Polska i Węgry zaskarżyły do TSUE dyrektywę o pracownikach delegowanych

źródło: PxHere

źródło: PxHere

Warszawa i Budapeszt złożyły dwie odrębne skargi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie dyrektywy o pracownikach delegowanych. Najprawdopodobniej oba kraje będą jednak ze sobą podczas postępowania współpracować. Kilka innych państw naszego regionu też krytycznie odnosi się do dyrektywy.

 

O złożeniu skargi przez Polskę poinformował minister ds. europejskich Konrad Szymański. „Zwracamy uwagę na protekcjonistyczny charakter dyrektywy, który utrudnia realizację traktatowej zasady wolności przepływu siły roboczej i usług” – powiedział minister. Jak dodał: „założenia skargi węgierskiej są podobne”.

Węgry: Dyrektywa to narzędzie protekcjonizmu

Budapeszt informację o złożeniu swojego pozwu podał w specjalnym rządowym oświadczeniu. Dyrektywę o pracownikach delegowanych nazwano w nim „narzędziem protekcjonizmu”, a zawarte w niej przepisy „niewyważonymi”. „Rozciągnięcie zasady jednakowej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu na swobodę świadczenia usług w istocie nie ma na celu ochrony pracowników oddelegowanych do innych krajów, lecz stanowi środek protekcjonistyczny, służący wyparciu z rynków pracy innych państw członkowskich” – czytamy w komunikacie węgierskiego rządu.

Wskazano w nim też, że niedopuszczalne jest zdaniem Budapesztu obejmowanie dyrektywą także pracowników transportu, np. kierowców ciężarówek. Zwrócono również uwagę na to, że przeciw dyrektywie wypowiedziało się 14 izb parlamentarnych z 11 państw członkowskich UE.

Zapytany o to, czy Warszawa będzie podczas procedowania przed TSUE współpracować z Budapesztem, Konrad Szymański odpowiedział: „Współpracujemy w tej sprawie z szerokim gronem państw, czego przejawem jest skuteczne stworzenie koalicji w sprawie specjalnych reguł gry dla transportu międzynarodowego”. Polska branża transportowa jest jedną z największych w całej UE. Zależy od niej nawet kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy. To również ważny sektor w gospodarkach innych państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Jest ostateczny tekst dyrektywy o pracownikach delegowanych

Jest ostateczny tekst dyrektywy o pracownikach delegowanych – przyjęli go wczoraj ambasadorowie państw członkowskich przy UE. Sprzeciw zgłosiła m.in. Polska, która od początku unijnej procedury legislacyjnej starała się o zmianę niekorzystnych dla naszego kraju propozycji.

Przepisy ważne dla branży transportowej

Właśnie kwestia kierowców ciężarówek i tego, że w myśl dyrektywy będzie trzeba zmieniać wobec nich m.in. stawkę godzinową w zależności od tego, przez jaki kraj przejeżdżają, jest najmocniej krytykowana przez państwa przeciwne dyrektywie. Najmocniej zmiany w przepisach forsowała Francja. Także kilka innych państw Europy Zachodniej opowiadało się mocno za dyrektywą, wskazując na to, że np. firmy wysyłające robotników budowlanych do pracy przy inwestycjach za granicę stosują w istocie tzw. dumping socjalny, czyli płacą im mniej w pensjach i składkach społecznych. A to utrudniało konkurowanie z nimi firmom zachodnioeuropejskim.

W myśl przyjętych w czerwcu po bardzo długich i burzliwych negocjacjach przepisów będzie można delegować pracownika (czyli opłacać go za granicą w myśl krajowego prawa) na okres maksymalnie 12 miesięcy. Czas ten będzie można przedłużyć na kolejne 6 miesięcy, ale tylko po złożeniu przez wysyłającego pracodawcę uzasadnienia dla władz kraju, w jakim będzie wykonywana praca. Po upływie tego czasu delegowany pracownik musi już podlegać przepisom kraju, w którym faktycznie wykonuje pracę. Na przykład musi otrzymywać płacę na takich samym zasadach co pracownik lokalny.

Polska i Węgry chcą, aby TSUE wypowiedział się w sprawie dyrektywy jeszcze przed końcem 2019 r. Przepisy na nowo określające traktowanie pracowników delegowanych muszą bowiem zostać przez państwa członkowskie wdrożone do końca lipca 2020 r.

Rozłam w V4 w sprawie pracowników delegowanych

W poniedziałek na szczycie w Luksemburgu Rada Unii Europejskiej uzgodniła stanowisko w sprawie zmian w dyrektywie nt. pracowników delegowanych. Projektu nie poparły Litwa, Łotwa, Polska i Węgry. Z kolei Czechy i Słowacja poparły nowe zapisy, łamiąc tym samym stanowisko uzgodnione w ramach Grupy Wyszehradzkiej.