Trzy miesiące po wyborach Katalonia bezrządem stoi

Jordi Sanchez (Fot. / AP Photo/East News)

Zwolennicy katalońskiej autonomii chcą, by premierem został Jordi Sánchez. Sędzia nie chce go jednak wypuścić z więzienia, jest oskarżony o bunt i złamanie konstytucji. Hiszpański premier wzywa Katalończyków do opamiętania.

 

Zwolennicy katalońskiej autonomii przedłużają kryzys w stosunkach z resztą Hiszpanii i upierają się przy wyborze nowego premiera wbrew prawu oraz woli Madrytu.

Przebywający w Belgii były premier Carles Puigdemont zrezygnował z ubiegania się o urząd zaocznie. Szefem lokalnego rządu miałby zostać Jordi Sánchez, przywódca Narodowego Zgromadzenia Katalońskiego (ANC), który od października przebywa w areszcie oskarżony o bunt przeciw legalnej władzy oraz pogwałcenie hiszpańskiej konstytucji.

Premier zza krat

Obaj przywódcy – Puigdemont i Sánchez – zostali w grudniowych wyborach wybrani na posłów do parlamentu w Barcelonie, mimo że jeden uciekł do Belgii przed aresztowaniem w październiku, a drugi był w areszcie. Hiszpański trybunał konstytucyjny orzekł, że mogą objąć mandaty poselskie (a więc także zostać wybrani na premiera), pod warunkiem że osobiście stawią się w parlamencie. Puigdemont nie chciał ryzykować przyjazdu, bo zostałby zapewne aresztowany, i zrezygnował z kandydowania. Sánchez poprosił o warunkowe zwolnienie z aresztu, żeby móc się stawić w poniedziałek na posiedzenie parlamentu w Barcelonie. Sąd jednak nie zgodził się wypuścić go z więzienia. Mimo to posłowie chcą na niego zagłosować w poniedziałek.

Katalonia: Carles Puigdemont nie obejmie stanowiska szefa lokalnych władz

Zdymisjonowany przez władze w Madrycie były premier regionalnego katalońskiego rządu przebywa obecnie na terytorium Belgii, gdzie schronił się w obawie przed aresztowaniem go za przeprowadzenie 1 października referendum ws. niepodległości Katalonii. Głosowanie to zostało uznane za bezprawne przez hiszpański Trybunał …

Sánchez nie będzie jednak nowym premierem także dlatego, że nie popiera go, w przeciwieństwie do Puigdemonta, cały obóz niepodległościowców, który ma w parlamencie większość 70 z 135 mandatów. Wyłamała się skrajnie lewicowa antyeuropejska i antykapitalistyczna Jedność Ludowa, która ma sześciu posłów. Partia chce jednostronnego zerwania z Hiszpanią, ogłoszenia ponownie niepodległości Republiki Katalonii oraz wyklucza wszelkie kompromisy i negocjacje z rządem w Madrycie.

 – Chcemy odesłać autonomię Katalonii do kosza na śmieci – oświadczył we wtorek Carles Riera, rzecznik partii. Oskarżył obóz niepodległościowy o zbyt miękkie podejście i wezwał do nieuznawania prawa hiszpańskiego oraz odrzucenia orzeczeń trybunału konstytucyjnego. – Jak nie potraficie się zdobyć na drobne nieposłuszeństwo i głosować na Puigdemonta, to jak mielibyście ustanowić niepodległą republikę?!

Katalończycy tracą cierpliwość

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy, który w listopadzie zawiesił samorząd kataloński i wprowadził bezpośrednie rządy z Madrytu, ogłosił, że nie ma innego wyjścia, jak utrzymać autonomię w zawieszeniu i czekać, aż Katalończycy powołają rząd złożony z ludzi, którzy nie siedzą w więzieniu lub nie umykają przed prawem za granicę.

Inés Arrimadas, przywódczyni przeciwnych katalońskiej secesji Obywateli, partii, która zdobyła najwięcej głosów w grudniowych wyborach, nie gryzie się w język:

– To wszystko jest oburzającą farsą. Obóz niepodległościowy chce wyłącznie awantury – oświadczyła w środę.

Cierpliwość tracą Katalończycy oraz tamtejszy biznes. Według ostatnich sondaży poparcie dla niepodległości Katalonii spadło z 46 do 40 proc. Rośnie większość, która chce ułożenia stosunków z Madrytem w ramach autonomii.

Na wtorkowym spotkaniu przedstawicieli niemieckich firm z szefem katalońskiego parlamentu wybuchła wręcz awantura. Kiedy szef parlamentu Roger Torrent zachwalał kandydaturę Jordiego Sáncheza na nowego premiera, bronił godności narodowej Katalonii oraz stabilności gospodarczej, jeden z uczestników obiadu zapytał: – Uważa pan, że premier w więzieniu zapewnia Katalonii stabilność?

Gdy Torrent upierał się, że Sánchez ma prawo zostać premierem, inny z niemieckich biesiadników nie wytrzymał: – Proszę pana, już 3 tys. przedsiębiorstw wyniosło się z Katalonii z powodu tej awantury. Całe rodziny są skłócone. Dla mnie byłoby najlepiej, gdybyście wszyscy poszli siedzieć!

Sala odpowiedziała gromkimi oklaskami i kilkoma gwizdami.

Pewna przedsiębiorczyni wypomniała szefowi parlamentu: – Pan nas obraża, bo powinien pan reprezentować wszystkich Katalończyków. Sugeruje, że w Hiszpanii nie ma wolności, a uwięzieni przywódcy to aniołki.

Albert Peters, przewodniczący niemieckich przedsiębiorców, stwierdził: – Aby Katalonia się rozwijała, wszyscy potrzebujemy pewności, żeby inwestować. Tych 3 tys. przedsiębiorstw musi tu wrócić. Jeśli nie, to my też się wyniesiemy. Potrzebujemy pomocy Madrytu, ale rządzący Katalonią muszą znać granice. Żądamy stanowczo powrotu do statutu katalońskiego. Katalonię trzeba zszyć na nowo.

Artykuł opublikowany na podstawie partnerstwa z Gazetą Wyborczą