Wielka Brytania bez budżetu przez brexit?

Przewodnicząca Demokratycznej Partii Unionistycznej (DUP) Arlene Foster, źródło: Flickr/DUP Photos, fot. Kevin Boyes/Press Eye

Przewodnicząca Demokratycznej Partii Unionistycznej (DUP) Arlene Foster, źródło: Flickr/DUP Photos, fot. Kevin Boyes/Press Eye

Północnoirlandzcy unioniści, którzy wspierają w Izbie Gmin rząd Partii Konserwatywnej, grożą, że jeśli negocjacje na temat warunków brexitu pójdą nie po ich myśli – zagłosują za odrzuceniem projektu brytyjskiego budżetu. Torysom może więc zabraknąć głosów do jego przyjęcia. Spór dotyczy przyszłości granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

 

Partia Konserwatywna, która rządzi w Wielkiej Brytanii od 2010 r., w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych straciła stabilną większość w Izbie Gmin. Aby uchwalać kluczowe ustawy, torysi muszą liczyć na poparcie wywodzącej się z Irlandii Północnej Demokratycznej Partii Unionistycznej (DUP), która ma w Westminsterze 10 posłów. Obie partie nie zawarły umowy koalicyjnej, ale oficjalnie współpracują. W każdej chwili jednak DUP może odmówić Partii Konserwatywnej poparcia w danej kwestii.

Na czym polega spór?

Napięcia w relacjach między północnoirlandzkimi unionistami a torysami trwają już od kilku miesięcy. Ich główną osią jest niepewna przyszłość Irlandii Północnej po tym, gdy Wielka Brytania opuści już Unię Europejską. Zwłaszcza, jeśli Londyn nie zdecyduje się pozostać we wspólnym unijnym rynku lub w unii celnej. Wtedy bowiem powstanie problem dotyczący granicy między Irlandią Północną a Irlandią. Przez lata członkostwa w UE obie części wyspy zrosły się mocno pod względem gospodarczym.

Nagły powrót granicy, nawet jeśli dotyczyłby tylko kwestii celnych, bardzo utrudniłby życie wielu ludziom. Dlatego Dublin, Bruksela i republikanie z Belfastu chcą, aby granica ta w praktyce po brexicie nie istniała. Londyn jednak obawia się, że jeśli umowa brexitowa będzie ograniczać brytyjski udział w unijnym rynku, Irlandia stanie się czymś w rodzaju tylnych drzwi na brytyjski rynek dla towarów z UE. Stąd zrodził się w Brukseli pomysł, aby Irlandii Północnej nadać specjalny prawno-handlowy status, który godziłby interesy możliwie wielu stron, co niektórzy publicyści nazwali „przerabianiem Belfastu na Hongkong. Taki rozwój wypadków nie podoba się jednak północnoirlandzkim unionistom, który obawiają się powstania granicznych obostrzeń między Irlandią Północną a Wielką Brytanią (czyli resztą tzw. Zjednoczonego Królestwa).

Z powodu brexitu Szkocja znów rozważa niepodległość

Szefowa lokalnego szkockiego rządu Nicola Sturgeon skrytykowała podczas konwencji programowej swojej Szkockiej Partii Narodowej (SNP) stan negocjacji ws. brexitu oraz sposób, w jaki prowadzą je rządzący Wielką Brytanią torysi. O stworzeniu przez Szkotów niepodległego państwa mówiła jako o idei „wyraźnie …

DUP odrzuci brytyjski budżet?

O swoim sprzeciwie przewodnicząca DUP Arlene Foster poinformowała podczas spotkania z głównym negocjatorem UE ds. brexitu Michelem Barnierem. Zastrzegła też, że jej ugrupowanie musi zobaczyć pełny tekst umowy Brukseli z Londynem, zanim ten zostanie oficjalnie zatwierdzony. „Musimy zobaczyć, co jest proponowane, i zmierzymy się z tym, co uznajemy za czerwoną linię” – powiedziała Foster. „Czerwoną linią” jest właśnie kwestia prawno-handlowego statusu Irlandii Północnej. Już po tym spotkaniu, brytyjskie telewizje BBC i Sky News poinformowały, że DUP postawiło także ultimatum premier Theresie May. Jeśli unioniści nie będą zadowoleni z kształtu umowy brexitowej, nie poprą brytyjskiego budżetu.

Gdyby przygotowany przez rząd brytyjski plan państwowych wydatków został odrzucony w Izbie Gmin, oznaczałoby to de facto wotum nieufności wobec premier May i mogło się skończyć nawet upadkiem jej gabinetu. Presja ze strony 10 unionistycznych posłów na cały rząd jest więc bardzo silna. Z drugiej strony, pozostanie całej Wielkiej Brytanii w unii celnej oraz we wspólnym unijnym rynku na obecnych zasadach nie podoba się eurosceptycznemu skrzydłu Partii Konserwatywnej. Dlatego, jeszcze latem, z rządu odeszli m.in. ministrowie Boris Johnson i David Davis, którzy uznali plan negocjacyjny premier May za zbyt ugodowy wobec UE. Brexitowe jastrzębie wewnątrz Partii Konserwatywnej (może być to nawet 40 posłów) mogą więc zagłosować przeciw jakiemukolwiek porozumieniu z Brukselą.

Premier May ostrzega: "Ryzykujemy, że brexitu nie będzie"

Jeśli pójdziemy w różnych kierunkach w poszukiwaniu idealnego brexitu, ryzykujemy, że w ogóle go nie będzie – przestrzegła w środę na kongresie torysów premier Wielkiej Brytanii Theresa May.

Wystąpienie May było bodaj najbardziej oczekiwanym punktem konferencji Partii Konserwatywnej, która trwała od …

Bunt w Partii Pracy pomoże premier May?

Pole manewru szefowej brytyjskiego rządu kurczy się więc mocno, a czasu na zakończenie negocjacji jest coraz mniej. Umowa powinna być uzgodniona jeszcze tej jesieni, aby był czas na wdrożenie jej zapisów do brytyjskiego prawa krajowego zanim 29 marca 2019 r. Wielka Brytania ostatecznie opuści Unię Europejską. Ale, jak pisze „Financial Times”, premier May ma jednak plan B. Jej emisariusze mają bowiem prowadzić tajne rozmowy z najbardziej proeuropejskim skrzydłem w opozycyjnej Partii Pracy. Chodzi o to, aby pozyskać głosy, które podczas zatwierdzania w Izbie Gmin umowy brexitowej mogłyby zrównoważyć ewentualny bunt w Partii Konserwatywnej.

Oficjalnie laburzyści zapowiadają głosowanie przeciw stanowisku rządu, bo liczą, że dzięki temu rozpisane zostaną przedterminowe wybory. Przewodniczący Partii Pracy Jeremy Corbyn mówił o tym wielokrotnie. Ale Corbyn ma wewnątrz swojej partii także wielu przeciwników. Więc labourzystowscy buntownicy (według „FT” jest ich obecnie około 30) mogliby przyjść premier May z odsieczą. To, że w kwestii brexitu podział w Wielkiej Brytanii idzie często wbrew podziałom partyjnym, pokazało juz samo referendum na temat wyjścia z UE w 2016 r.

Premier May: Brexit będzie sukcesem. Bez względu na wynik negocjacji

Torysi ostrzegają, że z powodu chaotycznych negocjacji brexitowych w ich szeregach kipi bunt. Premier odpowiada: Nie bawmy się w politykę, kiedy na szali jest przyszłość kraju.
 

Coraz większa liczba torysów uważa, że nie da się uniknąć drugiego referendum, by zapobiec katastrofalnemu …