Wielka Brytania: Boris Johnson stanie przed sądem ws. czerwonego autobusu

Autobus z hasłem kampanii "Vote Leave", źródło: Twitter/Faisal Islam (@faisalislam)

Autobus z hasłem kampanii "Vote Leave", źródło: Twitter/Faisal Islam (@faisalislam)

Jeden z pretendentów do objęcia przewodnictwa w Partii Konserwatywnej i jednocześnie były minister spraw międzynarodowych Boris Johnson otrzymał wezwanie do sądu w związku z kampanią wyborczą przed referendum brexitowym w 2016 r. Usłyszy zarzut „wprowadzania opinii publicznej w błąd”. Chodzi o słynny czerwony autobus z hasłem o zaoszczędzonych dzięki brexitowi milionach na służbę zdrowia.

 

Czerwony autobus z hasłem „Wysyłamy do UE 350 mln funtów tygodniowo. Sfinansujmy za to NHS” stał się jednym z symboli kampanii zwolenników brexitu. Kwota okazała się jednak wyssana z palca, a nikt z kierownictwa namawiającego do poparcia wyjścia Wielkiej Brytanii z UE komitetu „Vote Leave” nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za stworzenie niezgodnego z prawdą sloganu. A tymczasem takich autobusów jeździły po brytyjskich miastach dziesiątki. Na niektórych z nich widniała też informacja o „50 mln funtów wysyłanych do UE dziennie”.

Skąd wziął się autobus?

W referendum z 2016 r. około 52 proc. głosujących opowiedziała się za brexitem, choć jeszcze kilka miesięcy temu opuszczenia UE chciało mniej niż 1/3 Brytyjczyków. W zgodnej opinii politologów przyczyniła się do tego bardzo sprawna kampania zwolenników brexitu. Boris Johnson był jedną z czołowych postaci komitetu „Vote Leave”, który skupiał głównie polityków Partii Konserwatywnej i był oficjalnie uznaną przez Komisję Wyborczą grupą namawiającą do głosowania za brexitem.

Nie do końca wiadomo, kto wymyślił hasło o „350 milionach funtów dla NHS”, ale wyniki dziennikarskiego śledztwa wskazują, że był to najprawdopodobniej sam dyrektor „Vote Leave” Dominic Cummings, polityczny doradca bliski torysom, o którym ówczesny premier David Cameron miał kiedyś powiedzieć, że to „karierowicz i psychopata”.

Johnson należał jednak nie tylko do twarzy kampanii „Vote Leave”, ale także wielokrotnie powtarzał słowa o 350 mln, jakie miała rzekomo Wielka Brytania wpłacać tygodniowo do Brukseli. Powtarzał to nie tylko podczas kampanii referendalnej, ale także rok później przed przedterminowymi wyborami do Izby Gmin. I to nawet po tym jak media obaliły to twierdzenie.

Tymczasem zastrzyk pieniędzy dla NHS (National Health Service, czyli instytucji zarządzającej publiczną służbą zdrowia) to ważny argument dla wielu Brytyjczyków. Brytyjska służba zdrowia boryka się bowiem od lat z dziurami budżetowymi, a strajki młodych lekarzy odbywają się cyklicznie.

Kampania VoteLeave ukarana za złamanie prawa wyborczego

Główny komitet namawiający Brytyjczyków do głosowania za brexitem w 2016 r. został ukarany przez brytyjską Komisję Wyborczą karą finansową za „poważne złamanie prawa wyborczego”. Dodatkowo sprawę skierowano na policję. Chodzi o nieprawidłowości w rozliczeniach finansowych.
 
Kampania VoteLeave była największym i najbardziej …

Pozew za pieniądze zebrane w internecie

Teraz Johnson może usłyszeć zarzuty w związku z hasłem o „350 mln wpłacanych od UE każdego tygodnia”. Przedsiębiorca i działacz społeczny Marcus Ball zebrał dzięki crowdfundingowej kampanii 270 tys. funtów, za które wynajął kancelarię prawną, aby przygotować pozew przeciw byłemu ministrowi spraw zagranicznych. Ball uważa bowiem, że Johnson celowo wprowadzał opinię publiczną w błąd, a do tego robił to jako urzędnik państwowy.

W chwili samego referendum (tj. w czerwcu 2016 r.) Johnson nie pełnił żadnej ważnej funkcji państwowej, ale był członkiem Izby Gmin. Ale w pierwszej fazie kampanii przedreferendalnej był jeszcze burmistrzem Londynu. Z tego urzędu odszedł dopiero w maju 2016 r. Od lipca tego samego roku piastował natomiast stanowisko ministra spraw zagranicznych i tak było w kampanii wyborczej do Izby Gmin w 2017 r. „Demokracja wymaga odpowiedzialności i uczciwego przywództwa od tych, którzy sprawują funkcje publiczne” – argumentował pozew prawnik Balla Lewis Power.

Sprawa trafiła ostatecznie w lutym do sądu w londyńskiej dzielnicy Westminster, a sędzia Margot Coleman uznała teraz, że pozew jest zasadny, ponieważ nie ma żadnych dowodów na poparcie tez głoszonych oficjalnie przez Johnsona. Nakazała mu więc stawienie się na tzw. rozprawie wstępnej, podczas której zostaną mu postawione zarzuty, a on będzie mógł się do nich odnieść. Terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono. Dopiero po rozprawie wstępnej sąd uzna czy i kiedy rozpocznie się ewentualnie właściwy proces.

