Polska będzie wielka w silnej, wspólnej Europie

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Źródło: alex.ch via Flickr.com

W dobrze pojmowanym interesie narodowym Polski jest wszystko, co może zwiększyć spójność Unii Europejskiej oraz wesprzeć solidarność między państwami członkowskimi, mimo że w danym momencie może to pociągać koszty materialne i polityczne wewnątrz kraju. Jest też w interesie Polski wysiłek na rzecz proeuropejskiej edukacji naszego społeczeństwa oraz przeciwdziałania destrukcyjnemu nacjonalizmowi – pisze prof. Józef Niżnik z Polskiej Akademii Nauk.

W aktualnej sytuacji geopolitycznej na pytanie o najważniejszy interes narodowy Polski można najkrócej odpowiedzieć, że jest nim właśnie ‘wspólność’ Europy. Oznacza to, że decyzje, które tę wspólność podważają są działaniem na szkodę naszego kraju. Choć ich zwerbalizowanym uzasadnieniem są zwykle idee szlachetne, wiązane z wartościami o niepodważalnym znaczeniu, to są one rozumiane w sposób archaiczny, zupełnie nieadekwatny do czasów współczesnych.

„Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” czyli tzw. ‘Plan Morawieckiego’ jest opatrzony mottem sprzed niemal 100 lat, zaczerpniętym z myśli Józefa Piłsudskiego: „Polska będzie wielka albo nie będzie jej wcale”. Warto zastanowić się, na czym może polegać wielkość Polski w czasach gdy dominującym czynnikiem przesądzającym o szansach rozwoju i pomyślności kraju jest umiejętne stawienie czoła wyzwaniom zglobalizowanego świata? Wstępując do NATO i Unii Europejskiej daliśmy wyraz przekonaniu, że nie jesteśmy w stanie sprostać tym wyzwaniom samodzielnie.

Jak Polska ma być ‘wielką’ jako część europejskiej wspólnoty?

Przede wszystkim nasz kraj, tak jak i inne relatywnie słabsze ekonomicznie bądź politycznie państwa UE, korzysta z prawno-politycznej architektury Unii. To ta polityczna konstrukcja Unii, za sprawą swoich fundamentalnych reguł, minimalizuje możliwość takiej dominacji państw największych bądź najsilniejszych gospodarczo, która byłaby groźna dla innych. To właśnie te reguły spowodowały, że po latach integracji europejskiej żadne z państw nie tylko nie jest postrzegane jako zagrożenie, ale od najsilniejszego z nich wręcz oczekuje się przywództwa. Oczywiście nie oznacza to, że państwa członkowskie nie mają swoich preferencji, postrzeganych zwykle jako odrębne interesy.

Zauważmy, że kategoria ‘interesów narodowych’ bliska jest pojęciu ‘racji stanu’. Gdy jednak ta druga odwołuje się do ‘państwa’, to ta pierwsza do ‘narodu’, pojęcia o większym ładunku emocjonalnym. Choć różnic jest więcej, to w dyskursie politycznym ważna jest zwłaszcza ta ostatnia. Sformułowanie ‘interesy narodowe’ może doskonale służyć pragmatycznym celom dowolnego ugrupowania politycznego. Warto zauważyć, że sprzyjają temu oba zastosowane słowa , które pociągają za sobą określone domniemania. Domniemania, które – w istocie – niemal eliminują głębszą refleksję. Oto, wbrew kontekstualności obu tych pojęć, ‘narodowe’ oznacza zwykle ‘nie podlegające dyskusji’, a ‘interesy’ – jak się sugeruje – są ‘oczywiste’.

Gdy mowa o interesach w ogóle, a o interesach narodowych szczególnie, wydaje się konieczne wyróżnić perspektywę krótko i długoterminową. Jakkolwiek każde rządzące ugrupowanie polityczne w państwie utrzymuje, że jego główną troską są interesy narodowe, to nie trudno wskazać na przykłady, które pokazują, że często interesy narodowe definiowane w perspektywie długoterminowej nie sprzyjają doraźnym celom politycznym. Powoduje to, że często bieżące decyzje dobrze służą rządzącej partii lecz stanowią oczywistą szkodę dla dalekosiężnych interesów narodowych.

Dość naturalnym jest postrzeganie interesów narodowych bądź to w kontekście polityki wewnętrznej, bądź w kontekście polityki międzynarodowej czyli zewnętrznej. Niekiedy jednak wygodnie jest siłom politycznym państwa sugerować, że te dwa konteksty mogą być oddzielone. Niestety, często taka sugestia skutecznie trafia w oczekiwania społeczne dotyczące różnego rodzaju bieżących potrzeb.

Gdy mowa o interesach narodowych w kontekście wewnętrznym można wskazać takie cele jak dobro wspólne, sprawiedliwość, pomyślność gospodarczą i inne w zależności od programu politycznego rządzącego w państwie ugrupowania, które zwykle te cele definiuje. Przy tym ugrupowania rządzące, w trosce o sukces w najbliższych wyborach, rzadko przyjmują perspektywę długofalową. Mogą więc, na przykład, forsować obniżenie wieku emerytalnego wbrew kalkulacjom ekonomicznym pokazującym, że na dłuższą metę jest to katastrofalne dla gospodarki narodowej.

Mój obecny temat dotyczy jednak przede wszystkim interesów narodowych w kontekście zewnętrznym. Nie ulega wątpliwości, że w tym sensie interesy narodowe są ściśle związane z otoczeniem międzynarodowym i relacjami z innymi państwami. Dotyczą one, między innymi, takich celów/wartości jak bezpieczeństwo, tożsamość narodowa, pomyślny rozwój cywilizacyjny (w wymiarach gospodarczych, kulturowych i społecznych) oraz suwerenność.

