Niemcy: Krytyka wobec szefa MSW po ataku hakerskim na polityków

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer // Źródło: CSU

Współtworząca koalicję rządową socjaldemokratyczna SPD skrytykowała wywodzącego się z chadeckiej CSU ministra spraw wewnętrznych za niedostateczne informowanie opinii publicznej o ataku hakerskim, jaki w ubiegłym roku przypuszczono na niemieckich polityków i dziennikarzy.

 

Jak przekonywał w wywiadzie dla „Süddeutsche Zeitung” sekretarz generalny SPD Lars Kligenbeil, w związku z wyciekiem danych należących do członków władz potrzebna jest pełna transparentność działań prowadzonych przez słuzby, które wyjaśniają okoliczności tego zdarzenia. „Niemcy muszą być informowani o tym, które służby o tym wiedziały, co dokładnie wiedziały oraz jakie kroki podejmowały, a także kiedy je podejmowały” – mówił Kligenbeil.

BSI otrzymywało sygnały alarmowe

Powyższe słowa padły po tym jak okazało się, że Federalny Urząd Bezpieczeństwa Teleinformatycznego (BSI) otrzymał w ubiegłym roku kilka zgłoszeń od polityków, którzy zauważyli podejrzaną aktywność w ich skrzynkach e-mailowych czy na kontach w serwisach społecznościowych. Stamtąd bowiem pochodziły skradzione dane.

Wiadomo, że BSI zostało na początku grudnia poinformowane przez jednego z posłów do Bundestagu o tym, że mogło dojść do wycieku danych z jego kont. Podobnie miały zrobić jeszcze trzy inne osoby. Urząd broni się jednak, że nie miał wystarczających informacji, aby powiązać ze sobą te zdarzenia i zorientować się, że doszło do tak masowej kradzieży danych.

„Dopiero gdy dowiedzieliśmy się o opublikowaniu danych przez konto na Twitterze 3 stycznia 2019 r., BSI w dalszej analizie z 4 stycznia 2019 r. mogło powiązać ten przypadek z czterema innymi, o których wiedziało w 2018 r.” – głosi oświadczenie urzędu. Dane były dostępne w sieci jeszcze przed świętami, ale przez prawie 4 tygodnie mało kto o tym wiedział. Ujawniono je za pośrednictwem zhackowanego konta na Twitterze, które już wcześniej służyło do ujawniania skradzionych danych, ale nigdy na tak wielką skalę. Wyciek długo pozostawał jednak właściwie niezauważony.

Do podjęcia działań wzywał ministra spraw wewnętrznych Horsta Seehofera także inny ważny polityk SPD – wiceprzewodniczący Bundestagu Thomas Oppermann. „Federalny Urząd Bezpieczeństwa Teleinformatycznego, który podlega ministrowi, musi stać się centralną jednostką cywilnego cyberbezpieczeństwa w Niemczech. Minister musi sobie zdawać sprawę z tego, że to jedno z najważniejszych zadań w obszarze bezpieczeństwa wewnętrznego i będzie tak także w przyszłości” – powiedział Oppermann w wywiadzie dla niedzielnego wydania dziennika „Bild”.

SPD, które tworzy koalicję rządową z sojuszem CDU-CSU nie wezwało jednak Seehofera do dymisji. Takie działanie mogłoby bowiem poważnie zagrozić stabilności rządu.

Niemcy: Atak hakerski na polityków wszystkich partii z wyjątkiem AfD

Hakerzy wykradli i opublikowali w internecie dane, dokumenty i prywatną korespondencję dotyczącą kilkuset osób z pierwszych stron gazet – przede wszystkim polityków, ale także dziennikarzy czy muzyków. Atak nie dotknął tylko jednej z obecnych w Bundestagu partii – skrajnie prawicowej …

Czego dotyczył wyciek?

Skradzione dane opublikowano w internecie za pomocą jednego z kont na Twitterze jeszcze przed świętami, ale dopiero po Nowym Roku sprawę ujawniły media. Wśród osób dotkniętych hakerskim atakiem znalazła się m.in. kanclerz Angela Merkel. Wykradziono również dane i dokumenty należące do prezydenta Franka Waltera-Steinmeiera, posłów do Bundestagu oraz przedstawicieli władz landowych.

Nie wiadomo, kto jest autorem włamania. Konto twitterowe, na którym umieszczono linki do pobierania wykradzionych danych już rok temu publikowało dane znanych Niemców. Tym razem wyciek jest jednak o wiele większy. Linki umieszczono w obrazku przypominającym popularny wśród niemieckich dzieci tzw. kalendarz adwentowy. Normalnie są w nim ukryte czekoladki, tym razem były to wykradzione materiały.

W sumie ujawniono prywatne dane kilkuset osób. W wielu przypadkach to jednak tylko pojedyncze dokumenty lub maile. Najczęściej są to bezpośrednie dane kontaktowe – adres email, adres pocztowy czy numery prywatnych telefonów komórkowych. W przypadku kanclerz Merkel było to jeszcze kilka e-maili przesłanych na jej służbowe konto lub z niego wysłanych. Nie zawierały one jednak żadnych danych wrażliwych, a jedynie codzienne sprawy dotyczące funkcjonowania jej biura.

W innych przypadkach (np. współprzewodniczącego partii Zielonych Roberta Habecka) były to jednak wrażliwe dane, np. zapisy chatów z członkami rodziny czy numery kart kredytowych.   Innym ukradziono natomiast skany dowodów osobistych lub paszportów. Ucierpieli politycy wszystkich partii obecnych w Bundestagu z wyjątkiem skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec.

Wciąż nie wiadomo kto stał za wyciekiem danych. Serwery należące do niemieckiego parlamentu, rządu czy partii politycznych były już kilka razy atakowane przez hakerów. Za każdym razem odpowiedzialnością za te włamania obarczano Rosję. Obecnie niemieckie władze nie formułują jeszcze żadnych oskarżeń pod czyimkolwiek adresem.

Niemcy: Alarm antyterrorystyczny na 14 lotniskach

Niemiecka policja ogłosiła wczoraj (20 września) wieczorem bezprecedensowy alarm dla 14 największych lotnisk w kraju. W terminalach natychmiast pojawiły się uzbrojone patrole antyterrorystyczne. Żadnego z lotnisk jednak nie zamknięto.
 
Porty lotnicze w całej Europie przeżywają okres największego ruchu w związku ze …