Wielka Brytania: Dymisja May ceną za poparcie umowy z UE?

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May, źródło: Flickr/EU2017EE Estonian Presidency, fot. Raul Mee

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May, źródło: Flickr/EU2017EE Estonian Presidency, fot. Raul Mee

Jak donosi brytyjska prasa aż 11 członków rządu miało wezwać premier Theresę May do odejścia. To miałoby ułatwić przekonanie do poparcia umowy brexitowej brakującą część posłów do Izby Gmin. Tymczasem w Londynie przeciwko brexitowi demonstrowało nawet milion osób.

 

Jak podały niedzielne wydania m.in.  „Timesa”, „Daily Telegraph” czy „Daily Mail”, 11 ministrów miało zagrozić swoim odejściem z rządu, gdyby Theresa May nie spełniła ich żądania. Taka masowa dymisja ministrów na tyle zachwiałaby rządem, że premier miałaby trudność z utrzymaniem całego gabinetu.

Kandydaci na „technicznego premiera” zaprzeczają

Gdyby May odeszła, zastąpiłby ją ktoś, kto zostałby tzw. premierem technicznym i pokierował krajem w ostatnich tygodniach lub miesiącach brexitu. Potem przeprowadzone zostałyby nowe wybory. Na technicznego premiera prasa typowała dwóch obecnych współpracowników May – szefa jej gabinetu Davida Lidingtona lub ministra środowiska Michaela Gove’a. Pierwszy jest zwolennikiem pozostania w UE, drugi to członek frakcji popierającej twarde wyjście.

Dopytywani przez media obaj politycy wyrazili jednak swoje całkowite poparcie dla obecnej szefowej rządu. Gove stwierdził, że obecne zawirowania „to nie jest dobry czas na zmianę kapitana okrętu, który wykonuje fantastyczną robotę”, zaś Lidington oświadczył, że „w 100 proc. stoi za premier May.” Ten drugi dodał też, że za najważniejsze swoje obecne zadanie uważa zebranie wystarczającego poparcia dla zatwierdzenia przez Izbę Gmin umowy rozwodowej z UE.

Porozumienie to Izba Gmin odrzucała już dwukrotnie, ale premier May chce je poddać pod głosowanie po raz trzeci. Jeśli zostałoby ono przyjęte do 29 marca, brexit nastąpi 22 maja w sposób kontrolowany. Gdyby posłowie po raz kolejny wypowiedzieli się przeciw umowie, do 12 kwietnia brytyjski rząd ma przedstawić Brukseli nowy plan działania, a zagrożenie bezumownym (tzw. twardym) brexitem znacząco wzrośnie.

Jest zgoda na opóźnienie brexitu do 22 maja

Premier Wielkiej Brytanii nie udało się przekonać przywódców pozostałych państw członkowskich UE do przesunięcia brexitu na koniec czerwca. Aby uzyskać opóźnienie wyjścia z UE będzie też musiała zdobyć poparcie dla projektu umowy brexitowej w Izbie Gmin. Takie są konkluzje pierwszego …

Wezwania do dymisji May

Pozycja May w Partii Konserwatywnej jest obecnie bardzo słaba i to mimo, że wygrała niedawno wewnątrzpartyjne głosowania nad wotum nieufności dla niej, co zagwarantowało jej bezpieczeństwo na stanowisku szefowej partii przez kolejne 12 miesięcy. Część członków jej rządu – jak to ujął zawsze dobrze zorientowany w sytuacji u torysów „Daily Telegraph” – ma jednak uważać ją za osobę „toksyczną”, która skupiła już na sobie zbyt wiele negatywnych emocji zarówno ze strony zwolenników, jak i przeciwników brexitu.

Poseł Partii Konserwatywnej George Freeman wprost wezwał ją nawet w sobotę (23 marca) do odejścia. „Zrobiła co w jej mocy, ale w całym kraju widać złość. Wszyscy czują się zdradzeni, a rząd jest zablokowany. Zaufanie do demokracji spada. Tak dalej być nie może. Potrzeba nam nowego premiera, który da sobie radę i stworzy jakiś rodzaj koalicji, która poprze plan B” – napisał na Twitterze.

Ale wpływowy kanclerz skarbu Philip Hammond odrzucił te wezwania. „Zmiana premiera nic tu nie pomoże, wymiana część rządu też” – powiedział. Dodał, że rozumie frustrację części posłów partii rządzącej, ale przypomniał też, że „tak czy siak będą mieli w tym tygodniu szansę podjąć ostateczną decyzję na temat tego co się wydarzy”.

Hammond wziął w niedzielę (24 marca) udział w naradzie jaką Theresa May zwołała w wiejskiej rządowej posiadłości Chequers nieopodal Londynu. Na rozmowy na temat bieżącej sytuacji wokół brexitu przybyli także Lidington i Gove, a także minister spraw zagranicznych Jeremy Hunt oraz minister ds. brexitu Stephen Barclay. Na miejscu byli również czołowi przedstawiciele skrzydła tzw. buntowników – Boris Johnson i Jacob Rees-Mogg.

Premier Morawiecki: Wypracowaliśmy dobre, kompromisowe stanowisko

Premier Mateusz Morawiecki przekonywał wczoraj w nocy dziennikarzy, że unijnym przywódcom udało się wypracować dobre, kompromisowe stanowisko. Po siedmiogodzinnej debacie unijni przywódcy uzgodnili wczoraj przed północą, że Brexit nastąpi 12 kwietnia albo 22 maja.

