Europa oblężona przez turystów

Amsterdam, fot. hildgrim [Flickr]

Amsterdam, fot. hildgrim [Flickr]

Sezon turystyczny w Europie w pełni. W wielu miejscach, zwłaszcza na południu kontynentu, jego szczyt nadejdzie dopiero we wrześniu. Ale z sezonu na sezon turystów w Europie przybywa. Europejskie miasta muszą sobie z tym jakoś poradzić.

 

Turystów na świecie przybywa masowo. Według danych Światowej Organizacji Turystycznej (World Tourist Organisation – WTO) w 2018 r. ponad 1,4 mld ludzi choć raz wyjechało gdzieś turystycznie. Połowa z nich  – ok. 713 mln – odwiedziła jakieś miejsce w Europie. Oznaczało to wzrost liczby turystów na Starym Kontynencie o 6 proc. w stosunku do 2017 r. Tymczasem jeszcze w 1995 r. turystami było „tylko” 525 mln ludzi.

Rosną także wydatki na turystykę. Co trzecie wydane na świecie przez turystów euro trafiło do Unii Europejskiej. W 2016 r. były to 342 mld euro. To o 27 mld euro więcej niż unijni obywatele wydali na turystykę poza UE. Ale zyski to jedno, drugi problem to postępujące zatłoczenie turystycznych miejsc.

Tegoroczny lipiec był najgorętszy w historii pomiarów?

Według wyliczeń europejskiej służby monitorowania zmian klimatycznych Copernicus Climate Change Service (C3S) tegoroczny lipiec mógł w Europie być minimalnie gorętszy od tego z 2016 r. A to oznaczałoby, że było najcieplej od 1880 r., czyli od początku monitorowania średnich temperatur na …

Epoka „overtourismu”

Dzięki tanim liniom lotniczym, rozwojowi serwisów oferujących tanie kwatery oraz możliwością rezerwowania sobie przez internet wszelkich możliwych turystycznych atrakcji, podróżowanie stało się tak proste i dostępne jak wizyta w barze fast-food. Doprowadziło to do pojawienia się zjawiska tzw. overtourismu, czyli takiego wzrostu liczby turystów w danym miejscu, że przestaje ono sobie radzić z ich obsługą.

Na starym mieście w chorwackim Dubrowniku może się naraz zmieścić tylko ok. 8 tys. zwiedzających. Ale po tym, jak miasto stało się plenerem popularnego serialu „Gra o tron”, liczba turystów wzrosła w 2017 r. aż o 53 proc. Tylko w pierwszym kwartale 2019 r. przybyło ich do Dubrownika ponad 101 tys. Podróżują bowiem nie tylko Europejczycy, ale także coraz liczniej Chińczycy, Hindusi czy Amerykanie.

Niezmiennie atrakcją turystyczną nr 1 w UE (a niemal co roku także na całym świecie) pozostaje Paryż. Zwiedzanie większości atrakcji turystycznych od lat wiąże się już z często wielogodzinnym staniem w kolejkach. W maju pracownicy muzeum w Luwrze, gdzie można zobaczyć choćby słynną „Mona Lisę” Leonardo da Vinciego, zastrajkowali, zwracając uwagę na to, że nie są w stanie poradzić sobie z coraz większym nawałem turystów.

Nie usiądziesz już na Schodach Hiszpańskich

Drugie tak popularne miejsce w UE to Rzym. Rzymianie także skarżą się na to, że w zabytkowej części miasta coraz trudniej mieszkać. Tłumy bywają takie, że nie sposób przecisnąć się ulicami. Co więcej, odpoczywający po zwiedzaniu turyści okupują niemal każdy skrawek przestrzeni miejskiej. Dlatego władze Rzymu wprowadziły w sierpniu zakaz siadania na zabytkowych schodach na Placu Hiszpańskim.

