin zdecydował się wziąć udział w moskiewskim planie wywierania presji na Ukrainę. Niemałe znaczenie mają tutaj czynniki biznesowe – nie zapominajmy, że pośredniczenie w eksporcie rosyjskiego gazu oznacza dla Niemiec zyski w wysokości ponad dwóch miliardów euro rocznie. 

Są też powody historyczne – Kreml w ciężkich sytuacjach zawsze wykorzystywał słabość, jaką jest niemieckie poczucie winy. Do tego dochodzą klasyczne postulaty niemieckiej polityki zagranicznej – polityka wschodnia i konieczność posiadania bezpośredniego i priorytetowego dostępu do rosyjskich surowców i energii. 

Kolejna sprawa to polityka klimatyczna i Energiewende – narzucona na siebie przez Niemcy misja poprowadzenia Europy i świata do kolejnej energetycznej rewolucji, bez energetyki jądrowej, za to z gazem ziemnym i źródłami odnawialnymi.

W pierwotnym założeniu narzucenie Europie energii wiatrowej miało uniezależnić ją od Rosji. Widzimy teraz, jak wygląda to w rzeczywistości – energia wiatrowa nie jest żadnym rozwiązaniem w obliczu sporu z Rosją. 

Wreszcie mamy absurdalny paradoks polegający na tym, że zwolennicy polityki klimatycznej w administracji prezydenta USA Joego Bidena, a także w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji, naciskają na współpracę z Rosją, ponieważ oczekują, że weźmie ona na siebie część odpowiedzialności w globalnych działaniach na rzecz ochrony klimatu. 

Moskwa w odpowiedzi „wymachuje szabelką” i grozi zakręceniem kurka z gazem. Jeśli, nie daj Boże, coś się stanie na Ukrainie, nie ma co się łudzić, że Niemcy przyjdą z pomocą. Obecna sytuacja dzieli UE i NATO. Wiadomo, kto w tym położeniu ma największe szanse na zwycięstwo.

Jakie sygnały Unia Europejska wysyła w Ukrainie?

Intencje i czyny to dwie różne rzeczy. Unia Europejska na poziomie Komisji Europejskiej może wdrożyć regulacje i zapobiec uruchomieniu Nord Stream 2 przez Gazprom. Ale prędzej czy później znajdą się luki prawne. Unia nie jest w stanie zrekompensować Ukrainie utraty przychodów z tranzytu gazu, ale pewne działania może podjąć, zwłaszcza w zakresie zniesienia przywilejów na rynku europejskim, które posiada Gazprom. 

Nie sądzę, aby w obecnej sytuacji pomoc we wdrażaniu zielonej transformacji była najbardziej odpowiednią formą wsparcia. Nie ma możliwości, by pieniądze na transformację pomogły w ogrzaniu ukraińskich domów. Rosja nie pozwala Ukrainie na import ropy, gazu, a nawet węgla z Azji Środkowej, podczas gdy Gazprom ma pełną swobodę w przesyłaniu swoich zasobów energetycznych przez Ukrainę i wszystkie kraje Unii.

UE może – i musi – zmusić Gazprom do dostarczania na rosyjsko-ukraińską granicę gazu, który następnie europejskie firmy będą mogły gromadzić w ukraińskich magazynach, czyniąc je częścią unijnych strategicznych rezerw gazu. 

Zamiast dostaw rosyjskiego gazu bezpośrednio do UE i prowadzenia przez Gazprom handlu na terytorium UE europejskie firmy mogą zażądać prawa do odbioru gazu na rosyjskiej granicy, a następnie samodzielnie zajmować się dostawami, magazynowaniem i tranzytem. To pozwoli utrzymać ryzyko pod kontrolą.

Duże znaczenie dla Ukrainy miałoby udostępnienie przez Gazprom zdolności przesyłania gazu do kraju innym podmiotom. Rosyjski koncern obecnie blokuje swoją konkurencję zarówno od północy jak i od południa. Mówię tu w szczególności o przepustowości przechodzącego przez Bułgarię gazociągu transbałkańskiego, która jest obecnie blokowana przez TurkStream, choć gazociąg ten mógłby być wykorzystany do dostaw gazu ziemnego z południa.

UE próbuje zażegnać obecny kryzys energetyczny, a przynajmniej czy ma plany uniknięcia problemów w przyszłości?

Niestety nie za bardzo. Komisja Europejska obiecała wyrazić zgodę na rządowe dotacje i zachęcała kraje do wykorzystania dostępnych im środków, w tym zgromadzonych z płatności za kwoty emisji, na dopłaty do prądu. Problem polega na tym, że kiedy mamy do czynienia z brakiem gazu, nie jest to realne rozwiązanie niezależnie od ilości poświęconych funduszy.

Jedyne co pozostaje, to zarządzanie popytem, ale to oznacza ograniczenie zużycia przemysłowego, co pociąga za sobą spadek PKB, dochodów i zaledwie przeżycie kryzysu energetycznego. Nie jest przypadkiem, że kraje o najmniejszych rezerwach gazu – Niemcy i Austria – prowadzą ćwiczenia przygotowujące je na przerwy w dostawach prądu. Przywódcy obu państw postawili na współpracę z Gazpromem i popełnili błąd.

