Nowe unijne regulacje wejdą w życie w kwietniu 2021 roku. Obywatelom UE ma być dzięki nim łatwiej naprawić domowe oświetlenie, ekrany (np. monitorów czy telewizorów), zmywarki, pralki albo lodówki. UE chce, by producenci ważnych dla nas sprzętów codziennego użytku już na etapie projektowania ich pomyśleli o tym, jak najłatwiej będzie nam je naprawić za pomocą domowych narzędzi.

Produkty, które nie będą łatwe do naprawy, nie będą mogły być wprowadzane do sprzedaży. Producenci będą też musieli zapewnić wygodny dostęp do części zamiennych (mają być dostarczone w ciągu 15 dni roboczych!) do urządzeń, które wyprodukowali 7-10 lat wstecz.

Co jeśli samodzielne zreperowanie sprzętu nie będzie możliwe? Tu zaczynają się schody. Skomplikowane naprawy (w przypadku lodówek będą to np. awarie termostatów, a w przypadku zmywarek – pomp i silniczków) będą mogły wykonywać tylko autoryzowane serwisy i fachowcy. Tylko oni będą mieli też dostęp do dokumentacji technicznej potrzebnej do naprawy. Te zasady wynegocjowali sobie producenci sprzętu.

Małe warsztaty na margines

Unijny aneks do dotychczasowych regulacji ma zwolenników, ale i przeciwników. Zdaniem Stephane Arditi z Europejskiego Biura Ochrony Środowiska, jeśli kwestię naprawy sprzętu zostawimy tylko w rękach kilku dużych firm, to stracimy szansę, by te naprawy stały się bardziej przystępne. Kłopot z naprawą mogą mieć bowiem mieszkańcy małych miast, a ograniczona liczba punktów napraw wywindować może cenę usługi. – Małe niezależne warsztaty mogą wnieść wkład w gospodarkę i społeczeństwo. Powinniśmy pomóc im wykonywać ich pracę – uważa Arditi.

Nowe regulacje chwali za to Chloe Fayole z organizacji European Environmental Citizens Organisation for Standarisation. To ona była jedną z liderek kampanii Coolproducts na rzecz przedłużenia żywotności sprzętów domowego użytku. – To krok w dobrym kierunku. Od Stanów Zjednoczonych po Europę ludzie domagają się możliwości naprawienia rzeczy, które kupili, bo mają dosyć produktów, które są dosłownie zaprojektowane tak, by się przedwcześnie zepsuć. Umożliwienie konsumentom ich naprawy i ponownego użycia sprzętu elektronicznego podpowiada zdrowy rozsądek – uważa.

embed

Góry elektrośmieci

Dane, jakie zebrali członkowie Coolproducts, mogą budzić niepokój. Odsetek zepsutych sprzętów, które konsumenci zdecydowali się wyrzucić, by kupić nowy, wzrósł z 3,5 proc. w 2004 roku do 8,3 proc. w 2012. E-śmieci przybywa z każdym rokiem, a jak dowodzi raport z 2015 roku, tylko 35 proc. z nich jest składowanych w odpowiedni sposób. Global E-waste Monitor podaje, że w 2016 roku ludzkość wyprodukowała prawie 45 mln ton metrycznych elektrośmieci, czyli tyle, ile 4,5 tys. wież Eiffela.

W części krajów brakuje kontroli nad tym, co dzieje się z takimi odpadami po ich wyrzuceniu. W poniedziałek Ogólnopolska Izba Gospodarcza Ochrony Środowiska zaapelowała do rządu o wprowadzenie obowiązkowych standardów dla zakładów przetwarzających zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny. Jej przedstawiciele przyznają: „Po sprawdzeniu możliwości technicznych zakładu okazuje się [często], że na terenie znajduje się tylko prymitywna instalacja pozwalająca jedynie na rozdrabnianie odpadów”.

Zaprojektowane, by się zepsuć

A e-śmieci przybywa. Według raportu Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów Parlamentu Europejskiego z 2017 roku najszybciej psuje się drobny sprzęt – szczoteczki elektryczne, maszynki do golenia czy lokówki. Do kosza lecą średnio po 2-3 latach użytkowania. Trwałość komputerów to 3-4 lata, odkurzaczy 5-6 lat, a lodówek 7-9 lat.

– Kultowym przykładem urządzenia, którego nigdy się nie naprawi, jest szczoteczka elektryczna. Bateria pada i nie da się jej wymienić, bo nie ma jej nawet jak wyjąć – wskazuje Piotr Koluch z fundacji Pro-Test zajmującej się testowaniem produktów. Podkreśla, że większość nowych modeli smartfonów i laptopów też ma wbudowane baterie. – Unijny aneks nakłada na producentów obowiązek zapewnienia możliwości ich wymiany – zwraca uwagę.

Trudno pozbyć się wrażenia, że firmy produkujące sprzęt elektryczny i elektroniczny robią wszystko, by popsuł się on jak najszybciej. Ale najlepiej (dla nich) już po gwarancji. To tzw. celowe skracanie życia produktu (by klient kupił kolejny) podkręcane dodatkowo brakiem części zamiennych na rynku. „Zwracasz się do serwisu producenta, a tam… dowiadujesz się, że część, która uległa awarii, nie jest już produkowana” – czytamy na stronie Pro-Test.

Często elementy do urządzeń są tak drogie, że wracając z serwisu, klient stwierdza, że lepiej dopłacić i kupić nowe urządzenie. Przykład? Koluch wskazuje typowy odkurzacz, w którym najczęściej (80 proc. awarii) psują się szczotki silnika. Można byłoby je wymienić, ale kosztuje to więcej niż większość nowych modeli dostępnych w sklepach.

Młodzi nie naprawiają

Producenci sprzętu AGD zarzekają się: dzisiejsze urządzenia wcale nie są bardziej awaryjne, ludziom nie chce się ich naprawiać albo po prostu wolą mieć nowsze. – Zwłaszcza teraz, kiedy dotarła do nas moda na wspólne gotowanie, tworzenie wysp kuchennych. Ludzie chcą zmieniać swoje kuchnie, a nie trzymać jeden sprzęt 15 lat – przekonywał w rozmowie z „Wyborczą” Wojciech Konecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Pracodawców Branży AGD.

Według najnowszych badań Ministerstwa Środowiska tylko 35,6 proc. Polaków naprawia rzeczy w punktach napraw. Wśród nich dominują osoby w starszych grupach wiekowych: 45-59 lat (43,8 proc.) i 60-75 lat (37,2 proc.). Tylko co czwarty badany w wieku 15-24 lat korzysta z usług punktów napraw obuwia, sprzętu elektronicznego itp.

Co zrobić ze zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym?

Co zrobić, gdy naprawa nie jest już możliwa? Zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego nie wolno wrzucać do zwykłego śmietnika, bo jest odpadem potencjalnie niebezpiecznym dla ludzi i środowiska. Przed rozbiórką i unieszkodliwieniem powinien być przechowywany w specjalnie wyznaczonych miejscach. W wielu miastach powstały punkty odbioru takich odpadów. Można je tam zawieźć samodzielnie albo wezwać (często bezpłatny) transport, tzw. elektrobrygadę.

Przy wymianie sprzętu dystrybutor nowego modelu ma obowiązek nieodpłatnie odebrać od klienta ten zużyty. Warunek? Musi to być sprzęt dokładnie tego samego rodzaju co nowy.