Afryka to pole rywalizacji światowych mocarstw. Europa i Polska powinny zwiększać tam swoją obecność /WYWIAD/

Prezydent Chin Xi Jinping (drugi z prawej) rozpoczyna wizytę w Rwandzie. Po jego lewej stronie prezydent Rwandy Paul Kagame.

Prezydent Chin Xi Jinping (drugi z prawej) rozpoczyna wizytę w Rwandzie. Po jego lewej stronie prezydent Rwandy Paul Kagame. [lipiec 2018 r.] / Foto via flickr @Paul Kagame licencja (CC BY-NC-ND 2.0)

„Unia Europejska jest największym na świecie dawcą pomocy rozwojowej. Spróbujmy jednak zmienić sposób myślenia. Stwórzmy projekty biznesowe, zaproponujmy taki rodzaj współpracy, który przyczyni się do rozwoju ekonomicznego krajów afrykańskich”, mówi w rozmowie z EURACTIV.pl Andrzej Dycha, były ambasador Polski w krajach Afryki Zachodniej i były wiceminister gospodarki, członek Team Europe.

 

 

Mateusz Kucharczyk, EURACTIV.pl: W jaki sposób wytłumaczyć niespełnienie apokaliptycznych scenariuszy dotyczących rozwoju pandemii koronawirusa na kontynencie afrykańskim? W Afryce potwierdzono jak dotąd około 5 proc. wszystkich zakażeń SARS-CoV-2 na świecie. 

Andrzej Dycha: Dane z Europy i Afryki są nieporównywalne ze względu na skalę przeprowadzania i dostępności testów na obecność koronawirusa. W wielu krajach Afryki do dziś nie ma odpowiednika systemu PESEL. Przez to brakuje rzetelnych danych o urodzeniach i zgonach, co wpływa na niedokładność rejestracji przypadków zakażeń. Do tego dochodzi brak powszechnego dostępu do służby zdrowia oraz wysoka cena usług medycznych.

Co w takim razie z koronnym argumentem świadczącym o odporności Afryki – stosunkowo młodym wiekiem jej mieszkańców?

Afryka jest kontynentem młodych. Około 75 proc. mieszkańców jest poniżej 26 roku życia. Niewykluczone więc, że znaczna część zakażonych to, zgodnie z tym co twierdzą eksperci i epidemiolodzy, osoby nie mające objawów choroby COVID-19.

Spójrzmy jednak na rzeczywistość. Wirus jest w Afryce i się rozprzestrzenia. Jednocześnie nie wszystkie rządy są w stanie sfinansować zakup testów. Można je wykonać prywatnie, ale ich cena to 130 dolarów. Dwukrotnie przewyższa ona średnie miesięczne zarobki np. kierowcy taksówki w Nigerii (około 60-70 dolarów miesięcznie).

Nie jest zasadne wysnuwanie daleko idących wniosków na podstawie oficjalnych danych. Problemy finansowe, trudności z dostępem do testów, brak powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego ludności składają się na daleki od rzeczywistości obraz. Mogą pokazywać pewne tendencje, ale nie są w pełni reprezentatywne.

Rządy państw afrykańskich, którym zdarza się być na bakier z demokracją próbowały wykorzystać pandemię do poszerzenia władzy?

Działania podejmowane przez poszczególne rządy niczym się nie różniły od tych znanych nam z Europy. W zależności od sytuacji epidemiologicznej decydowano się na różne rozwiązania, np. wprowadzenie godziny policyjnej – jak we Francji – czy inne ograniczenia praw obywatelskich mające na celu zahamowanie rozprzestrzeniania się wirusa.

Jednak pierwszą ofiarą koronawirusa w Afryce jest gospodarka. Światowa pandemia oznacza dla Afryki przede wszystkim spore problemy ekonomiczne, które poszczególne kraje odczują znacznie mocniej niż np. Europejczycy. Negatywne efekty wprowadzanych rozwiązań, jak zamkniecie urzędów i wielu przedsiębiorstw oraz ograniczenie aktywności społecznej wpłyną na gospodarkę a w konsekwencji na poziom ubóstwa i bezpieczeństwo.

Jest Pan zwolennikiem umarzania długu krajów afrykańskich jako remedium w walce z ekonomicznymi skutkami pandemii? UE zapowiedziała rozważenie tego postulatu.

