Francja: Coraz słabsze protesty „żółtych kamizelek”

źródło: Pixabay, fot. Ella87

źródło: Pixabay, fot. Ella87

Siódmą sobotę z rzędu odbywały się we Francji protesty ruchu „żółtych kamizelek”, który sprzeciwia się polityce gospodarczej Emmanuela Macrona. Na manifestacje przychodzi jednak coraz mniej osób. Tymczasem prezydent ma nowe kłopoty z jednym ze swoich byłych doradców.

 

Dotąd największe demonstracje „żółtych kamizelek” odbywały się w Paryżu. Tym razem najwięcej osób – 2,4 tys. – zjawiło się na manifestacji w Bordeaux na zachodzie kraju. W stolicy było to zaś tym razem niewiele ponad 1 tys. osób. Podobną liczbę manifestantów odnotowano w Rouen na północy, Marsylii na południu oraz Nantes na północnym-zachodzie.

Kilkanaście razy mniej manifestantów

Widać wyraźnie, że protesty słabną. Gdy odbył się pierwszy protest „żółtych kamizelek” (17 grudnia) na ulice francuskich miast wyszło 282 tys. osób. W połowie grudnia było to już 66 tys. Tydzień temu (22 grudnia) – 38,5 tys. W ostatnią sobotę (29 grudnia) – ok. 15 tys.

Osłabienie się siły protestów to z jednej strony skutek ustępstw jakie poczynił francuski rząd. Ruch „żółtych kamizelek” rozpoczął się od sprzeciwu wobec zapowiedzi podniesienia od 1 stycznia akcyzy na paliwa, a w szczególności na olej napędowy. To właśnie od obowiązkowych we Francji odblaskowych kamizelek dla kierowców opuszczających pojazdy zatrzymane na autostradzie wzięła się nazwa tego nieformalnego ruchu. Gdy jednak rząd ustąpił i wycofał się z podwyżek akcyzy na paliwa, część protestujących uznała to za swoje zwycięstwo.

Protest zdążył się już jednak w międzyczasie przekształcić w wielki sprzeciw wobec polityki gospodarczej władz kraju. Czas pokaże więc czy osłabienie się liczebności manifestacji nie ma związku także z nadejściem okresu świąteczno-noworocznego. Z drugiej strony, po zamieszkach do jakich dochodziło na manifestacjach w Paryżu służby bezpieczeństwa ostrzej reagowały na przypadki łamania podczas protestów prawa.

W Amiens na północy Francji miejscowa prefektura w ogóle zakazała do 2 stycznia jakichkolwiek publicznych zgromadzeń. Zatrzymano tam także 17 osób pod zarzutem przygotowania do nielegalnej demonstracji. Do drobnych starć z policją doszło natomiast w Bordeaux, Marsylii i Lille. Służby użyły tam gazu łzawiącego. W Paryżu zatrzymano 60 osób.

Francja: Protesty "żółtych kamizelek" wciąż trwają, ale słabną

O połowę mniej osób niż tydzień wcześniej wzięło udział w ostatnich protestach tzw. ruchu żółtych kamizelek. W wiecach wciąż biorą jednak udział najbardziej radykalni manifestanci. Szóstą sobotę z rzędu sklepikarze i restauratorzy z centrum Paryża zamknęli swoje lokale w obawie …

Zatrzymania za „egzekucję” Macrona

Wśród haseł podnoszonych przez „żółte kamizelki” są nie tylko kwestie gospodarcze (np. podniesienie emerytur czy zasiłków), ale także polityczne, a przede wszystkim żądania ustąpienia prezydenta Emmanuela Macrona. 22 grudnia podczas demonstracji w Angouleme na zachodzie Francji grupa „żółtych kamizelek” przeprowadziła nawet symboliczną „egzekucję” prezydenta. Kukle z przyczepionym zdjęciem twarzy Macrona manifestant przebrany za kata ściął głowę, co nad Sekwaną można odczytać jako aluzję do Rewolucji Francuskiej i ścięcia w jej wyniku króla Ludwika XVI.

Prokuratura nie uznała jednak tego za dopuszczalny happening i wszczęła śledztwo w związku z „publicznym nawoływaniem do popełnienia przestępstwa” oraz „znieważeniem osoby będącej depozytariuszem władzy publicznej”. W piątek zatrzymano trzech mężczyzn podejrzanych o zorganizowanie symbolicznej „egzekucji”. Przed komisariatem w Charente, gdzie ich przesłuchiwano, protestowało w ich obronie 30 osób.

Nowe kłopoty prezydenta

Tymczasem Emmanuel Macron ma kolejne kłopoty związane z jednym z jego byłych doradców. Prokuratura w Paryżu wszczęła bowiem śledztwo ws. Alexandre’a Benalli, który doradzał prezydentowi w kwestiach bezpieczeństwa, a wcześniej był jedną z osób odpowiedzialnych za jego ochronę. 27-letni Benalla stał się znany po tym, jak latem dziennik „Le Monde” ujawnił nagranie wideo, na którym widać doradcę prezydenta przebranego za policjanta i bijącego demonstrantów podczas pierwszomajowych manifestacji.

Sprawa ta stała się przyczyną dwóch wniosków nieufności wobec rządu. Oskarżano bowiem zarówno Pałac Elizejski, jak i MSW o próbę zamiecenia pod dywan sprawy Benalli. Teraz okazało się, że były doradca prezydent, mimo zwolnienia go z Pałacu Elizejskiego, zachował swój paszport dyplomatyczny. Co więcej, odbywał za jego pomocą wizyty zagraniczne w Afryce oraz na Bliskim Wschodzie. Był m.in. w Czadzie i Izraelu.

Do pierwszego z tych krajów udał się razem z francuską misją dyplomatyczną na 2 tygodnie przed oficjalną wizytą samego prezydenta, która miała miejsce tuż po Bożym Narodzeniu. Do francuskiej prokuratury zgłosił się z tymi informacjami minister spraw zagranicznych Jean-Yves Le Drian. Benalla był bowiem zobowiązany zwrócić swoje dokumenty dyplomatyczne.

Pałac Elizejski broni się jednak, że nikt nie miał tam świadomości, że zwolniony pracownik dalej posługuje się służbowym paszportem. Co więcej, prezydencka kancelaria miała wystąpić do MSZ z prośbą o unieważnienie tego oraz innych dokumentów. Benalla zachował je jednak, ponieważ wydano mu je w połowie października razem ze wszystkimi prywatnymi rzeczami z jego byłego biura w Pałacu Elizejskim.

Według ustaleń hiszpańskiej agencji informacyjnej EFE Benalla, po zwolnieniu go z kancelarii Macrona założył prywatną firmę konsultingową.

Francja: "Żółte kamizelki" wystartują w wyborach do PE?

Jeden z byłych liderów francuskiej skrajnej prawicy Florian Philippot zarejestrował słowa „Żółte Kamizelki” jako znak towarowy, aby wykorzystać go w kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.
 

Florian Philippot przez wiele lat był bliskim współpracownikiem liderki francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen. …