W staraniach o polskie członkostwo w NATO i Unii Europejskiej podkreślano w krajowych debatach zwłaszcza bezpieczeństwo oraz rozwój cywilizacyjny. Jednak w istocie, wyrwanie się z rosyjskiej dominacji, z kręgu kultury, powiedzmy, euroazjatyckiej, było też postrzegane jako zachowanie polskiej tożsamości europejskiej oraz gwarancja naszej suwerenności. Dla przeważającej większości było więc oczywiste, że suwerenność w czasach globalizacji, a zwłaszcza w przypadku integracji regionalnej jest czyś innym niż w tradycyjnym wymiarze westfalskim. Zatem udział w tych ugrupowaniach, a zwłaszcza członkostwo w Unii Europejskiej, oznaczał zgodę na uwspólnienie suwerenności, na udział w ponadnarodowej suwerenności zbiorowej.

Prawo międzynarodowe rozróżnia suwerenność i wykonywanie praw suwerennych. W świetle tego rozróżnienia dobrowolne przekazanie pewnych kompetencji poza państwo narodowe nie oznacza ograniczenia suwerenności rozumianej, przede wszystkim, jako zdolność do samodzielnego podejmowania decyzji w takich sprawach. Nie możemy jednak zakładać, że członkostwo w Unii Europejskiej wyklucza zagrożenia dla interesów narodowych Polski?

Nie wyklucza! Jednak to od nas zależy, czy ich obrona będzie dostatecznie skuteczna. Wymienię trzy najważniejsze zagrożenia dla interesów narodowych Polski jako członka UE.

  1. Asymetryczność współzależności.
  2. Pułapka średniego dochodu.
  3. Peryferyjność Polski w politycznej architekturze Unii.

Współzależność państw członkowskich UE jest naturalną konsekwencją procesu integracji. Jednak ze względu na różnice w ich potencjałach (gospodarczych, ale także politycznych i kulturowych) współzależność ta jest – jak określili to Robert Keochane i Joseph Nye – asymetryczna. Jeszcze przed wejściem Polski do UE, sam pisałem o ‘nierównym partnerstwie’ (unequal partnership), a Jadwiga Staniszkis pisze o ‘przemocy strukturalnej’ UE wobec państw post-komunistycznych. Warto jednak podkreślić, że – w odróżnieniu od sytuacji państw w dawnym bloku komunistycznym – jest to ciągle współzależność, a nie zależność. Ponadto w dużej mierze prawo unijne, w ślad za podstawowymi zapisami traktatów, jest ukierunkowane właśnie na zmniejszenie tej asymetrii. Dotychczasowy rozwój Polski jako członka UE pokazuje, że radzimy sobie z tą asymetrią zupełnie nieźle. Szansę na kontynuację niwelowania różnic w potencjałach gospodarczych i politycznych dają jedynie: pogłębienie integracji, wzrost spójności Unii i jej większa ‘wspólnotowość’.

Sukces Polski w tej dziedzinie, w tym ucieczka przed pułapką średniego dochodu, w dużej mierze zależy od strategii gospodarczej państwa, a przede wszystkim od postępu dziedzinie edukacji i nauki. Nie wystarczy słowne podkreślanie roli innowacyjności. Kluczową zasadą w tych sprawach musi być myślenie w perspektywie długoterminowej. Wymaga ono kontynuacji polityki wewnętrznej w kluczowych dziedzinach także po zmianie sił politycznych u steru państwa.

Unia Europejska stanęła obecnie wobec wielu skumulowanych wyzwań – wobec wzrostu nacjonalistycznych ruchów eurosceptycznych, wobec naporu masowej migracji spoza Unii, wobec ciągle tlących się kolejnych kłopotów finansowych i fiskalnych w strefie Euro, wreszcie wobec wyniku referendum w Wielkiej Brytanii w sprawie członkostwa Zjednoczonego Królestwa w Unii. W tej sytuacji można się spodziewać przebudowy unijnej architektury politycznej. Jedynie od odważnych, szybkich decyzji Polski będzie zależeć czy nasz kraj podąży za grupą państw zwierających szyki w celu ochrony najważniejszych osiągnięć integracji, czy też znajdzie się na peryferiach Unii. Byłaby to peryferyjność na własne życzenie.

Interesy narodowe Polski należy więc wiązać raczej z długofalowo rozumianą racją stanu niż z doraźnymi korzyściami politycznymi czy gospodarczymi. Na przykład, jednym z kroków, które mogłyby zapewnić Polsce miejsce, do jakiego predestynuje nas bycie jednym z sześciu największych państw Unii byłoby szybkie przyjęcie wspólnej waluty. Krok taki byłby poza tym wsparciem dla Unii Walutowej w momencie, w którym niektórzy zapowiadają jej upadek. Podobnie, państwo aspirujące do liczącej się pozycji we wspólnocie nie może uchylać się od aktywnego udziału w rozwiązaniu problemu masowej fali uchodźców.

Tak więc w dobrze pojmowanym interesie narodowym Polski jest wszystko, co może zwiększyć spójność Unii Europejskiej oraz wesprzeć solidarność między państwami członkowskimi, mimo że w danym momencie może to pociągać koszty materialne i polityczne wewnątrz kraju. Jest też w interesie Polski wysiłek na rzecz proeuropejskiej edukacji naszego społeczeństwa oraz przeciwdziałania destrukcyjnemu nacjonalizmowi. Innymi słowy, w najlepiej pojmowanym interesie narodowym Polski jest Europa rzeczywiście wspólna.

 

Prof. dr hab. Józef Niżnik, Instytut Filozofii i Socjologii, Polska Akademia Nauk