Uważam, że powinna się odbyć na ten temat pogłębiona dyskusja. Nie tak dawno – na początku lat 90. XX w. – u progu transformacji również Polsce umorzono część długów zaciągniętych przez rządy PRL. Pandemia przyczyni się do problemów z obsługą długu, a to może pogorszyć możliwości przygotowania odpowiedzi na ekonomiczne skutki kryzysu. Umorzenie zadłużenia może być warunkowane wprowadzaniem reform.

W trakcie, gdy Europa i świat będą zastanawiać się nad umorzeniem długów, Chiny będą zdobywać kolejne przyczółki w Afryce… Mamy do czynienia, jak utrzymują niektórzy, z nowym kolonializmem Chin w Afryce?

Afryka stała się polem rywalizacji dla światowych mocarstw: UE, USA, Turcji, Rosji i Indii. Chiny bardzo aktywnie przyłączyły się do gry o swoje interesy. Państwa europejskie są wciąż graczem dominującym na kontynencie afrykańskim. Pekin chce to zmienić.

Chiny od ponad dwóch dekad zwiększają obecność w Afryce. Plan sprowadza się do intensyfikacji ekspozycji ekonomicznej, a w konsekwencji i politycznej. Pekin kieruje środki na poprawę infrastruktury: terminale lotnicze, porty i transport, które pozwalają na eksport surowców do Chin. W ten sposób obniża się koszty eksportu chińskich towarów na rynki kontynentu.

Pamiętajmy, że zaangażowanie Chin nie ogranicza się wyłącznie do rynku surowców. To także  plan zdominowania rynku produktów konsumpcyjnych.

Czy jest to nowy kolonializm? W porównaniu do tego czym był kolonializm w przeszłości, to z pewnością nie jest to właściwe określenie. Kolonializm to zbiorowe traumatyczne przeżycie dla mieszkańców państw afrykańskich. Mówienie o tym w ten sposób nie odnosi się do istoty rzeczy.

Unia ma dobrą odpowiedź na ekspansję Chin w Afryce?

Teraz jest dobry moment na przemyślenie strategii. Nasze działania powinny być odpowiedzią na strategie pozostałych graczy. Myślę, że powinniśmy zwiększyć zaangażowanie na kontynencie afrykańskim i nowa Komisja Europejska ma tego świadomość. Dotychczasowe plany wyglądały dobrze na papierze, ale przynosiły rezultaty dalekie od oczekiwań.

Co trzeba zmienić?

Afryka jest kontynentem zróżnicowanym. Inaczej wygląda współpraca z rządami Afryki Północnej, inaczej w Afryce Zachodniej, a inaczej z RPA. Każdy partner jest inny. Dlatego trudno jest wypracować jedną strategię, dobrą w stosunku do wszystkich. Potrzebujemy strategii adresowanych dla poszczególnych krajów afrykańskich z uwzględnieniem ich potrzeb i możliwości.

Jednocześnie w ramach poszczególnych strategii krajowych powinniśmy skupić się na realizacji dwóch lub trzech celów głównych w zależności od sytuacji na miejscu. Czasem będzie  to infrastruktura, innym razem rolnictwo, edukacja czy bezpieczeństwo.

Chiny mają lepszy pomysł na Afrykę?

Myśląc o interesach mieszkańców kontynentu afrykańskiego, europejski jest lepszy. Wsparcie dla rządów prawa, walka z korupcją, wzmacnianie demokracji, rozwój edukacji z pewnością służy mieszkańcom Afryki, a taką współpracę proponujemy. Niezależnie od tego czy pomysł Chin jest lepszy czy gorszy, trzeba mu się uważnie przyjrzeć. Warunkiem wstępnym dla opracowywania jakiegokolwiek planu powinno być przeanalizowanie strategii konkurencji.

A na co stawia Pekin?

Niemal wyłącznie na spawy gospodarcze. Inwestycje realizuje w większości swoją siłą roboczą. Inna sprawa, że do swoich inwestycji ściągają więźniów – to w Afryce tajemnica poliszynela. Dzięki temu tną koszty. Tak udaje się Chińczykom skutecznie rywalizować w przetargach z firmami z państw europejskich.

Unia z pewnością nie podąży tą drogą. Co Pan proponuje?

Powinniśmy być bardziej elastyczni. W naszym interesie jest taki model współpracy, który będzie korzystny dla obu stron. Zastanówmy się gdzie i w jaki sposób możemy zwiększyć udział wartości dodanej gospodarek kontynentu afrykańskiego w globalnym łańcuchu. Należy położyć większy nacisk na rozwijanie handlu. Dotychczasowe cele powinny być dalej realizowane, ale z różnym natężeniem, ponieważ poszczególne kraje są inaczej przygotowane do ich realizacji.