Nowa restrykcja była surowa. Mandat za przysiadanie na barokowych z pierwszej połowy XVIII w. Wynosi od 250 do 400 euro. Najwięcej zapłaci ten, kto schody uszkodzi bądź zabrudzi. Na razie za siadanie, na którymś ze 136 stopni otrzymuje się ostrzeżenie, ale policja interweniuje w każdym przypadku złamania zakazu. Ponieważ wielu turystów nie jest świadomych obostrzeń, niebawem mają się tam pojawić specjalne znaki informacyjne. Zakaz jest całodobowy i schodów nawet w nocy pilnuje policja. Przeciw restrykcji zaprotestował już m.in. słynny hollywoodzki aktor Russel Crowe.

Zakaz na Placu Hiszpańskim jest podobny do obowiązującego już o wielu lat zakazu wchodzenia do najsłynniejszej z rzymskich fontann – di Trevi. Jeśli ktoś chciałby powtórzyć słynną scenę z filmu „Słodkie życie” w reżyserii Federico Felliniego, w której piękna Anita Ekberg kusi kąpielą w fontannie Marcello Mastroianniego, może zapłacić nawet 500 euro mandatu. O ile oczywiście uda mu się dopchać w okolice fontanny, która jest zwykle szczelnie otoczona przez próbujących zrobić zdjęcie turystów. Podobny zakaz dotyczy także innych rzymskich fontann.

Lato w Europie: Rosną temperatury, płoną lasy

Pożary pochłaniają kolejne hektary europejskich lasów, a przez wiele państw regularnie przechodzą fale upałów. Wysokie temperatury stanowią zagrożenie dla coraz większej liczby osób.
 

Od dwóch tygodni Portugalia zmaga się pięcioma wielkimi pożarami. Największy z nich wybuchł w gminie Vila del Rei, …

Wenecja wprowadza dodatkowe opłaty

Turyści obsiadający każdy skrawek miasta, kapiący sosem z kanapek i przepychający się wąskimi uliczkami to także wielki problem Wenecji. Z położonej w obrębie laguny zabytkowej części miasta uciekło już bardzo wielu zwykłych mieszkańców. W lutym rada miejska postanowiła więc wprowadzić specjalną opłatę za wstęp do miasta. W tym roku ma to być 3 euro od osoby. W przyszłym roku będzie to więcej, w zależności od pory roku od 6 do 10 euro. Z wnoszenia opłaty zwolnieni będą tylko ci ludzie, którzy zamieszkają w hotelach. Bardzo wielu turystów przybywa bowiem do miasta tylko na jeden dzień.

„Niech wszyscy wiedzą, że Wenecja to nie park rozrywki, że nie można biwakować na ulicy. Tu mieszkają ludzie, dzieci chodzą do szkoły, a zatem trzeba trochę przyzwoitości” – mówił burmistrz Wenecji Luigi Brugnaro. Opłata miała zacząć obowiązywać w maju, a więc na początku sezonu turystycznego, ale ostatecznie zaplanowano jej uruchomienie dopiero na wrzesień.

Problemem jest też coraz większa liczba jachtów i statków wycieczkowych przybijających do Wenecji. Podobny problem mają też Dubrownik i Palma de Mallorca na hiszpańskich Balearach. Ostatni z tych portów jest już trzecim pod względem liczby przybywających tu wycieczkowców w Europie. I drugim najbardziej zanieczyszczonym. Gorzej jest już tylko w Barcelonie. Do Palma de Mallorca co roku przypływa przynajmniej 1,75 mln turystów. Kolejne setki tysięcy dolatują samolotami.

