Wielka Brytania: May obiecuje głosowanie nad opóźnieniem brexitu

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May, źródło: Flickr/EU2017EE Estonian Presidency, fot. Raul Mee

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May, źródło: Flickr/EU2017EE Estonian Presidency, fot. Raul Mee

Brytyjska premier podczas swojego wystąpienia w parlamencie powtórzyła, że wciąż liczy, że Izba Gmin za 2 tygodnie zatwierdzi wynegocjowaną przez jej rząd umowę z Unią Europejską. Gdyby to jednak się nie udało, parlament będzie mógł zagłosować za odłożeniem brexitu.

 

Ponowne głosowanie nad umową między Wielką Brytanią a UE zaplanowane jest na 12 marca. Do tego czasu Theresa May chce uzyskać od unijnych przywódców dodatkowe gwarancje dotyczące m.in. przyszłości granicy między Irlandią a Irlandią Północną. Brytyjska premier liczy, że uda jej się w tych rozmowach coś uzyskać i przekonać tym samym odpowiednią liczbę posłów kierowanej przez nią Partii Konserwatywnej, aby poparli porozumienie.

May wciąż chce brexitu 29 marca

May między innymi w tym celu spotykała się podczas szczytu UE-Liga Państw Arabskich w Szarm el-Szejk w Egipcie. Rozmawiała tam z kanclerz Niemiec Angelą Merkel czy premierem Holandii Markiem Rutte. Ale najważniejsze było spotkanie z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. Tusk poinformował potem, że rozmawiali także o „prawnych i proceduralnych aspektach ewentualnego przedłużenia czasu na przeprowadzenie brexitu”.

A ponieważ Bruksela nie chce już nic zmieniać w wynegocjowanej w ubiegłym roku umowie, mało prawdopodobne wydaje się, że 12 marca brytyjscy posłowie zagłosują nad innym dokumentem niż ten, który już odrzucili w styczniu. „Dla mnie jest zupełnie oczywiste, że nie ma większości w Izbie Gmin, która uchwaliłaby umowę. Więc staniemy wobec alternatywy: albo chaotyczny brexit, albo przedłużenie. Im mniej czasu mamy do 29 marca, tym bardziej prawdopodobne jest przedłużenie. To jest obiektywny fakt, a nie nasza intencja czy plan” – powiedział Tusk.

Perspektywa opuszczenia UE bez umowy (tzw. no-deal brexit) przeraża coraz więcej Brytyjczyków. Grozi także rozłamem w Partii Konserwatywnej. Nawet troje członków rządu May otwarcie mówi już o rzuceniu partyjnymi legitymacjami, gdyby doszło do no-deal brexit. Ujawnili to w liście przesłanym dziennikowi „Daily Mail” minister ds. zmian klimatycznych Claire Perry, minister ds. biznesu Richard Harrington oraz minister ds. cyfryzacji Margot James.

Według źródeł tej gazety, wczoraj (25 lutego) grupa 23 parlamentarzystów Partii Konserwatywnej miała się też potajemnie spotkać w siedzibie Izby Gmin i radzić, co zrobić w przypadku wyjścia z UE bez umowy. W przeprowadzonym głosowaniu 15 z nich opowiedziało się podobno za natychmiastowym opuszczeniem partii.

Premier May znów odkłada głosowanie ws. brexitu

Głosowanie w Izbie Gmin ws. brexitu odbędzie się nie później niż 12 marca – zapowiedziała premier Wielkiej Brytanii Theresa May, potwierdzając wczoraj, że zaplanowanego na najbliższą środę decydującego głosowania w tej sprawie nie będzie.

Nowy scenariusz na brexit

Dziś na posiedzeniu plenarnym Izby Gmin premier May zaproponowała więc nowy scenariusz rozwoju wypadków. Jeśli 12 marca rząd znów przegra głosowanie, natychmiast ogłoszone zostanie na 13 marca kolejne głosowanie. Posłowie mieliby tym razem zatwierdzić lub nie no-deal brexit. Jak tłumaczyła May, „chodzi o to, aby opuścić wówczas UE przy wyraźnej zgodzie ze strony parlamentu”.

Gdyby jednak Izba Gmin nie zatwierdziła no-deal brexit – 14 marca przeprowadzone będzie kolejne głosowanie. Dopiero w nim parlament mógłby wyrazić zgodę na odłożenie brexitu w czasie. May potwierdziła jednak, że liczy na to, że cała procedura zakończy się jednak 12 marca podczas pierwszego głosowania.

