Holenderskie ofiary upamiętnione

źródło: royal-house.nl/photos/official-photographs

W trzecią rocznicę katastrofy malezyjskiego MH17 holenderska para królewska odsłoniła pomnik upamiętniający ofiary. Jednak śledztwo w sprawie zestrzelenia maszyny przez prorosyjskich separatystów pozostaje niezakończone.

 

Król Holandii Wilhelm Aleksander oraz królowa Maksyma wraz z towarzyszącym im premierem w stanie dymisji Markiem Ruttem odsłonili w poniedziałek 17 lipca pomnik upamiętniający ofiary katastrofy malezyjskiego samolotu z 2014 r. W uroczystości obok monarchów i polityków uczestniczyło około 2 tys. krewnych zmarłych – pośród 298 ofiar znalazło się 196 obywateli holenderskich.

Monument stanął w parku w miasteczku Vijfhuizen, położonym niedaleko amsterdamskiego lotniska Schiphol. Pomnik składa się z dwóch elementów: stalowej, połyskującej bryły w kształcie oka, którą ustawiono naprzeciw ciemnej ściany z wyrytymi nazwiskami ofiar.

„Stal jest tak wypolerowana, by odbijała światło słoneczne w stronę czarnej ściany” – opisywał swoje dzieło rzeźbiarz Ronald Westerhuis. Zdaniem autora ujrzenie odbicia swojej twarzy obok imienia ukochanej osoby „może dać nadzieję na ukojenie smutku”.

Zestrzelenie samolotu

Samolot Malaysian Airlines nr MH-17 wystartował z Amsterdamu 17 lipca 2014 r. o 12:15 i kierował się do Kuala Lumpur, stolicy Malezji. Na pokładzie znajdowali się m.in. holenderski senator Willem Witteveen, malezyjska aktorka Shuba Jay i pisarz z Australii Liam Davison.

Cztery godziny później samolot znikł z radarów. Ostatnie sygnał wysyłał znad terytorium Ukrainy, ok. 50 km od granicy z Rosją, na terenach okupowanych przez prorosyjskich separatystów. Jak się później okazało maszyna się tam rozbiła, spadając nagle z wysokości 10 tys. metrów.

Niezakończone śledztwo

Z uwagi na wielu obecnych na pokładzie obywateli holenderskich, wiodącą rolę w śledztwie przejęła Holandia. Niderlandzcy eksperci potwierdzili w 2015 r. przypuszczenia, że samolot został zestrzelony rakietą ziema-powietrze wystrzeloną z terenów zajętych przez ukraińskich separatystów – nazajutrz po katastrofie takiej informacji udzielił na podstawie danych wywiadu amerykańskiego Barack Obama. Ustalono ponadto, że rakieta została wyprodukowana w Rosji.

Równoległe śledztwo w sprawie prowadził niemiecki zespół dziennikarzy „Bellingcat”, który m.in. oskarżał Rosję o fałszowanie zdjęć satelitarnych udostępnianych holenderskim zespołom śledczym. Dziennikarzom udało się ustalić numer wyrzutni rakietowej, z której dokonano strzału. Był to Buk 332 należący do rosyjskiej 53. Brygady Przeciwlotniczej stacjonującej w Kursku.

Moskwa zaprzeczyła użyciu którejkolwiek z jej rakiet na terytorium Ukrainy, a oskarżeni także przez Kijów separatyści winą za katastrofę obarczyli wojska ukraińskie. Bezpośredni sprawcy katastrofy, w której zginęli łącznie obywatele 17 państw pozostają wciąż niezidentyfikowani.