Powszechną kasę chorych w Nadrenii-Palatynacie i Kraju Saary w ciągu minionych dwóch lat oszuści okradli na prawie 3 mln euro. Tak fatalnych wyników w tych dwu landach nie było od 2004 r. A liczba wykrywanych przestępstw ciągle rośnie. W kasie chorych powołano specjalny zespół do tropienia wyłudzeń, który złożył 68 doniesień do prokuratury.

To zaledwie wierzchołek góry lodowej, bo Nadrenia-Palatynat i Kraj Saary są małymi landami pozbawionymi metropolii. Do tamtejszej kasy należy 1,2 mln osób, gdy te w Bawarii czy Badenii mają pod opieką po 4 mln ubezpieczonych. A do tego w całym kraju działają kasy zakładowe, branżowe oraz prywatne. Wedle szacunków śledczych rocznie z systemu ubezpieczeniowego płyną do oszustów miliardy euro. Roczne straty, które poniosły kasy chorych w samym tylko w Berlinie, szacuje się na 50 mln euro. Proceder trwa od lat, w wielu przypadkach stoją za nim gangi.

Niemcy: Poparcie dla CDU/CSU najniższe od 2006 r.

Współrządząca Niemcami koalicja partii chadeckich po raz pierwszy od 12 lat zanotowała poparcie poniżej 30 procent. Wciąż gwarantowałoby ono pierwsze miejsce w wyborach parlamentarnych, ale CDU/CSU sukcesywnie notuje coraz gorsze wyniki w sondażach.
 
Według publikowanego co tydzień przez „Bild am Sonntag” …

Wyłudzenia, oszustwa, nadużycia

– Metodami policyjnymi nie da się trwale wyeliminować tego zjawiska. Jest w nie zaangażowanych zbyt wiele osób – przyznają na łamach branżowego czasopisma lekarskiego „Ärtzte Zeitung” funkcjonariusze Federalnego Urzędu Kryminalnego, który zwalcza najcięższe przestępstwa.

W wyłudzeniach biorą udział całe grupy. W skład tej rozbitej w lipcu przez policję w okolicach Kaiserslautern wchodzili lekarze, fizjoterapeuci, pielęgniarze i właściciele firm zajmujących się opieką nad starszymi osobami. Przestępstwa popełniali, wypełniając dokumenty. Pobierali od kas chorych pieniądze za świadczenia, których nie realizowano.

Na przykład zamiast całodobowego dyżuru zapewniano opiekunów tylko na pół dnia. Do pracy z ciężko chorymi, przykutymi do łóżka pacjentami dopuszczano pracowników bez wymaganych kwalifikacji. Jeden z lekarzy zaalarmował kasę chorych, że opiekunowie zajmujący się leżącym w śpiączce pacjentem nie potrafią wykonać podstawowych czynności pielęgnacyjnych. Były też przypadki, że przychodzili do pracy pijani. Tymczasem za opiekę nad obłożnie chorym kasy płacą nawet po 30 tys. euro miesięcznie.

Śledczy zabezpieczyli w Kaiserslautern 70 kartonów z dokumentami i kilkanaście twardych dysków.

W lutym w pobliskiej Spirze sąd skazał za podobne przestępstwa dwie biznesmenki, które wyłudziły od kas ponad 300 tys. euro.

Niemcy spodziewają się mniej pieniędzy z funduszy strukturalnych UE po 2020 roku

W następnym okresie budżetowym UE Niemcy otrzymają około 20 proc. mniej środków z funduszy strukturalnych UE. Zamiast tego więcej regionów będzie uprawnionych do korzystania z funduszy. Raport EURACTIV Niemcy.
 

Od maja stało się jasne, że Komisja Europejska chce ograniczyć kolejne …

Gangi naciągaczy

W małej (jak na Niemcy) Spirze czy Kaiserslautern oszustwa prowadzi się na małą skalę. W Berlinie, Monachium czy Düsseldorfie w branży działają regularne mafie.

W lutym przywódczynie dziewięcioosobowego gangu naciągaczy sąd w Düsseldorfie skazał na siedem lat więzienia. Grupa wyłudziła prawie 9 mln euro. Działała w niezwykle bezczelny sposób, korumpując podopiecznych. W dokumentach, które gang wysyłał do rozliczenia kasom chorych, oszuści wpisywali np. drogie rajstopy uciskowe – w rzeczywistości pacjenci dostawali od nich kilkadziesiąt euro do kieszeni, po czym podpisywali podsunięte kwity. Z dokumentacji wysłanej do rozliczenia w kasie chorych wynikało, że pacjentów regularnie odwiedzał opiekun, w rzeczywistości ich mieszkania co jakiś czas porządkowała jedynie sprzątaczka.

Proceder przez długi czas pozostawał niewykryty, gdyż oszuści i pacjenci byli przesiedleńcami z Rosji i Ukrainy. Policji udało się wreszcie rozbić grupę, bo jedna z osób zaangażowanych w przekręt zdecydowała się zeznawać w zamian za złagodzenie kary.

Wierzchołek góry lodowej

Gdy w Düsseldorfie zapadał wyrok, media pisały, że to wierzchołek góry lodowej. Funkcjonariusze biura kryminalnego już rok temu przestrzegali, że w całym kraju działa około 230 firm fikcyjnie zajmujących się opieką nad chorymi. Przy okazji zaś ich właściciele – głównie przesiedleńcy ze Wschodu – piorą pieniądze, bądź prowadzą nielegalne kasyna. Współpracują z lekarzami, również pochodzącymi z byłego ZSRR, a pacjentów, którym płacą za podpisywanie sfałszowanych dokumentów, szukają za pośrednictwem rosyjskojęzycznych gazet.

Dlaczego oszustów jest tylu? Bo niemieckie społeczeństwo bardzo szybko się starzeje, a liczba osób wymagających stałej opieki rośnie równie szybko. Dziś sięga już 3 mln. Zdarzają się gminy, w których w ciągu ostatnich 10 lat ich liczba wzrosła nawet czterokrotnie. Nie powstały natomiast nowe, przeznaczone dla nich placówki służby zdrowia, zaś opiekunów ubywa. I to właśnie brak rąk do pracy jest największą bolączką służby zdrowia. Oszuści wykorzystują więc sytuację.

By udowodnić przestępstwa, śledczy muszą mozolnie analizować dokumenty. Z niektórych kas chorych dochodzą nawet sygnały, że właśnie dlatego prokuratury niechętnie przejmują takie sprawy.

 

Artykuł opublikowany w ramach partnerstwa EURACTIV.pl z Gazetą Wyborczą.