Aleś Zarembiuk: Białorusini przeżywają najgorszy czas w naszej współczesnej historii [WYWIAD]

Białoruś, opozycja, Łukaszenka, protesty, Rosja, Polska, Putin, pomoc, Białoruski dom,

O sytuacji Białorusinów w Polsce, polityce Unii Europejskiej i przyszłości naszych wschodnich sąsiadów, rok po protestach, które zdominowały kraj opowiadał Aleś Zarembiuk, prezes fundacji Białoruski Dom w Warszawie. / Foto via unsplash [@arnidan]

„My wszyscy potrzebujemy wsparcia i zmiany reżimu. Polska i Unia Europejska chciałyby mieć przewidywalnego sąsiada – państwa, gdzie panuje pokój, gdzie będzie można przyjeżdżać i wspólnie realizować nowe projekty, idee. Białorusini są takim narodem – inteligentnym, wykształconym, pracowitym. My też chcemy żyć w demokratycznym, przewidywalnym i niepodległym państwie”, mówi Aleś Zarembiuk, prezes fundacji Białoruski Dom w Warszawie*.

 

 

 

Wywiad z Alesiem Zarembiukiem jest dostępny także w formie podcastu na platformach: SpotifySoundcloudApple Podcasts i Google Podcasts.

 

Martyna Kompała, EURACTIV.pl: W ubiegłotygodniowej rozmowie w RMF.fm, po znalezieniu w Kijowie ciała Witala Szyszowa, który przewodził ukraińskiej grupie pomagającej Białorusinom uciekającym za granicę, powiedział Pan, że w Białorusini w Polsce „czują się bezpiecznie”. Czy w naszym kraju odczuwalne jest działanie białoruskiego reżimu i jego służb?

Aleś Zarembiuk: Od marca obserwujemy, że jacyś dziwni ludzie pojawiają się blisko nas, śledzą, chodzą za nami, próbują podsłuchiwać nasze rozmowy. Takie sytuacje miały miejsce w wielu miastach Polski – w Warszawie, Wrocławiu i Białymstoku.

W mediach nazwał Pan młode pokolenie Białorusinów innym, „europejskim”. Czym więc różni się ono od starszych pokoleń?

Przede wszystkim nie jest zorientowane na Moskwę, tak jak ludzie starsi, którzy urodzili się w Związku Radzieckim. Dla nich Moskwa jest „stolicą stolic”. Dla Białorusinów natomiast stolicą jest Mińsk.

Białorusini nie różnią się niczym od swoich rówieśników z Polski czy innych krajów Unii Europejskiej – również prowadzą Instagrama czy inne media społecznościowe. Również Facebook jest coraz popularniejszy.

Podróżują tanimi liniami lotniczymi jak Litwini, Polacy, Francuzi i Włosi. Tylko że z taką różnicą, że te linie lotnicze nigdy do nas nie latały. Na Białorusi żartuje się nawet, że mamy lotnisko „Mińsk 1” z drogimi cenami biletów. Ponadto, mamy lotnisko „Mińsk 2” w Wilnie, gdzie latają tanie i dostępne dla młodych ludzi linie lotnicze oraz „Mińsk 3”, czyli lotnisko w Warszawie. Każda podróż w ostatnich 6-7 latach zaczyna się od Polski czy Litwy.

Dla młodych Białorusinów historia ZSRR nie ma znaczenia. 25 sierpnia będziemy świętowali 30 rocznicę niepodległości Białorusi. 20-, 30-latkowie, ludzie młodzi, którzy urodzili się w niepodległej Białorusi, nie wiedzą, czym jest Związek Radziecki.

Jedyne co ich różni od innych rówieśników to to, że potrzebują wizy i muszą pokonać trochę dłuższy szlak, by trafić na wakacje czy pojechać na Erasmusa. Coraz popularniejszy jest język angielski. Młodzi, wykształceni Białorusini uczą się angielskiego, w odróżnieniu od starszego pokolenia, które w ogóle nie mówi w tym języku. To jest duża zmiana. Te wszystkie rzeczy sprawiają, że są to dwa absolutnie różne pokolenia.