Przestępstwo, o jakie oskarżony jest Johnson nie jest poważne i kara krótkiego pobytu w więzieniu jest bardzo prawdopodobna (oczywiście jeśli sąd w ogóle uznałby winę tego polityka), ale polityczna waga procesu jest ogromna. Niekorzystny wyrok mógłby oznaczać dla Johnsona nawet koniec kariery politycznej. Jego najbliższy polityczny sojusznik w Partii Konserwatywnej Jacob Rees-Mogg nazwał zarzuty „niedorzecznymi” i stwierdził, że to element politycznej rozgrywki. „Zwolennicy pozostania w UE dostali łomot i chcą powtórzenia kampanii referendalnej” – stwierdził.

Wielka Brytania: Theresa May rezygnuje z kierowania Partią Konserwatywną

Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami brytyjskiej prasy premier Wielkiej Brytanii podała się dziś do dymisji z funkcji szefowej Partii Konserwatywnej. Oznacza to, że niebawem przestanie także być szefową rządu. Ogłaszając rezygnację May wygłosiła emocjonalne wystąpienie.
 

„Uczyniłam wszystko, co mogłam, by przekonać posłów, …

Zarzuty wpłyną na walkę o przywództwo torysów?

Oficjalne zarzuty wobec Johnsona pojawiają się w najgorszym dla niego momencie. W Partii Konserwatywnej rusza bowiem wewnętrzna kampania, która ma wyłonić nowego przewodniczącego, który potem zostanie premierem, a być może będzie także musiał poprowadzi torysów do kolejnych przedterminowych wyborów. Na razie Johnson jest wyraźnym faworytem wyścigu, ale jest jeszcze ośmiu innych pretendentów, w tym najgroźniejszy przeciwnik – minister zdrowia, żywności i spraw wsi Michael Gove.

Gove także był jedną z twarzy komitetu „Vote Leave”, ale nie powtarzał feralnego hasła o „350 mln funtów”. Choć jest otwartym zwolennikiem brexitu i nie chce utrzymania wielu dotychczasowych związków z UE, to jednak pozostał lojalnym członkiem rządu Theresy May. Dlatego uważany jest za kandydata kompromisowego, którego przełknąć mogą różne frakcje w Partii Konserwatywnej.

Pozostali kandydaci na nowego lidera torysów to obecnie: były minister ds. brexitu Dominic Raab, minister spraw zagranicznych Jeremy Hunt, minister spraw wewnętrznych Sajid Javid, minister ds. rozwoju międzynarodowego Rory Stewart, minister zdrowia Matt Hancock, była minister pracy i emerytur Esther McVey, była szefowa klubu Partii Konserwatywnej w Izbie Gmin Andrea Leadsom. Możliwe jest, że w najbliższych dniach zgłoszą się jeszcze inni kandydaci. Ostateczny termin na zgłaszanie się mija dopiero 10 czerwca.

Wielka Brytania: Farage i Liberałowie górą w wyborach do PE

Wczorajsze wybory do Parlamentu Europejskiego w Wielkiej Brytanii wskazują na utrzymującą się popularność zarejestrowanej zaledwie 6 tygodni temu partii Nigela Farage’a. Liberalni Demokraci znaleźli się na drugim miejscu.
 

Brexit Party triumfował w wyborach do Parlamentu Europejskiego z wynikiem 31,6 proc., uzyskując …

Jak przebiega procedura wyłaniania przewodniczącego w Partii Konserwatywnej?

Kandydat może zostać zgłoszony przez 2 obecnie sprawujących mandat członków Izby Gmin reprezentujących Partię Konserwatywną. Potem odbywają się głosowania, w których biorą udział wszyscy torysowscy posłowie. Po każdym z nich odpada ten kandydat, który zgromadzi najmniej głosów. Ten etap wewnątrzpartyjnych wyborów trwa do momentu, w którym pozostanie już tylko 2 najsilniejszych kandydatów.

Wówczas rozpoczyna się drugi etap, w którym korespondencyjnie głosują wszyscy szeregowi członkowie Partii Konserwatywnej, których jest niemal 125 tys. Nowy przewodniczący rozpocznie swoje urzędowanie prawdopodobnie w lipcu. Zgodnie z brytyjską tradycją polityczną zostanie także premierem, ponieważ urząd ten sprawuje przewodniczący partii rządzącej.

Obecnie bukmacherzy wciąż obstawiają zwycięstwo Johnsona. Za każdego postawionego na to funta można wygrać tylko 2 funty. Notowania Gove’a są nieco niższe – każdy zainwestowany funt przyniesie w razie zwycięstwa 3 funty. Najniżej stoją akcje Raaba – jego zwycięstwo obstawiane jest w obecnej chwili 1:5.

Wielka Brytania: Sajid Javid też chce być przewodniczącym Partii Konserwatywnej

Pełniący obecnie obowiązki ministra spraw wewnętrznych polityk zgłosił się jako dziewiąty już pretendent do objęcia funkcji szefa torysów. Oficjalnie wyścig rozpocznie się, gdy 7 czerwca premier Theresa May formalnie złoży swoją dymisję. Faworytami są na razie Boris Johnson i Michael …