Francja: Rząd przetrwał podwójne wotum nieufności

Sala plenarna francuskiego Zgromadzenia Narodowego, źródło: Flickr/United Nations Photo, fot. Eskinder Debebe

Sala plenarna francuskiego Zgromadzenia Narodowego, źródło: Flickr/United Nations Photo, fot. Eskinder Debebe

Francuski parlament odrzucił wczoraj aż dwa wnioski o wotum nieufności wobec rządu. Pierwszy złożyła opozycja lewicowa, drugi prawicowa. W obu przypadkach chodziło o skandal z tuszowaniem tego, że były ochroniarz prezydenta, a potem jego doradca do spraw bezpieczeństwa pobił w przebraniu policjanta uczestników manifestacji związkowej 1 maja.

 

Sprawa 26-letniego Alexandre’a Benalli zeelektryzowała Francję w połowie lipca. Dziennik „Le Monde” opublikował wówczas zrobione telefonem komórkowym nagranie, na którym widać było, jak doradca prezydenta Emmanuela Macrona bije dwoje bezbronnych manifestantów – najpierw mężczyznę, potem kobietę. Benalla był przy tym ubrany w policyjny hełm z ochronną szybką oraz specjalną policyjną opaskę identyfikacyjną. Do zdarzenia doszło podczas zakończonych zamieszkami protestów 1 maja w Paryżu. Największe oburzenie nad Sekwaną wywołał jednak fakt, że Pałac Elizejski (tak nazywa się we Francji potocznie Kancelarię Prezydenta) miał się o wszystkim dowiedzieć niemal natychmiast. Podobnie jak MSW. Ale wobec Benalli nie wyciągnięto poważnych konsekwencji. Zawieszono go tylko na dwa tygodnie, a sprawę zamieciono pod dywan.

Opozycja: Władze działają dysfunkcyjnie

Wniosek o wotum nieufności wobec rządu premiera Edouarda Philippe’a (we Francji funkcja premiera jest bardzo mocno związana z urzędem prezydenckim) uzasadniał w imieniu prawicowej partii Republikanie przewodniczący jej parlamentarnego klubu Christian Jacob. „Ta afera pokazała, że Pałac Elizejski działa dysfunkcyjnie” – mówił podczas debaty. Z kolei przemawiając w imieniu skrajnej lewicy poseł Andre Chasagne przekonywał, że „zło zawarte jest w konstytucji Piątej Republiki i w przywilejach, jakie daje prezydentowi”.

Komentatorzy we Francji byli zgodni, że „sprawa Benalli” to pierwsze poważne potknięcie Macrona od początku jego prezydentury i szansa dla dotąd bardzo niemrawej opozycji na poważne zaistnienie w debacie politycznej. W reakcji na skandal wokół współpracownika prezydenta upatrywano szansy na odrodzenie się opozycji, która mocno przegrała ostatnie wybory parlamentarne. Prezydenckie ugrupowanie Naprzód Republiko! (LREM) łatwo uzyskało bowiem większość w parlamencie.

Francja: Policja przeszukała biuro byłego współpracownika Macrona

Mundurowi weszli do biura byłego doradcy ds. bezpieczeństwa francuskiego prezydenta wczoraj (25 lipca). To ciąg dalszy skandalu wokół jego udziału w manifestacji w Paryżu z okazji Święta Pracy. Były ochroniarz Macrona, przebrany za policjanta, pobił wówczas przynajmniej dwie osoby.
 
26-letni Alexandre …

Opozycja z odrębnymi wnioskami

Ale trudno na razie ocenić, czy skazane na niepowodzenie wnioski o wotum nieufności wobec rządu (LREM na w parlamencie bezpieczną większość) opozycji pomogły czy nie. Pokazały bowiem również poważny rozłam w jej szeregach. Za wnioskiem prawicy głosowali Republikanie, nacjonaliści ze Zgromadzenia Narodowego pod wodzą Marine Le Pen oraz radykalnie lewicowy ruch Francja Nieujarzmiona (La France Insoumise) i komuniści. Z kolei Partia Socjalistyczna odmówiła poparcia prawicowego wniosku i złożyła swój. „Chcemy pokazać, że w tym kraju wciąż jest lewica i prawica” – tłumaczył jeden z liderów socjalistów Luc Carvounas.

Z kolei prawica odmówiła choćby symbolicznego poparcia wniosku socjalistów. „Nasza prawicowa opozycja nie opiera się na tych samych wartościach, co opozycja lewicowa” – tłumaczył jeden z liderów Republikanów Damien Abad. Komentatorzy są zgodni, chodzi obecnie nie tyle o stworzenie wspólnego frontu przeciwko Macronowi i jego partii, ale o walkę o miano „pierwszej partii opozycyjnej”, która mogłaby sięgnąć po władzę w razie jakiegoś poważnego potknięcia lub zmęczenia elektoratu obecnym prezydentem i rządem. O prymat we francuskiej opozycji rywalizują więc Republikanie, socjaliści i nacjonaliści.

Francja: Szef MSW tłumaczył się ze skandalu wokół współpracownika Macrona

Francuski minister spraw wewnętrznych odpowiadał przed parlamentarną komisją na pytania o śledztwo w sprawie udziału bliskiego współpracownika prezydenta Emmanuela Macrona w tłumieniu związkowych demonstracji 1 maja. Jak ujawniła prasa, szef prezydenckiej ochrony i jego doradca ds. bezpieczeństwa pobił podczas manifestacji …

Wakacje pomogą Macronowi?

Premier Edouard Philippe odpierał podczas debaty zarzuty opozycji. Tłumaczył, że „sprawa Benalli” to afera wokół pojedynczego pracownika Pałacu Elizejskiego, który został już za swoje postępowanie ukarany, a prokuratorskie dochodzenie w jego sprawie się toczy. Szef rządu oskarżył też opozycję o chęć spowolnienia przeprowadzanych przez prezydenta reform. Dotąd zmiany, np. w kodeksie pracy, udawało się Pałacowi Elizejskiemu przeforsowywać zgodnie z harmonogramem. „Przeciwstawiacie się woli narodu, który popiera reformy. Nie zwolnimy jednak ich tempa, niezależnie od tego, czy to się opozycji podoba czy nie” – mówił Philippe.

Macron ma swoich w planach jeszcze wiele reform – zarówno na scenie europejskiej, jak i francuskiej. Afera nadszarpnęła jednak jego wizerunek, co może przełożyć się na to, jak Macron postrzegany będzie na forum UE. Z kolei do planowanej reformy francuskiej konstytucji głosy posłów Naprzód Republiko! oraz sprzymierzonych z nimi centrystów nie wystarczą. Potrzebne będzie także wsparcie przynajmniej części opozycji. Macron liczył szczególnie na prawicowych Republikanów. Teraz jednak będzie to o wiele trudniejsze. Z drugiej strony, dziś (w środę 1 sierpnia) kończy się sesja francuskiego parlamentu. Od jutra posłowie będą przez miesiąc na wakacjach. Podobnie robi większość Francuzów. Prezydent ma więc miesiąc na to, by wszyscy o „sprawie Benalli” zapomnieli.

Merkel i Macron chcą odrębnego budżetu dla strefy euro

Prezydent Francji przekonał kanclerz Niemiec do przyspieszenia prac nad wspólnym budżetem dla państw strefy euro. Mógłby on zacząć funkcjonować już od 2021 r., o ile zgodzi się na to reszta krajów posługujących się wspólną europejską walutą.
 
Emmanuel Macron i Angela Merkel …