Francja: Zakaz protestów na Polach Elizejskich

Manifestacja "żółtych kamizelek" w Bordeaux, źródło: Flickr, fot. Patrice Calatayu

Manifestacja "żółtych kamizelek" w Bordeaux, źródło: Flickr, fot. Patrice Calatayu

Po sobotnich (16 marca) zamieszkach w Paryżu francuski rząd zaostrza przepisy dotyczące manifestacji. Podczas 18. marszu protestacyjnego zorganizowanego przez ruch „żółtych kamizelek” doszło do demolowania sklepów, podpalania koszy na śmieci i uszkadzania samochodów.

 

W okolicy Pól Elizejskich zdemolowanych zostało w ostatnią sobotę ponad 100 sklepów, niszczono także witryny restauracji. Z niektórych lokali zginęła też część wyposażenia. Atakowanie były zarówno kioski i drobne sklepy, jak i luksusowa restauracja „Fouquet” czy salony eleganckich marek odzieżowych.

Zniszczenia na 170 mln euro

Jak oszacowała paryska Izba Handlowa, od połowy listopada, czyli od początku protestów „żółtych kamizelek”, branża handlowa i restauracyjne poniosły straty w wysokości 170 mln euro. I to nie licząc ostatniej soboty. To zarówno koszty związane z naprawą zniszczeń, jak i koszt zabezpieczania lokali oraz straty związane z nieotwieraniem wielu z nich przez 18. sobotę z rzędu.

W ostatnią sobotę w Paryżu demonstrowało ok. 8 tys. osób (w całej Francji ok. 14,5 tys.). Jak poinformował minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner, ok. 1,5 tys. z paryskich demonstrantów to przedstawiciele „ultraortodoksyjnych i radykalnych środowisk”. To oni stali za niszczeniem sklepów czy restauracji.

Podpalili oni m.in. budynek mieszkalnym, w którym na parterze mieści się bank. Strażacy musieli ewakuować mieszkańców. Matkę z małym dzieckiem uratowano przed płomieniami w ostatniej chwili. 9 osób oraz 2 strażaków odniosło niewielkie obrażenia. Podczas manifestacji zatrzymano 82 osoby. Kolejne 5 osób zatrzymano później w pociągu do Orleanu, ponieważ miały ze sobą skradzione ze sklepów przedmioty – biżuterię, luksusową odzież i ekspres do kawy.

Francja: Zgromadzenie Narodowe przyjęło kontrowersyjne prawo dot. zgromadzeń publicznych

Nowe przepisy przyjęte dziś przez francuskie Zgromadzenie Narodowe zmieniają sposób nakładania kar na osoby, które podczas demonstracji i zgromadzeń publicznych zachowują się w sposób agresywny. Zmiany w prawie mają związek z trwającymi protestami „żółtych kamizelek”, które często przekształcają się w …

Koniec dialogu

Protesty „żółtych kamizelek” są 10 razy mniej liczne niż w pierwszych tygodniach, ale często wymykają się spod kontroli. Z przychodzenia na manifestacje zrezygnowali bowiem ich umiarkowani uczestnicy, a ci najradykalniejsi protestują nadal, a nierzadko dopuszczają się aktów wandalizmu. Najwięcej z nich ma miejsce właśnie na paryskich Polach Elizejskich. Ta jedna z reprezentacyjnych alei Paryża od wielu lat jest atrakcją turystyczną. Teraz jednak turyści idą tam nie tylko podziwiać piękne budynki i drzewa, ale także ślady po manifestacjach „żółtych kamizelek”.

Rząd Francji postanowił w końcu przychylić się do apeli Izby Handlowej i zakazał demonstrowania na Polach Elizejskich. „Rząd każe też zablokować każdy marsz >>żółtych kamizelek<<, w którym będą brały udział agresywne grupy, które zostały zidentyfikowane podczas wcześniejszych zamieszek. Od przyszłej soboty zakażemy protestów w dzielnicach, które najbardziej ucierpiały, jeśli tylko pojawią się grupy radykałów i jasne będzie, że ich zamiarem jest spowodowanie zniszczeń” – wyjaśnił premier Edouard Philippe.

A minister gospodarki Bruno Le Maire dodał, że „pragnie, aby od tej pory żaden sklepikarz i żaden rzemieślnik nie musiał już zabijać gwoździami drzwi z powodu powtarzających się protestów.” Prezydent Emmanuel Macron zwołał natomiast kryzysowe spotkanie, na którym oprócz ministra Castanera stawiła się też minister sprawiedliwości Nicole Belloubet.

Według francuskich mediów prezydent zapowiedział na spotkaniu, że „kończy z dialogiem z radykalnymi skrzydłami ruchu >>żółtych kamizelek<<.” Odwołano także prefekta paryskiej policji Michela Delpuecha. Już wcześniej krytykowano go za to, że zbyt mało zdecydowanie decyduje o użyciu przez służby bezpieczeństwa środków przymusu bezpośredniego.

Tymczasem liderzy skrajnego skrzydła ruchu „żółtych kamizelek” zapowiadają, że nie zamierzają zaprzestać protestów. Usprawiedliwiają też akty wandalizmu tłumacząc, że to skutek policyjnych prowokacji. „Wygląda na to, że przemoc to jedyna rzecz, która sprawia, że rząd coś robi” – powiedział natomiast jeden z nieformalnych przywódców protestów Eric Drouet.

Inna liderka „żółtych kamizelek” Sophie Tissier nazwała natomiast plądrowanie sklepów „skutkami ubocznymi protestów.” Oskarżyła także media o to, że wyolbrzymiają skalę agresji i „pokazują wciąż te same ujęcia z protestów”.

Francja odwołała ambasadora z Rzymu

Francusko-włoski spór przybiera na sile. Paryż – po raz pierwszy od II wojny światowej – wezwał swojego ambasadora w Rzymie z powrotem do kraju na konsultacje. Chodzi o wtorkowe (5 lutego) spotkanie włoskiego wicepremiera z liderami francuskiego ruchu protestacyjnego „żółtych …