„Powiem to jasno, nie chcę rozciągania w czasie obowiązywania artykułu 50. unijnego traktatu. Gdyby brexit przesunięto przynajmniej do czerwca, Wielka Brytania musiałaby wziąć udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Pomyślcie jaki wysłalibyśmy wówczas sygnał do 17 mln ludzi, którzy 3 lata temu poparli wyjście z UE. Dlatego musimy się skupić na tym, aby wdrożyć umowę, która pomoże nam opuścić UE 29 marca” – powiedział May.

Premier dodała też, że ewentualnie przedłużenie brexitu powinno być krótkie i jednorazowe, a groźba no-deal brexit przez to nie zniknie. „Można by to zrobić tylko poprzez odwołanie artykułu 50., ale tego nigdy nie zrobię i na to nigdy się nie zgodzę” – zapewniła. Nie dopuściła też możliwości zorganizowania ponownego referendum na temat wyjścia z UE. Jak tłumaczyła, „musi się bowiem trzymać swoich poprzednich zobowiązań”. Oferując nowe możliwości poprowadzenia brexitu May próbuje także uniknąć porażki w zaplanowanym na jutro (27 lutego) głosowaniu, w którym parlament może odebrać jej wobec braku wyników kontrolę nad procesem brexitu.

Opóźnienie brexitu może zakłócić wybory do PE

Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński wysłał do najważniejszych osób w państwie list, w którym ostrzega przed “problemem”, grożącym procesowi wyborczemu do Parlamentu Europejskiego w efekcie ewentualnej zmiany terminu brexitu.

Drugie referendum coraz bardziej prawdopodobne

Unia Europejska bardzo przychylnie patrzy na możliwość odłożenia brexitu w czasie. Bruksela wolałaby jednak, aby nie były to 2 czy 3 miesiące, ale nawet ponad 1,5 roku, czyli do końca 2020 r. Właśnie wtedy upływałby okres przejściowy jaki wynegocjowano w projekcie umowy. Według unijnych przywódców tylko takie przedłużenie naprawdę daje czas na to, aby wypracować jakieś skuteczne rozwiązania na brexit.

Tak duże odsunięcie brexitu popierają też zwolennicy przeprowadzenia drugiego referendum, ponieważ staje się ono wówczas o wiele bardziej prawdopodobne. Dodatkowo, wraz z rosnącymi strachem i niepewnością do co przyszłości zwiększa się odsetek Brytyjczyków, którzy woleliby jednak pozostać w UE. Ostatni sondaż YouGov pokazał, że jest ich już o 9 p.p. więcej niż zwolenników brexitu.

Możliwość przeprowadzenia drugiego referendum dopuszcza już także oficjalnie opozycyjna Partia Pracy. Długo wzbraniał się przed tym jej lider Jeremy Corbyn. Jednak w obliczu rozłamu we własnym ugrupowaniu – skapitulował. Zapowiedział jednak, że poprze drugie referendum tylko dlatego „aby zapobiec szkodliwemu brexitowi w wersji torysów” oraz dopiero wtedy, gdy Izba Gmin odrzuci plan przygotowany przez labourzystów zakładający wyjście z UE, ale pozostanie z nią w unii celnej.

Jak dodatkowo poinformował minister ds. brexitu w gabinecie cieni Keir Starmer, w ewentualnym drugim referendum całkowite odwołanie wyjścia z UE powinno być jedną z opcji do wybrania. To właśnie Starmer oraz wiceprzewodniczący Partii Pracy Tom Watson mieli być tymi, którzy ostatecznie przekonali Corbyna do poparcia idei ponownego referendum. Drugie referendum popiera też zdecydowana większość parlamentarzystów Partii Pracy, a aż 89 proc. zwolenników labourzystów zagłosowałoby za pozostaniem w UE.

Drugie referendum popierają też posłowie Szkockiej Partii Narodowej, walijskiej Plaid Cymru oraz parlamentarzyści, którzy powołali niedawno „Grupę Niezależną” (stworzyli ją proeuropejscy rozłamowcy z Partii Pracy i Partii Konserwatywnej). Za ponownym referendum są także posłowie republikańskiej północnoirlandzkiej partii Sinn Fein. Oni jednak tradycyjnie demonstracyjnie odmawiają zasiadania w ławach Izby Gmin. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że w tak ważnej sprawie jak kwestia członkostwa Wielkiej Brytanii w UE mogliby zrobić historyczny wyjątek.

Wielka Brytania: Rozłamu w Partii Pracy ciąg dalszy

Joan Ryan, czyli członkini Izby Gmin z okręgu Północne Enfield na przedmieściach Londynu, odeszła z Partii Pracy, aby przyłączyć się do nowo powstałej inicjatywy politycznej pod nazwą „Grupa Niezależna”. Tworzy ją siedmioro byłych parlamentarzystów Partii Pracy oraz trzy posłanki Partii …