Unia Europejska jest największym na świecie dawcą pomocy rozwojowej. Dla poszczególnych rządów ta pomoc stanowi znaczny zastrzyk gotówki. Stwórzmy jednak projekty biznesowe, zaproponujmy taki rodzaj współpracy, który przyczyni się do rozwoju ekonomicznego krajów afrykańskich „na miejscu”.

Przeanalizujmy sytuację każdego z państw w poszukiwaniu elementów, które blokują ich rozwój. Zapewniam, że każdy przypadek jest inny. Czasami są to braki w infrastrukturze czy  w edukacji rolniczej. Gdzie indziej ograniczone możliwości zbytu produktów rolniczych. Jestem za tym, by miały one łatwiejszy dostęp do europejskiego rynku. To podźwignęłoby rolnictwo na kontynencie.

A przy okazji wzbudziło protesty rolników z państw członkowskich UE…

Europejscy rolnicy są i będą pod ochroną Wspólnej Polityki Rolnej. Poza tym zapotrzebowanie na towary rolne jest w samej Afryce obecne, która w najbliższych latach będzie ich potrzebować ze względu na rosnącą demografię.

Skala wyzwań jest ogromna. PKB wszystkich państw Afryki (około 2,58 bln dolarów) jest niewiele większe niż PKB Włoch (ok 2,1 bln dolarów) i mniejsze niż PKB Francji (około 2,7 bln dolarów). Tymczasem 70 proc. produktu krajowego brutto na kontynencie nadal jest wytwarzane w rolnictwie. Jednocześnie produkcja rolna jest droga, także dlatego, że rolnicy nie mają dostępu do finansowania inwestycji.

Edukacja rolnicza o nowoczesnych sposobach produkcji rolnej to kolejne wyzwanie.

Gdy pojawiła się informacja o zakończeniu negocjacji z krajami Wspólnego Rynku Południa (Mercosur), europejscy rolnicy wyrazili swoje niezadowolenie z powodu dopuszczenia na unijny rynek produktów z Ameryki Południowej: przede wszystkim tamtejszej wołowiny. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Taka decyzja to polityczne samobójstwo dla rządów krajowych.

Kraje Mercosuru są specjalistami w produkcji wołowiny na świecie. Stąd uzasadnione obawy naszych rodzimych hodowców bydła. Sytuacja w przypadku Afryki jest inna. Importujemy głównie produkty pochodzenia roślinnego, nieuprawiane w Europie. Plantacje kawy, kauczuku, kakao, orzechów nerkowca nie są naszą specjalnością.

Unia chroni swoje rolnictwo poprzez dopłaty i standardy. Brak stosowania kosztownych metod  produkcji rolnej oraz certyfikatów uniemożliwia import do UE. Jednak jeżeli rolnicy z Mercosuru czy z Afryki spełniają unijne wymogi, powinni być dopuszczani na europejski rynek. Wspólną Politykę Rolną stać na zrekompensowanie rodzimym rolnikom wprowadzenia kwot np. wołowiny na rynek.

Nie traćmy z oczu szerszego kontekstu. Za możliwość kupna argentyńskiej i brazylijskiej wołowiny Europa może sprzedawać swoje produkty przemysłowe, np. samochody i usługi. To są miejsca pracy dla Europejczyków.

Wspólna Polityka Rolna to przykład bardzo udanej polityki unijnej. Komisja Europejska i krajowe instytucje wsparcia rolnictwa mają wiedzę i unikalne kompetencje, żeby pomóc w budowie silnego sektora rolniczego w Afryce. W ten sposób możemy  zmniejszyć poziom ubóstwa na kontynencie.

Unia Europejska chce większego zaangażowania w Afryce i zapowiada zmianę strategii we wzajemnych relacjach. Czy jej zręby, przedstawione tuż przed pandemią, to krok w dobrą stronę?

W marcu br. Komisja Europejska zaprezentowała dokument rozpoczynający dyskusję UE z Unią Afrykańską nad nowymi celami współpracy. Europa proponuje wzmocnienie współpracy w pięciu obszarach: gospodarka poprzez zielony rozwój, transformacja cyfrowa, zrównoważony wzrost i zatrudnienie, bezpieczeństwo oraz migracje.

Zmiana jest efektem nowej strategii politycznej UE na najbliższe lata związanej z „Europejskim Zielonym  Ładem”. Uważam, że wprowadzenie mniejszej liczby priorytetów to krok w dobrą stronę. Wspieranie współpracy dla zrównoważonego rozwoju gospodarczego jest najważniejszym z całej piątki. Rozwijające się gospodarki Afryki i Europy pomogą w realizacji priorytetów w pozostałych obszarach.

