Niemcy wciąż podzielone na Wschód i Zachód

Mur Beliński pod Bramą Brandenburską w 1989 roku, źródło Wikipedia

Dziś Dzień Jedności Niemiec, święto państwowe ustanowione u naszych zachodnich sąsiadów na pamiątkę połączenia się RFN i NRD 3 października 1990 roku. Czy jednak wciąż widać ślady po czasach, gdy Niemcy podzielone były na dwa odrębne kraje?

 

Śladów po RFN i NRD wciąż jest wiele. Nie tylko dlatego, że w niektórych miejscach w Berlinie pozostawiono je jako turystyczną atrakcję. Przyjezdni z niemal całego świata chętnie fotografują się na Friedrichstrasse przy słynnym Checkpoint Charlie, gdzie za drobną opłatą pozować z nimi będą młodzi mężczyźni przebrani w sowieckie lub amerykańskie mundury. Do położonego tuż obok muzeum, pokazującego historię muru i najsłynniejsze próby jego sforsowania, zagląda o wiele mniej osób. Jeszcze mniej idzie kilkaset metrów dalej, do Panometru – starej gazowni przerobionej na galerię-rotundę – aby zobaczyć instalację Yadegara Asisiego, perskiego artysty urodzonego w Wiedniu, a wychowanego w Niemczech. Ogromny półokrągły obraz pokazuje panoramę podzielonego murem Berlina z lat 80-tych – od Kreuzbergu aż po Mitte.

Przy fragmencie muru pozostawionym „ku pamięci” na Bernauer Strasse znów tłum, podobnie przy innym fragmencie, tuż obok berlińskiego Dworca Wschodniego, gdzie stworzono Galerię East Side. Kilometrowy odcinek muru pokryty jest ponad setką murali. Na najbardziej obleganym przez fotografów uwieczniono słynny pocałunek Leonida Breżniewa i Ericha Honeckera. W Mauerpark natomiast, zielonym terenie stworzonym w miejscu stanowiącym niegdyś pas ziemi niczyjej między dwiema częściami Berlina, niewiele już zostało. Jest za to dużo młodzieży i organizowany co niedzielę pchli targ. Ślady muru zarasta trawa. Ostatnie wybory do Bundestagu pokazały jednak, że dawne granice wciąż można zobaczyć na mapie. Wystarczy na niej zaznaczyć okręgi wyborcze.

AfD triumfuje na wschodzie

W skali całych Niemiec skrajnie prawicowa, eurosceptyczna i antyimigracyjna Alternatywa dla Niemiec (AfD) zdobyła 12,6 proc. głosów. Starczyło to, aby stać się trzecią siłą w Bundestagu (94 mandaty), ale wciąż do CDU/CSU oraz SPD – AfD traci sporo. Gdy jednak spojrzeć tylko na landy, które kiedyś tworzyły NRD – wyniki partii skrajnych znacznie się poprawiają. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim oraz Turyngii Alternatywa dla Niemiec wyprzedziła SPD. W Saksonii o ułamek procenta nawet CDU. To stąd pochodzić będzie większość posłów AfD. To właśnie frustracja i rozczarowanie mieszkańców wschodnich landów napędza politycznie skrajne ugrupowania. Na Wschodzie AfD notowała poparcie od 16 do 22 proc. W Saksonii nawet 27 proc. W saksońskiej gminie Rathmansdorf w Górach Połabskich, gdzie startowała była już liderka AfD Frauke Petry, skrajna prawica zdobyła aż 44 proc. głosów. Średnio na terenach byłej NRD AfD poparł co piąty wyborca (21,5 proc.).

Frauke Petry zakłada nową partię w Bundestagu

Była przewodnicząca skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD) Frauke Petry, która opuściła swoją partię dzień po wyborach do niemieckiego parlamentu, zapowiedziała utworzenie nowego ugrupowania. Poinformowała również, że będzie w stanie utworzyć grupę parlamentarną.
 
Frauke Petry swoje odejście z AfD, któremu przewodniczyła …

To także we wschodnich landach najwięcej głosów zdobyła postkomunistyczna Lewica (Die Linke), która w skali całego kraju zdobyła 9 proc. poparcia i pozostała daleko w tyle za socjaldemokratycznym SPD. Zieloni zaś na wschodzie Niemiec praktycznie nie istnieją. To także wschodnie landy najmocniej boją się napływu uchodźców, choć w tej części Niemiec praktycznie ich nie ma. Opublikowany w kwietniu raport Fundacji Bertelsmanna pokazuje, że w kwestiach obyczajowych, społecznych czy migracyjnych mieszkańcy byłej NRD są podobniejsi do obywateli Europy Środkowo-Wschodniej niż do swoich rodaków z zachodniej części kraju.

