Wielka Brytania: Rząd odtajnił raport na temat skutków bezumownego brexitu

źródło: publicdomainpictures.net, fot. George Hodan

źródło: publicdomainpictures.net, fot. George Hodan

Ujawniono rządowe dokumenty dotyczące tzw. Operacji Yellowhammer. Miałaby ona przeciwdziałać potencjalnym skutkom wyjścia z Unii Europejskiej bez regulującej tę sytuację umowy.

 

O ujawnienie tajnych rządowych dokumentów brytyjska prasa apelowała od połowy sierpnia. Wówczas „Sunday Times” ujawnił istnienie niejawnego raportu na temat potencjalnych skutków brexitu bez umowy. Formalnie o odtajnienie dokumentów zawnioskowali zaś były poseł Partii Konserwatywnej (obecnie jest niezależny) Dominic Grieve oraz posłanka opozycyjnej Partii Pracy Hillary Benn. Liczący 5 stron dokument nosi tytuł „Operacja Yellowhammer”.

Raportu ujawnił w końcu odpowiedzialny za przygotowania do ewentualnego bezumownego brexitu szef gabinetu rady ministrów Michael Gove.

Kłopoty na granicach

Autorzy raportu za datę brexitu przyjęli 31 października (taka obecnie obowiązuje, choć Izba Gmin domaga się przesunięcia tego terminu na koniec stycznia przyszłego roku). We wstępie do ujawnionego dokumentu stwierdzają oni, że wraz z końcem października ustaną wszelkie relacje dwustronne z UE i przestaną obowiązywać wszystkie unijne przepisy. A to może wywołać poważne zakłócenia w funkcjonowaniu wielu obszarów w gospodarce, w tym przede wszystkim importu towarów lub półproduktów z Europy.

Głównym zmartwienie autorów raportu jest funkcjonowanie portów oraz terminali kolejowo-samochodowych w okolicy kanały La Manche. Tą drogą sprowadzanych jest do Wielkiej Brytanii wiele towarów. Samochody ciężarowe mogą tam utknąć nawet na 2,5 dnia, a kierowcy osobówek podlegać będą wielogodzinny kontrolom podczas wjazdy na teren UE. Tymczasem dziś Wielka Brytania sprowadza z Europy m.in. leki, paliwo czy świeżą żywność. Tego wszystkiego może w związku z powrotem twardej granicy zacząć brakować. I to nawet mimo tego, że brytyjscy importerzy robią zapasy już od kilku miesięcy.

Raport przygląda się także sytuacji na granicy między Irlandią a Irlandią Północną, czyli jedynej przyszłej lądowej granicy między UE a Zjednoczonym Królestwem. Twardy brexit poważnie zakłóci funkcjonowanie wielu firm, które przez ostatnie lata rozwijały swoją działalność na całej wyspie irlandzkiej. „Brak kontroli jest na dłuższą metę nie do utrzymania” – głosi raport. Trudna sytuacja zarówno w Irlandii Północnej, jak i w portach nad kanałem La Manche może się ciągnąć nawet przez pół roku.

Dokument stwierdza także, że opisana w nim sytuacja to nie „najczarniejszy scenariusz”, ale „najbardziej prawdopodobne konsekwencje bezumownego brexitu”. Autorzy raportu oceniają też, że gotowość brytyjskiego społeczeństwa oraz brytyjskich przedsiębiorców do podjęcia takiego ryzyka jest niska. Za główny czynnik takiej sytuacji uznają „trwające już od wielu miesięcy polityczne zamieszanie wokół procesu opuszczania UE”.

Irlandzki premier zachęca do szukania porozumienia w sprawie brexitu

„Brexit nie skończy się 31 października czy 31 stycznia. Przeciwnie, po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE wejdziemy w nową fazę, ale problemy dla Zjednoczonego Królestwa oraz Irlandii nie znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki” – powiedział przed spotkaniem z Borisem …

Polityczny klincz na Wyspach

Tymczasem niepewność w brytyjskiej polityce jeszcze się nasila. Obrady Izby Gmin, która przyjęła niedawno ustawy zobowiązujące premiera Borisa Johnsona do nie dopuszczenia do brexitu bez umowy oraz ubiegania się o kolejne odroczenie opuszczenia UE, zostały przerwane do 14 października. Na wniosek jaki w tej sprawie złożył szef rządy zgodziła się królowa Elżbieta II.

Teraz jednak szkocki sąd uznał, że zawieszenie prac parlamentu odbyło się niezgodnie z prawem. Zdaniem części ekspertów może to oznaczać, że premier wprowadził królową w błąd. Nie wiadomo obecnie czy w związku z tym obrady Izby Gmin powinny zostać wznowione. Część opozycyjnych posłów pojawiła się już w związku z tym w Westminsterze, ale spiker Izby Gmin John Bercow zapowiedział, że poczeka ze zwołaniem wszystkich parlamentarzystów do czasu, aż oficjalnie zareaguje rząd.

Premier jednak (przynajmniej oficjalnie) zapewnia, że nie zamierza opóźniać brexitu i dotrzyma ustalonego już terminu, który przypada 31 października. „Prędzej wyzionę ducha niż ulegnę” – powiedział Johnson. Ustawę zobowiązującą go do ubiegania się o opóźnienie brexitu jeśli do 19 października nie zostanie zatwierdzona umowa rozwodowa nazwał zaś „służalczą wobec UE”. Brytyjski premier dalej przekonuje bowiem, że uda mu się wynegocjować z Brukselą zmiany w porozumieniu brexitowym. Perspektywę bezumownego brexitu traktuje zaś jako straszak na unijnych negocjatorów.

Ale UE odpowiada, że nie ustąpi i w samej umowie nie zgodzi się na zmianę choćby jednego słowa. Wyklucza też wykreślenie z niej ostro krytykowanego przez Johnsona mechanizmu awaryjnego dla Irlandii Północnej (tzw. backstopu), który czasowo pozostawiłby ten obszar w unii celnej, aby uniknąć powrotu do twardej granicy z Irlandią. Bruksela dopuszcza jedynie zmiany w towarzyszącej umowie deklaracji politycznej, która określa dalsze plany rozwoju relacji między UE a Wielką Brytanią, np. te dotyczące zawarcia nowej umowy handlowej. Jej wejście w życie miałoby w założeniu zakończyć działanie backstopu.

Jednocześnie Bruksela zapewnia, że choć wolałaby takiej sytuacji uniknąć, jest już przygotowana na wszelkie skutki bezumownego brexitu. Tymczasem Wielka Brytania zdaje się być na taki obrót rzeczy dużo mniej odporna.

Brexit: Zawieszenie parlamentu uznane za nielegalne

Gromy sypią się na Borisa Johnsona. Po serii prestiżowych porażek w ostatnich dniach w głosowaniach dotyczących brexitu oraz organizacji przedterminowych wyborów, szkocki Sąd Najwyższy uznał za „nielegalne” zawieszenie prac parlamentu do 14 października. W przyszłym tygodniu spodziewana jest decyzja Sądu …