Czy pomimo problemów rozwojowych w Afryce wskazałby Pan jakiś kraj lub kraje, które wyróżniają się na tle pozostałych, łącząc np. dostęp do surowców z modernizacją?

Jest ich wiele, zaczynając od RPA przez Maroko, Wybrzeże Kości Słoniowej czy Ghanę. Sam dostęp do surowców nie jest gwarantem sukcesu. Są liczne przykłady na świecie wskazujące, że odkrycie bogatych złóż minerałów może być źródłem problemów.

Łatwe pieniądze np. z ropy czy gazu wpływają na obumieranie pozostałych gałęzi gospodarki. Dobre zarządzanie w krajach obdarzonych bogactwami naturalnymi jest kluczowe. Tylko to może zapewnić inteligentny rozwój społeczny i gospodarczy.

Są też nieliczne przykłady krajów zarządzanych niedemokratycznie, które dokonują modernizacji, jak zamieszkiwana przez niemal 2 mln mieszkańców Gwinea Równikowa. Rządzący wykorzystują tam część środków ze sprzedaży ropy na rozwój.

Europejczyk może patrzeć krzywo na sukcesy krajów niedemokratycznych, ale może  czasem nie ma innego wyjścia?

Powinniśmy wspierać państwa stosujące zasady demokratyczne. Nasz europejski interes jest tu jednoznaczny. Tak jak w Europie mamy państwa o rożnym rozumieniu demokracji, tak przykładanie jednej miary do kontynentu afrykańskiego może być mylące. Demokracja działa tam inaczej, co wynika z innej tradycji i obyczajów, należy to uszanować.

UNICEF  szacuje, że do 2050 r. Afrykę będzie zamieszkiwało 2,5 mld ludzi. Polskie firmy powinny inwestować na tym kontynencie?

Zdecydowanie tak. Rozwijająca się Polska w naturalny sposób powinna zwiększać swoją obecność w Afryce, mimo że tamtejszy rynek jest wymagający. W początkowej fazie wskazane jest korzystanie z doświadczeń firm innych państw Unii, także po to, aby zrozumieć lokalną specyfikę. Można rozważyć rozpoczęcie współpracy jako podwykonawca, aby później z bagażem doświadczeń próbować swych sił samodzielnie.

Obecnie handel Polski z krajami afrykańskimi nie przekracza 3 mld dolarów rocznie i w ponad dwóch trzecich skupia się na krajach Afryki Północnej (dane GUS). Od kilku lat utrzymuje się tendencja wzrostowa, ale to głównie przyczyna niskiego pułapu startowego. Polski eksport do Afryki nie przekracza 1 proc. całości sprzedawanych za granicę produktów z naszego kraju.

W krajach afrykańskich brakuje przedstawicieli polskich firm, a bez nich nie sposób zdobywać nowych kontraktów. Obecnie polscy przedsiębiorcy skupiają się na korzyściach płynących z jednolitego rynku UE. Następne w kolejności są kraje bliskiego sąsiedztwa jak Ukraina, Rosja czy Białoruś. Rynek afrykański czeka w kolejce.

Co sprawia, że polski handel z krajami afrykańskimi jest tak mizerny?

Wpływ na to mają dwa czynniki: odległość oraz wielkość gospodarki naszej i kontynentu. Do tego dochodzi w przypadku niektórych krajów kwestia bezpieczeństwa. Prowadząc biznes w Afryce należy uwzględnić dodatkowe koszty administracyjne, zapewnić bezpieczeństwo personelowi.

Jest jeszcze wiele mniejszych spraw, jak dłuższe i droższe podróże samolotowe. Wszystko to generuje koszty, których nie każdy jest gotowy ponieść. Nie zapominajmy o lokalnej infrastrukturze, a więc możliwości prowadzenia handlu.

To dlatego Chiny budują porty i drogi dojazdowe do nich. Bez tego byłoby o wiele trudniej uzyskać dostęp do rynku i surowców.

***

 

Vivian Wu: Europo, nie daj się przekupić Chinom!

Nowy Jedwabny Szlak to korupcja, kłamstwa i populizm. Europa powinna jak najszybciej zadać sobie pytanie, na jaki jeszcze kompromis gotowa jest iść w relacjach z Chinami. Pamiętajcie: nie ma nic za darmo – wywiad.