Jako prezes Fundacji z pewnością spotkał Pan setki swoich rodaków, którzy wyemigrowali do naszego kraju. Z jakimi problemami zmagają się Białorusini w Polsce i jak się w niej odnajdują?

Jest dużo problemów, z którymi borykają się Białorusini. Przykładowo rodziny mają kłopot z dostaniem się ich dziecka do przedszkola. Wiem, że w dużych aglomeracjach również Polacy mają ten sam problem, bo przedszkoli jest po prostu za mało. Czasem, choć rzadziej, bywają problemy z dostaniem się dzieci do szkół.

Jeśli chodzi o uchodźców i ludzi prześladowanych, którzy musieli uciec z kraju z przyczyn politycznych, mają oni w Polsce bardzo słabe wyposażenie w czasie, gdy oczekują na decyzję urzędu ds. cudzoziemców. Otrzymują tylko 25 zł dziennie, jeśli mieszkają poza ośrodkiem dla uchodźców, co daje łącznie 750 zł miesięcznie.

Problem polega na tym, że w ciągu 6 miesięcy oczekiwania na decyzję, a czasem ten proces jest dłuższy, nie mogą pracować. Z drugiej strony nie mogą utrzymać się za tę kwotę. Rozwiązaniem byłoby zmiana rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji, które reguluje tę kwestię.

Polacy są przyjaźnie nastawieni do Białorusinów? 

Polacy są bardzo otwarci na Białorusinów. Jestem świadkiem tysięcy gestów solidarności ze strony polskiego narodu. Polska jest najpopularniejszym kierunkiem imigracji politycznej – tu można kontynuować studia, istnieje program im. Konstantego Kalinowskiego, jak również inne programy pomagające studentom, jak Gaude Polonia dla twórców, ludzi sztuki, czy program stypendialny NAWA.

Co istotne, w Polsce nie ma również problemów z pracą. Jasne, że jeżeli ktoś był profesorem i od razu chce zacząć wykładać na uczelni, musi się trochę podszkolić. Jeśli jest to lekarz, musi otrzymać pewne uprawnienia przed pracą w zawodzie.

Jednak, jeśli ktoś ma chęci, w Polsce jest dużo pracy. Być może nie zawsze jest to praca marzeń, ale można powiedzieć, że Białorusini w Polsce mają się dobrze.

A jak żyje się we współczesnej Białorusi? Z czym mierzą się na co dzień ci, którzy postanowili zostać w kraju? Jak radzą sobie z reżimem, represjami?

Białorusini, moi rodacy, przeżywają obecnie najgorszy czas, najczarniejsze dni w naszej współczesnej historii. Gorsze były tylko za czasów Stalina, w Białoruskiej Radzieckiej Republice, kiedy represjonowano setki tysięcy Białorusinów.

Teraz naprawdę ludzie są bardzo zastraszeni. 36 tys. ludzi jest bezpośrednio dotkniętych represjami, a na dzień dzisiejszy, ponad 610 osób jest więźniami politycznymi, znajdując się w więzieniach. W ostatnim roku na podstawie artykułu karnego „Ekstremizm”, wszczęto 4,2 tys. spraw.

Mimo to, wielu Białorusinów nie chce wyjeżdżać, chce zostać i kontynuuje chociażby symboliczne akcje protestu – wywieszają biało-czerwono-białe flagi, publikują zdjęcia, spotykają się. Sytuacja jest bardzo zła, Białoruś, szczególnie społeczeństwo bardzo potrzebuje wsparcia ze strony Zachodu, Unii Europejskiej i cywilizowanego świata.

Po ubiegłorocznych wydarzeniach na Białorusi tysiące obywateli i obywatelek w całej Europie, również w Polsce, wyszło na ulicę, by pokazać swoją solidarność. Co powinny obecnie zrobić polskie władze, aby wspierać Białorusinów?

Polskie władze w ubiegłym roku zainaugurowały program „Solidarni z Białorusią” – to była najszybsza reakcja wśród wszystkich innych państw. Do dziś wiele krajów nie zrobiło czegoś podobnego. Taka pomoc jest bardzo potrzebna, przede wszystkim rodzinom więźniów politycznych, którzy znajdują się na Białorusi, którzy muszą radzić sobie sami, bez ojców, mężów, rodziców.