Zabytkowe porty walczą z wielkimi wycieczkowcami

Dlatego mieszkańcy Palma de Mallorca złożyli u swoich władz petycję o wprowadzenie ograniczeń – maksymalnie 4 tys. turystów drogą morską dziennie. Koordynatorka lokalnej organizacji pozarządowej „Tramuntana XXI” Martia Ferriol powiedziała „Guardianowi”: „Problem z turystami przybywającymi dużymi promami i wycieczkowcami jest taki, że oni zjawiają się nagle w ogromnej liczbie. To zaburza dotychczasowy płynny przepływ turystów. Raport opracowany przez władze Wenecji pokazał, że taki model turystyki przynosi mieszkańcom więcej strat niż zysków.” Tacy turyści tłoczą się na uliczkach, ale na ogół kupują tylko pamiątki. Posiłki, napoje i nocleg mają w cenie rejsu, więc po kilku godzinach zjeść i wypić wracają na pokład wycieczkowca.

Ale wprowadzanie dodatkowych opłat prawdopodobnie nie rozwiąże problemu. Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby stały się one naprawdę wysokie. W Europie nie dojdziemy raczej do takiego poziomu jak w himalajskim królestwie Bhutanu, które aby ochronić się przed masowym napływem turystów wprowadziło podatek, który wynosi aż 200-250 dolarów dziennie.

Dług ekologiczny – ludzkość nie daje Ziemi szans  

Dług ekologiczny ludzkości wciąż rośnie: w tym roku już wczoraj zostały wyczerpane zasoby naturalne Ziemi, z których bez szkody dla planety mogliśmy korzystać – poinformowała organizacja Global Footprint Network ogłaszając tegoroczny dzień długu ekologicznego.

Odwiedź konkurencję

Dlatego władze turystycznych miast sięgają po dwa główne rozwiązania. Po pierwsze próbują ograniczyć liczbę kwater – głównie poprzez walkę z osobami wynajmującymi mieszkania poprzez serwisy takie jak Airbnb. W austriackim Salzburgu nie wolno tak wynajmować mieszkania, jeśli w budynku jest 5 lub więcej lokali. W Kopenhadze zaś wolno wynajmować swoje mieszkanie turystom przez maksymalnie 70 dni w roku. Jeszcze inne miasta próbują całkiem zakazać korzystania z Airbnb.

Drugi sposób to… promowanie konkurencji. Jeśli w jakimś mieście jest za dużo turystów, czemu nie namówić ich, aby odwiedzili też inne, mniej dotąd modne miejsca. Na takim rozwiązaniu korzystają bowiem wszystkie strony. Tak właśnie zrobiła Holenderska Rada Turystyki (NBTC). Gdy liczba turystów sięgnęła w 2016 r. 17,5 mln (co m.in. mocno przeciążało komunikację miejską), a modele matematyczne wskazały, że ta liczba podwoi się do 2030 r., NBTC postanowiło przestać promować turystycznie Amsterdam i zaczęła mocno promować mniejsze, także piękne i zabytkowe miasteczka w okolicy, jak np. Middleburg albo drugie duże holenderskie miasto – Hagę.

Nie wywoź piasku i muszelek

Wciąż nie wiadomo natomiast, co zrobić z turystami zabierającymi sobie na pamiątkę „kawałek miejsca”, które odwiedzili. Odłupywanie fragmentów skalnych czy wyrywanie roślin to coraz większy problem. Dlatego kary za takie czyny są coraz surowsze. Do 6 lat więzienia grozi np. parze turystów z Francji, którzy usiłowali wywieźć z włoskiej Sardynii w 14 plastikowych butelkach 40 kg słynnego sardyńskiego białego piasku.

Przemytnicy wpadli podczas rutynowej kontroli samochodów, jaką na promie płynącym na kontynent przeprowadziła włoska Gwardia Finansowa. Francuscy turyści tłumaczyli się, że nie mieli pojęcia, że wywożenie piasku z plaży jest zabronione. Ale sędzia uznał, że duża liczba przewożonego piasku świadczy o tym, że Francuzi mieli jakiś ukryty cel i nakazał rozpoczęcie procesu. Z kolei na lotnisku w stolicy Sardynii – Cagliari – zatrzymano turystów, którzy próbowali wywieźć cenne okazy muszli. Ukarano ich grzywną w wysokości 3 tys. euro. Ich narodowości jednak nie podano.