Z drugiej jednak strony, AfD zbierała głosy nie tylko na wciąż biedniejszym i mocniej niedoinwestowanym wschodzie Niemiec. Wiele osób poparło skrajną prawicę także w Bawarii czy Badenii-Wirtembergii. Do tych położonych na południu landów napłynęło w latach 2015-2016 najwięcej uchodźców. Polityczny podział w linii wschód-zachód jest więc wyraźny, ale nie aż tak prosty i oczywisty.

Złe perspektywy dla byłej NRD

Radykalizacja mieszkańców wschodnich Niemiec, to skutek gorszej sytuacji gospodarczej. Landy byłej NRD gonią mocno Zachód, ale mają przed sobą jeszcze długą drogę. Co gorsza, od 15 lat tempo rozwoju wschodu nieznacznie wyhamowuje. Różnica siły gospodarczej między byłą RFN a byłą NRD wyniosła w 2016 r. 27 proc. Gdyby wyjąć z tego porównania wschodni Berlin – będzie to już jednak aż 32 proc. Opublikowany na początku września raport rządu federalnego na temat stanu zjednoczenia Niemiec nie przynosi optymistycznych wniosków. Pełniąca obowiązki pełnomocnika rządu ds. wschodnich Niemiec posłanka SPD Iris Gleicke pisała we wstępie: „W najsłabszych regionach, tam gdzie ludzie czują się przegranymi globalizacji, mogą powstawać społeczne podziały prowadzące do coraz bardziej radykalnych postaw”.

Pomimo 27 lat od zjednoczenia, wciąż niemiecki biznes koncentruje się na zachodnich landach. Ani jedno przedsiębiorstwo z 30 największych na giełdzie we Frankfurcie (tj. tych uwzględnianych w indeksie DAX 30) nie ma swojej centrali we wschodniej części kraju. W zdecentralizowanych Niemczech to bardzo kiepskie wiadomości. Co więcej, wiele niemieckich koncernów nawet nie ma w byłej NRD swoich dużych oddziałów. Niemiecka produkcja i niemiecki eksport to zatem w większości zysk dla zachodu kraju. Innowacje i nowe technologie także rodzą się w laboratoriach i na uniwersytetach na zachód od Szprewy i Elby.

Bawaria i kłopoty z koalicją rządową w Niemczech

W Berlinie trwają negocjacje na temat utworzenia nowej koalicji rządzącej. Wiele wskazuje na to, że rząd utworzą zwycięzcy chadecy wraz z liberałami z FDP i Zielonymi. Na razie najtrudniejsze są jednak rozmowy w łonie samej centroprawicy. Bawarska CSU stawia mocne …

Trudniejsza sytuacja gospodarcza i większe bezrobocie zmuszają wielu Niemców do przeprowadzki na zachód kraju. Wschodnie landy powoli się wyludniają. Autorzy parlamentarnego raportu przewidują, że do 2030 r. ubędzie ze wschodu tyle osób w wieku produkcyjnych (od 20 do 65 lat), że tylko co drugi mieszkaniec nie będzie dzieckiem lub emerytem. Co trzecia osoba (niemal 32 proc.) będzie mieć powyżej 65 lat, a więc żyć niemal wyłącznie z renty lub emerytury. Niemcy zachodnie zestarzeją się do tego poziomu dopiero 30 lat później – w 2060 r. Ale wtedy była NRD będzie jeszcze starsza. Brak ludzi do pracy zniechęca do otwierania biznesu na wschodzie inwestorów z byłej RFN. Gospodarce to nie służy i koło się zamyka.

W ciągu ćwierć wieku od zjednoczenia (lata 1990-2015) liczba ludności we wschodnich landach zmniejszyła się o 15 proc. W Saksonii-Anhalt nawet o 22 proc. Tymczasem na zachodzie przybyło w tym samym okresie 7 proc. nowych mieszkańców. Imigracja, choć w byłej NRD bardzo się jej boją, nic nie zmieni. Uchodźcy i migranci także wolą się osiedlić na zachodzie kraju. Przekonuje ich nie tylko kwestia większej szansy na zdobycie pracy, ale także lepsza atmosfera społeczna. Na wschodzie Niemiec dużo częściej dochodzi do ataków i incydentów o podłożu rasistowskim czy ksenofobicznym. Imigranci więc zamiast zasilić wschodnie landy, starają się ich uniknąć. Autorzy rządowego raportu przewidują, że do 2030 r. na wschodzie ubędzie kolejnych 7 proc. ludności.