Holandia: Rząd przetrwał głosowanie ws. wotum zaufania. Powodem spór o podatki

Premier Holandii Mark Rutte, źródło: Flickr/Ministerie van Buitenlandse Zaken

Premier Holandii Mark Rutte, źródło: Flickr/Ministerie van Buitenlandse Zaken

To już drugie w tym roku wotum nieufności wobec holenderskiego koalicyjnego gabinetu. Tym razem jednak opozycji zabrakło bardzo niewiele głosów do odwołania rządu. Premier został bowiem oskarżony o zatajanie informacji na temat decyzji o zlikwidowaniu w Holandii podatku od dywidend.

 

Opozycyjni posłowie, którzy złożyli wniosek o wotum nieufności wobec rządu zarzucali premierowi Markowi Rutte kłamstwo i celowe zatajenie informacji podczas debaty na temat zniesienia podatków od dywidend, która miała miejsce w listopadzie. Okazało się bowiem, że szef rządu kluczył wówczas mówiąc, że nie przypomina sobie pewnych dotyczących sprawy materiałów. Ostatecznie niemal 60-stronicowy tekst opublikowano we wtorek, gdy grupa posłów powołała się na ustawę o dostępie do informacji publicznej.

Kontrowersje wokół likwidacji podatku od dywidend

Sprawa ciągnie się od października, gdy liberalno-centroprawicowy koalicyjny rząd Holandii ogłosił nowy plan gospodarczy dla kraju, którego elementem miała być właśnie likwidacja podatku od dywidend. Chodziło o przekonanie brytyjsko-holenderskiego koncernu spożywczo-kosmetycznego Unilever, aby swoją centralę przeniósł z Londynu do Rotterdamu. Firma ta ma obecnie ponad 220 tys. pracowników w aż 365 miejscach na świecie. To właśnie decyzja o zniesieniu podatku od dywidend przekonała zarząd Unilever do przenosin do Holandii. Ale wielu Holendrom pomysł rządu się nie spodobał. Dlatego listopadowa debata budziła tak wielkie zainteresowanie.

Premier Rutte zasłaniał się wtedy kłopotami z pamięcią. Okazało się jednak, że najprawdopodobniej znał już wtedy upublicznione dopiero teraz dokumenty. Podczas środowej ośmiogodzinnej debaty, która zakończyła się grubo po północy, szef rządu przyznał się do błędu. „Popełniłem go, gdy powiedziałem wcześniej posłom, że nic nie pamiętam” – oświadczył. Swoje stanowisko zachował tylko dzięki całkowitej mobilizacji koalicji i twardemu poparciu ze strony sojuszniczych partii. Rząd udało się obronić w 150-osobowym parlamencie zaledwie 9 głosami. Za wotum opowiedziało się 67 posłów, przeciw było 76. Tylko 7 wstrzymało się od głosu. W Holandii rząd można odwołać mając zwykłą większość głosów.

Deputowani z głównego koalicyjnego ugrupowania, kierowanej właśnie przez premiera Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) mocno bronili swojego lidera. Zwracali uwagę, że jego zachowanie jesienią ubiegłego roku nie dotyczyło spraw kluczowych dla sytuacji państwa. Inne partie tworzące rząd odrzuciły wotum, ale  wyraźnie dystansowały się od całej sprawy. „Debata nad propozycją była wewnątrz rządu krótka, naprawdę nie pamiętam wszystkiego z tamtego okresu” – mówił lider Chrześcijańskich Demokratów Sybrand van Haersma Buma.

Z kolei opozycja ostro atakowała premiera. „Szef rządu nie zapewnił nam przejrzystości i pełnych informacji, za to wił się wokół prawdy jak piskorz” – stwierdził przewodniczący Partii Wolności (PVV) Geert Wilders.

Holandia chce być gotowa na twardy brexit

Holenderskie Ministerstwo Finansów przesłało do parlamentarzystów list, w którym przekonuje, że należy poważnie zwiększyć zatrudnienie w służbie celnej. Miałby to być element przygotowań na tzw. twardy brexit, czyli sytuację, w której UE i Wielkiej Brytanii nie udałoby się wynegocjować nowego …

Kłamstwa ministra przyczyną poprzednich kłopotów premiera

Było to już drugie w tym roku głosowanie nad wotum nieufności dla rządu. Poprzednie miało miejsce w lutym. Wtedy chodziło o skandal wokół ówczesnego ministra spraw zagranicznych Halbe Zijlstry. Minister przyznał bowiem w wywiadzie prasowym, że w 2016 r. kłamał w kampanii wyborczej na temat swojego spotkania z Władimirem Putinem. Zijlstra miał w 2006 r., jako menedżer w koncernie paliwowym Shell, uczestniczyć w spotkaniu w prywatnej daczy rosyjskiego prezydenta.

Szef holenderskiej dyplomacji dwa lata temu zelektryzował świat opowiadając, iż z ust rosyjskiego prezydenta już dziesięć lat wcześniej usłyszał słowa o odbudowie „Wielkiej Rosji”, w skład której miałyby wejść Ukraina, Białoruś oraz państwa bałtyckie. Dodatkowo dopytywany Putin miał oświadczyć także, że „miło byłoby gdyby dołączył jeszcze Kazachstan”. Zijlstra relacjonował rzekome spotkanie sprzed dekady podczas jednego ze swoich wieców wyborczych. Ta wypowiedź została nagrana na wideo. Przyciśnięty przez dziennikarzy minister przyznał w końcu, że skłamał i w ogóle nie było go na opisywanym  przez niego spotkaniu u Putina. Zastrzegł jednak, że słowa jakie cytował padły naprawdę, o czym poinformowała go osoba, która rzeczywiście była w prywatnej daczy rosyjskiego prezydenta. Holenderski minister sobie przypisał całe zdarzenie, aby – jak to ujął – „chronić prawdziwe źródło informacji”.

Opozycja uznała jednak, że polityk, który kłamie w takiej kwestii, nie może kierować dyplomacją. Zijlstra ostatecznie podał się do dymisji sam, ale ponieważ premier zwlekał ze swoją reakcją, złożono wniosek o wotum nieufności wobec całego rządu. Atmosferę podgrzało dodatkowo to, że Mark Rutte najprawdopodobniej już wcześniej wiedział o tym, że jego minister opowiadał w kampanii wyborczej nieprawdę, ale i tak postawił go na czele resortu. Jednak wotum nieufności z lutego nie poparła cała opozycja. Rząd wygrał więc głosowanie zdecydowanie – 101:43. Teraz do dymisji zabrakło już niewiele.

Holandia: Minister, który skłamał ws. Putina, podał się do dymisji

Holenderski minister spraw zagranicznych postanowił opuścić sprawowany przez siebie urząd. Doszło do tego po tym, gdy Halbe Zijlstra przyznał się, iż dwa lata temu skłamał na temat swojego spotkania z prezydentem Rosji. Do dymisji szefa holenderskiej dyplomacji doszło zaledwie kilka …