Wielki marsz przeciw brexitowi w Londynie

Tymczasem w sobotę ulicami Londynu przeszedł wielki marsz przeciwników brexitu. Według niektórych szacunków mogłoby być ich nawet ponad 1 mln. Domagali się oni zorganizowania ponownego referendum ws. wyjścia z UE (co premier May na razie wyklucza), a w efekcie tego głosowania – odwołania brexitu. Różne sondaże pokazują, że obecnie (inaczej niż w 2016 r.) więcej osób popiera pozostanie w UE, choć ich przewaga jest zaledwie kilkuprocentowa. Według sondażu YouGov przeprowadzonego 14-15 marca przeciwnych brexitowi jest 52 proc. wyborców. Z drugiej strony w niedawnym sondażu telewizji Sky News aż 90 proc. Brytyjczyków określiło negocjacje brexitowe jako „narodowe upokorzenie.”

Manifestanci, na których głowami powiewały zarówno flagi Wielkiej Brytanii, jak i UE, przeszli od Park Lane w pobliżu słynnego Hyde Parku przez Trafalgar Square, a następnie niedaleko Downing Street, gdzie urzędują premierzy, poprzez aleję Whitehall, gdzie mieszczą się wszystkie ministerstwa, aż do Parliament Square przed Pałacem Westminsterskim. Do zgromadzonych przemawiali byli i obecnie politycy związani z różnymi partiami, np. były wicepremier z lat 90. XX wieku Michael Heseltine (członek Partii Konserwatywnej) czy wiceprzewodniczący opozycyjnej Partii Pracy Tom Watson. Na marszu byli też burmistrz Londynu Sadiq Khan (jest labourzystą) oraz szefowa lokalnej rządu Szkocji i liderka Szkockiej Partii Narodowej Nicola Sturgeon.

Wśród transparentów przyniesionych na marsz widać było także apele do przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, aby pomógł w utrzymaniu Wielkiej Brytanii w UE. „W Tusku nadzieja” („In Tusk we trust”), „Donaldzie pomocy!” czy „Tusk przywraca wiarę ludzkości w Donaldów” to tylko niektóre z haseł. Uczestnicy manifestacji rozwinęli także ogromną płachtę, na której znalazł się tweet byłego ministra ds. brexitu (i obecnie zwolennika twardego brexitu) Davida Davisa z listopada 2012 r. głoszący: „Jeśli w demokracji nie można zmienić zdania, wtedy przestaje być to demokracja”.

Tymczasem na oficjalne rządowej stronie ze społecznymi petycjami trwa zbieranie podpisów pod wnioskiem o ponowne referendum ws. brexitu. Dziś (25 marca) rano było tam już ponad 5,3 mln podpisów. To więcej niż pod podobnym wnioskiem z 2016 r. (wówczas poparły go 4 mln Brytyjczyków).

Przepisy stanowią, że jeśli pod petycją znajdzie się minimum 10 tys. podpisów rząd będzie musiał przedyskutować ów wniosek. Jeśli zebranych zostanie 100 tys. głosów – parlament musi przeprowadzić debatę na ten temat.

Wielka Brytania: Ponad 2,7 mln podpisów pod petycją o odwołanie brexitu

Wczorajsza sytuacja na szczycie UE poświęconym brexitowi znacznie przyspieszyła zbieranie podpisów pod wnioskiem o wycofanie się przez Wielką Brytanię z brexitu. Jeszcze w czwartek rano było ok. 900 tys. podpisów. Dobę później ponad 2,7 mln.
 

Petycja jest oficjalnie …

Demonstracja zwolenników brexitu

Podczas gdy liczba podpisów pod oficjalnym wnioskiem o drugie referendum rośnie z minuty na minutę, a w Londynie odbyła się w sobotę prawdopodobnie największa manifestacja w historii Wielkiej Brytanii, we wsi Linby w hrabstwie Nottinghamshire odbyła się demonstracja zwolenników brexitu, na której przemawiał były lider Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigel Farage. Słuchało go jednak tylko około 200 osób.

Manifestacja w Linby to część akcji promocyjnej nowej na brytyjskiej scenie politycznej partii – Partii Brexit, z którą jest obecnie związany Farage. Organizuje ona wielki marsz poparcia dla wyjścia z UE liczącą ponad 270 mil trasą z Sunderland na północnym-wschodzie Anglii do Londynu. Linby znajduje się mniej więcej w połowie drogi.

Przemawiając do swoich zwolenników w Linby Farage stwierdził, że to nieistotne, że w Londynie manifestuje w tej samej chwili aż 1 mln ludzi. Przypomniał, że za brexitem opowiedziało się w 2016 r. 17,4 mln osób. Oświadczył też, że w stolicy protestują „zgorzkniali przegrani”, a wśród nich są głównie celebryci oraz „zhańbieni politycy.”

Sondaż: Brexit "narodowym upokorzeniem"

Aż 90 proc. Brytyjczyków ocenia dotychczasowy przebieg negocjacji brexitowych jako „narodowe upokorzenie”. Najwięcej z nich obwinia za to brytyjski rząd. Na Unię Europejską jako winowajczynię kryzysu wskazuje zaś mniej niż co 10 badany.
 

Sondaż z cyklu Sky Data …