Jeśli chodzi o polskie władze, zrobiono dużo – wprowadzono wizy humanitarne, które pozwalają żyć i pracować w Polsce legalnie. My oczekujemy, by Polska była liderem jeśli chodzi o kwestię białoruską na Zachodzie, bo Polacy najbardziej rozumieją nas Białorusinów i naszą sytuację.

Potrzebujemy międzynarodowej koalicji, która by stale działała. W Warszawie mogłaby zostać zorganizowana konferencja przedstawicieli wszystkich państw zachodnich na rzecz demokracji na Białorusi. Potrzebujemy stabilnych działań całego Zachodu wobec Białorusi.

Zachód już widzi, że Alaksander Łukaszenka, krwawy dyktator, jest nieobliczalny, nieprzewidywalny i nie da się z nim „dogadać”, jak to miało miejsce kilkakrotnie we współczesnej historii, kiedy wpierw nakładano na białoruskie władze sankcje, po których następowała odwilż. Zawsze kończyło się to źle, i coraz większymi represjami przeciwko społeczeństwu białoruskiemu.

Ten człowiek, wysyłając imigrantów na granicę z Litwą czy Polską, uziemiając samolot nad Białorusią, organizuje państwowy terroryzm. Wszyscy potrzebujemy wsparcia i zmiany władz. Polska i Unia Europejska chciałyby mieć przewidywalnego sąsiada – państwa, gdzie panuje pokój, gdzie będzie można przyjeżdżać i wspólnie realizować nowe projekty, idee. Białorusini są takim narodem – inteligentnym, wykształconym, pracowitym. My też chcemy żyć w demokratycznym, przewidywalnym i niepodległym państwie.

Czy Zachód wystarczająco wspiera Białoruś?

Uważam – i myślę, że zgodzą się ze mną inni Białorusini – że w tej chwili nie. Minął już rok od rozpoczęcia pokojowych protestów. Wciąż stworzono mało programów wsparcia dla więźniów politycznych, ich rodzin i osób represjonowanych. Taki unijny program jest bardzo potrzebny – ludzie muszą przeżyć, wytrwać – przede wszystkim ci, którzy znajdują się na Białorusi. Ci, którzy wyjechali i żyją w wolnym kraju sobie poradzą. Jest dużo inicjatyw, można studiować, pracować. To zupełnie inna sytuacja.

Potrzebujemy wsparcia przede wszystkim dla osób poszkodowanych, represjonowanych, społeczeństwa obywatelskiego, wolnych mediów i inicjatyw lokalnych. Bez tego nie zmienimy Białorusi.

Potrzebujemy wsparcia dla ekspertów, ludzi z białoruskiej diaspory, specjalistów, fachowców, profesjonalistów, którzy później będą zmieniać, reformować kraj po demokratycznych przemianach.

Będziemy mieli bardzo mało czasu na te zmiany, dlatego potrzebujemy więcej technologii i doświadczeń z Polski, Czech, Litwy, z krajów Zachodu – Niemiec, Francji, z Belgii, Niderlandów, by szybko zmienić kraj. To ważne, ponieważ nasz sąsiad – Rosja od 2008 r. prowadzi agresywną politykę, militaryzuje się, prowadzi wojny przeciwko Gruzji, Ukrainie, w tym wojny hybrydowe w różnych częściach świata.

Taki sąsiad jest dla nas zagrożeniem i będzie chciał mieć zawsze Białoruś w swojej orbicie wpływów. Musimy przeprowadzić reformy, udowodnić społeczeństwu, że Białoruś to również Europa, nie tylko geograficznie. My, Białorusini jesteśmy w stanie zadbać o siebie, naszą gospodarkę, naszą kulturę i o nasze państwo, ale potrzebujemy wsparcia Zachodu w okresie przejściowym.

Jakie są prognozy na przyszłość – jak może rozwinąć się sytuacja na Białorusi rok po wyborach?