Lista tego, co trzeba zrobić jest długa, ale zaznaczę tylko, że należy rozważyć integrację amerykańskiego i europejskiego rynku gazu, ponieważ przy zaledwie 15 proc. produkcji własnej na rynku gazowym w UE, europejskie huby gazowe będą stać puste za każdym razem, gdy globalne rynki gazu będą miały nawet drobne problemy z dostawami. 

Europa po prostu nie ma zabezpieczeń przeciw turbulencjom na światowych rynkach gazu. Bez rozmów na temat strategicznej współpracy z Waszyngtonem amerykański ciekły gaz ziemny trafi do Azji i Chin, a UE nadal będzie zależna od Kremla.

Przebiegający przez Bułgarię TurkStream stwarza problem geopolityczny podobny do Nord Stream 2, ale jego polityczne znaczenie jest niedoceniane w porównaniu z gazociągiem północnym. Dlaczego?

Powodów jest wiele. Chociaż sankcje przeciwko Turkish Stream-2 zostały określone w CAATSA (Ustawa o Przeciwdziałaniu Przeciwnikom Ameryki poprzez Sankcje – red.) i PEESA (Ustawa o ochronie europejskiego rynku energii – red.), amerykańska administracja praktycznie o nich zapomniała.

Po pierwsze gazociąg już zbudowano. Po drugie winić za niego można napięte stosunki między USA a Turcją. Po trzecie w tym przypadku miała miejsce skomplikowana intryga z udziałem polityków z Arabii Saudyjskiej i Rosji, którzy chronili projekt gazociągu podczas jego budowy. 

Swoją rolę odegrało też relatywnie niewielkie znaczenie Bułgarii w polityce zagranicznej USA, co w rezultacie zapewniło Gazpromowi niemal monopolistyczną pozycję na rynku bałkańskim. (Byłemu premierowi Bułgarii Bojce – red.) Borysowowi dyskretnie udało się uzyskać wsparcie od Merkel i Macrona. Borysowa zapewne zaniepokoiło, że Putin zażądał „brakujących” pieniędzy z South Stream.

Co ciekawe, TurkStream-2 działa teraz na pełnych obrotach, a Nord Stream-2 nie: Borysow dostarczył Kremlowi to, czego nie udało się Merkel.

Czy można przewidywać, że w sytuacji spadku znaczenia Ukrainy jako kluczowego kraju tranzytowego Rosja stanie się bardziej aktywna w Donbasie i na terytoriach wokół Krymu?

Zdecydowanie tak. Uzależnienie od ukraińskiego tranzytu było przecież kluczowym czynnikiem odstraszającym Putina. Moskwa posuwa się do gróźb zbrojnej napaści na Ukrainę praktycznie za każdym razem, gdy Putin chce wymusić ustępstwa od Zachodu. Nie jestem pewien, czy rzeczywiście zdecyduje się on na atak na Ukrainę, bo ryzyko z tym związane jest dla niego zbyt duże. 

Putin ma w zasadzie dwie opcje – może albo najechać wschodnią Ukrainę a następnie wcielić okupowane terytoria do Rosji, co byłoby ryzykownym przedsięwzięciem, albo zaanektować Białoruś. Jest mało prawdopodobne, że w przypadku ataku Niemcy przyjdą z pomocą Ukrainie, a zresztą nie wierzę, by pomogły też jakiemukolwiek innemu państwu w Europie Wschodniej.

Jak kryzys energetyczny wpływa na napięcia w regionie Morza Czarnego?

Bezpośrednio. Głównym celem Rosji jest połączenie się z Półwyspem Krymskim drogą lądową i zintegrowanie Donbasu i Ługańska, czyli realizacja tzw. projektu „Noworosja”.

Wedle tej koncepcji Morze Czarne musi znajdować się pod całkowitą kontrolą Kremla, stąd rosyjskie niezadowolenie z obecności na tym terytorium okrętów NATO. Wiele publikacji wskazuje, że rosyjska infrastruktura gazowa na Morzu Czarnym jest wykorzystywana do monitorowania i kontrolowania ruchu statków i okrętów podwodnych.

W swojej ryzykanckiej grze Putin ma przewagę wynikającą z tego, że rządzi autokratycznym państwem reżimowym, ale nigdy nie będzie w stanie stworzyć modelu rozwoju gospodarczego, który mógłby konkurować z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi czy zapewnić dobrobyt i bezpieczeństwo swoim obywatelom. Standard życia Rosjan spada i kiedy z Ukrainy zaczną przybywać trumny z ciałami żołnierzy, Putin nie będzie miał czym tego przysłonić.

Josep Borrell: Europa musi zapewniać ludziom bezpieczeństwo [WYWIAD]

„Nie wystarczy udawać organizacji ograniczającej się do soft power, podczas gdy wszyscy wokół się zbroją. Unia Europejska nie może mówić wyłącznie o prawach człowieka i handlu”, mówi szef unijnej dyplomacji.

Nowa strategia wojskowa UE: Europa będzie lepiej przygotowana na kryzysy?

UE proponuje nowe rozwiązania w zakresie obronności.