Francja: Rząd zawiesza podwyżki akcyzy na paliwa

Premier Francji Edouard Philippe, źródło: © Rémi Jouan, CC-BY-SA, GNU Free Documentation License, Wikimedia Commons

Premier Francji Edouard Philippe, źródło: © Rémi Jouan, CC-BY-SA, GNU Free Documentation License, Wikimedia Commons

Premier Francji poinformował, że planowane na 1 stycznia podwyżki podatków zostaną odłożone o conajmniej pół roku. Co więcej, w okresie zimowym ma nie być żadnych podwyżek cen gazu i prądu. Wszystko to, aby uspokoić sytuację związaną z protestami tzw. ruchu żółtych kamizelek.

 

Francuski premier Edouard Philippe ogłosił rządowe plany w telewizyjnym wystąpieniu. „Żaden podatek nie zasługuje na to, by ryzykować jedność narodu. Trzeba być głuchym, by nie słyszeć gniewu Francuzów” – mówił Philippe. Wcześniej odwołano ostatnią rundę rozmów między rządem a przedstawicielami protestujących. Wszystko z powodu obaw przez najbardziej radykalnem skrzydłem manifestantów.

Ruch „żółtych kamizelek” powstał spontanicznie i nie posiada żadnej struktury, ani jasno określonego kierownictwa. Protesty zaczęły się od sprzeciwu kierowców wobec zapowiadanych wysokich podwyżek akcyzy na paliwa, a w szczególności na olej napędowy. Żółte kamizelki wzięły się zaś od odblaskowych kamizelek, jakie francuscy kierowcy muszą zakładać, jeśli wychodzą z pojazdu zatrzymanego na drodze szybkiego ruchu. Takie właśnie kamizelki zakładali uczestnicy spontanicznych protestacyjnych blokad na ulicach miast oraz na autostradach.

Francja: Po sobotnich zamieszkach władze rozważają wprowadzenie stanu wyjątkowego

Największe od wielu lat uliczne zamieszki w Paryżu to skutek trwającego już ponad 2 tygodnie protestu tzw. żółtych kamizelek przeciwko podwyżkom akcyzy na paliwa oraz rosnącym kosztom życia. Francuskie władze obawiają się kolejnych rozruchów.
 
W ostatnią sobotę (1 grudnia) protestowało we …

Blokady składów paliw i korki aż w Hiszpanii

Akcje „żółtych kamizelek” trwają od 17 listopada. Przez dwie soboty z rzędu w największych miastach kraju odbywały się też marsze protestacyjne. W Paryżu dochodziło przy tej okazji do zamieszek. Te z ostatniej soboty (1 grudnia) były najostrzejsze od lat. Rannych zostało ponad 130 osób, a zatrzymano ponad 400. Jak podała burmistrz francuskiej stolicy Anne Hidalgo, koszty paryskich zamieszek wyceniane są na prawie 4 mln euro. Uszkodzono bowiem m.in. słynny Łuk Triumfalny na Placu De Gaulle’a. Zdaniem ekonomistów cała francuska gospodarka straciła już na protestach miliardy euro. Dlatego prezydent Emmanuel Macron zapowiedział już trzymiesięczne konsultacje społeczne na temat podatków od paliw.

Protesty zaczęły przybierać coraz bardziej radykalną formę. Doszło nie tylko do blokad ulic, ale nawet składów paliw, m.in. w Mans na północy kraju czy Fos-sur-Mer na południu. Niektóre blokady zostały jednak wczoraj (3 grudnia) usunięte przez służby porządkowe. Także blokady drogowe są coraz poważniejsze. Wczoraj doprowadziło to do zablokowania ruchu na francusko-hiszpańskie granicy. Skutki odczuli także obywatele Hiszpanii. Korek w okolicy katalońskiej miejscowości La Jonquera liczył ponad 19 kilometrów. Utknęło w nim prawie 4 tys. pojazdów.

Francja: Macron próbuje załagodzić protesty "żółtych kamizelek"

Prezydent Francji zapowiedział co prawda, że nie zamierza wycofać się ze swojego planu podnoszenia akcyzy na paliwa, ale obiecał wprowadzenie szeregu rozwiązań łagodzących te podwyżki. Poinformował także o zmianach we francuskiej strategii energetycznej.
 
Protesty przeciw zapowiadanym na bieżący oraz przyszły rok …