Francja: Protesty „żółtych kamizelek” wciąż trwają, ale słabną

Protest "żółtych kamizelek", źródło: Flickr, fot. Sébastien Huette

Protest "żółtych kamizelek", źródło: Flickr, fot. Sébastien Huette

O połowę mniej osób niż tydzień wcześniej wzięło udział w ostatnich protestach tzw. ruchu żółtych kamizelek. W wiecach wciąż biorą jednak udział najbardziej radykalni manifestanci. Szóstą sobotę z rzędu sklepikarze i restauratorzy z centrum Paryża zamknęli swoje lokale w obawie przed zamieszkami.

 

Wbrew zapowiedziom „żółte kamizelki” znów pojawiły się na ulicach francuskiej stolicy. W sobotę manifestowało ok. 2 tys. osób. Jeszcze tydzień temu było to zaś ok. 4 tys. Manifestacja była względnie spokojna, choć na Polach Elizejskich doszło do starć między policjantami na motocyklach, a atakującymi ich kostką brukową „żółtymi kamizelkami”.

Natomiast w dzielnicy Montmartre w okolicy bazyliki Sacre Coer kilkudziesięcioosobowa grupa wznosiła okrzyki oraz wykonywała tzw. gest quenelle, który wymyślił i spopularyzował kontrowersyjny francuski komik Dieudonné M’bala M’bala, występujący po prostu jako Dieudonné.

Gest ten polega na tym, że jedna ręka powstrzymuje drugą przed wykonaniem salutu rzymskiego, czyli pozdrowienia jakiego używali m.in. włoscy faszyści i niemieccy naziści. Choć popularność gestu zaczęła się od żartu z politycznej poprawności i politycznego establishmentu, dziś uważany jest on za antysemicki, ponieważ zaadaptowały go środowiska bardzo skrajnej prawicy.

Francja: Macron obiecuje zmiany, związki zawodowe obiecują dalsze protesty

Prezydent Francji w telewizyjnym orędziu wziął na siebie część odpowiedzialności za frustrację części Francuzów, która dała początek protestom „żółtych kamizelek”. Obiecał korekty w przepisach podatkowych, ale zapowiedział jednocześnie, że nie wycofa się całkowicie ze swojej polityki. Tymczasem jedna z central …

„Ścięta głowa” Macrona”

Do mniejszych niż w Paryżu protestów lub ulicznych blokad doszło także w innych miastach kraju, m.in. w Tuluzie i Bordeaux. W sumie protestowało ok. 20 tys. osób. Tydzień temu było to 40 tys. Tymczasem jeszcze na początku grudnia było to ponad 100 tys. osób.

Nie doszło tym razem do licznych zatrzymań, nie było także wielu poszkodowanych. W okolicy Perpignan na południu Francji doszło jednak do 10 przypadków śmierci związanej z protestami. 36-letni mężczyzna zginął, gdy prowadzony przez niego samochód osobowy uderzył w ciężarówkę zatrzymaną przez „żółte kamizelki”. Pozostałe ofiary śmiertelne także związane są z blokadami na ulicach lub autostradach.

Z kolei w Angoulême w zachodniej Francji ścięto podczas manifestacji głowę kukle prezydenta Emmanuela Macrona. Premier Edouard Philippe potępił niedługo potem na Twitterze „pozorowane ścięcie głowy szefa państwa, bezprecedensową przemoc wobec policji i antysemickie akty w samym centrum Paryża.”

Prezydent Macron, który przebywał w weekend z wizytą państwową w Czadzie, powiedział dziennikarzom, że wszelkie niezgodne z prawem działania podczas protestów „spotkają się z najsurowszą odpowiedzią ze strony wymiaru sprawiedliwości.” „Teraz musi zapanować porządek, spokój i zgoda. Nasz kraj tego potrzebuje. Potrzeba zgody, jedności, szczerego zaangażowania we wspólne sprawy, musimy załagodzić podziały” – powiedział Macron.