Prognozy niestety są obecnie bardzo smutne. Łukaszenka i jego generałowie, bo tylko na nich opiera swoją władzę, tylko im ufa, prowadzą czystki. Codziennie kogoś aresztują. Codziennie. Gdy wydaje się, że już wszystkich aresztowali – dziennikarzy, działaczy społeczeństwa obywatelskiego, organizacji samorządowych, otrzymujemy informacje, że kolejni dziennikarze są zatrzymywani, opuszczają Białoruś. Nawet nieduże inicjatywy, te lokalne, również znajdują się pod machiną represji. Codziennie zapadają kolejne długoletnie wyroki.

Łukaszenka dokręca śrubę do samego końca, i ta sytuacją może wybuchnąć. Nikt nie wie, co będzie czynnikiem, który może zapoczątkować nowe protesty. Obawiam się, że przemiany po doświadczeniach pokojowych protestów – z kwiatami, kobietami, dziećmi na rękach – doświadczenia 2020 r., dały ludziom do zrozumienia, że w taki sposób niestety nie da się zwyciężyć reżimu, który torturuje, zabija, poluje na ludzi, represjonuje, niszcząc rodziny, życie osobiste i kariery.

Może skończyć się to jeszcze większym przelewem krwi, niestety nie tak, jak to się skończyło w Polsce w 1989 r. – Okrągłym Stołem i dialogiem. Swiatłana Cichanouska wiele razy mówiła o tym, że trzeba usiąść do stołu i rozmawiać o nowych wyborach, przekazaniu władzy.

Jednak Łukaszenka i jego generałowie są głusi i myślą, że siłą utrzymają władzę. Podsumowując, może to trwać jeszcze z rok, dwa lub trzy lata. Ale i tak trawa przez beton się przebije, wiemy to z historii. Społeczeństwo może w końcu wybuchnąć każdego dnia i wtedy nic nie pozostanie po reżimie.

Wyobraża Pan sobie Białoruś bez Alaksandra Łukaszenki? Czy jest to w ogóle możliwe w obliczu silnego wsparcia władz w Mińsku przez Rosję?

Jest to możliwe. Ukraina jest tego dobrym przykładem. Mimo wszystkich zagrożeń, które mamy również ze strony Rosji, widzę Białoruś jako normalny, cywilizowany, demokratyczny kraj. Zresztą niemały, trzynasty w Europie pod względem powierzchni. Białoruś to kraj ludzi bardzo pracowitych oraz inteligentnego społeczeństwa. Naszym celem jest posiadać otwarte granice, brak wiz do Europy. Mieć dostęp do tanich linii lotniczych, dobrą edukacją – kraj zreformowany, piękny, europejski, z dobrą infrastrukturą i rozwiniętą gospodarką.

Polska jest bardzo dobrym przykładem, bo jeśli zobaczyć zdjęcia z lat 90., stan infrastruktury, wysokość płac, Polska bardzo dobrze się rozwinęła. To, że jest krajem proeuropejskim i dołączyła do Unii Europejskiej w 2004 r., jest dla nas bardzo dobrym przykładem.

Oczywiście Białorusini nie myślą o tym na razie, ponieważ mamy swój poważny problem w postaci krwawego dyktatora. Jednak zawsze byliśmy częścią Europy. Kiedyś nawet byliśmy jednym państwem w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, w Wielkim Księstwie Litewskim.

Nie mieliśmy żadnych granic, mamy dużo wspólnego. Dlatego widzę Białoruś jako członka Unii Europejskiej, kraj bardzo przyjazny, europejski, który nie ma granic na Zachodzie, gdzie ludzie będą mogli spokojnie żyć, pracować, wymyślać nowe, kreatywne rzeczy i projekty wraz z partnerami z innych krajów Unii Europejskiej.

 

 

* Fundacja Białoruski Dom powstała po wydarzeniach z 19 grudnia 2010 r., kiedy tysiące Białorusinów wyszło na ulice Mińska, by zaprotestować przeciwko fałszerstwom wyborczym w swoim kraju. Podobnie było 9 sierpnia, dziesięć lat później.

„Trawa przebije się przez beton”. Jak wygląda sytuacja Białorusinów w Polsce? [WYWIAD]

O sytuacji Białorusinów w Polsce, polityce Unii Europejskiej i przyszłości naszych wschodnich sąsiadów, rok po protestach, które zdominowały kraj opowiadał Aleś Zarembiuk, prezes fundacji Białoruski Dom w Warszawie.